Resurrected
„Perpetual”
Testimony Records 2026
Dawno
nie słyszałem nic od tej piątki Niemców, ale też specjalnie po nich nie
sięgałem, a chyba ostatnim albumem jaki miałem okazję słuchać był bodajże
„Butchered in Excrement”. Jak na moje, mało śmierć metalowe ucho, nic się u
Resurrected nie zmieniło. Cały czas napierdalają klasyczny death metal o
brutalnym charakterze, który momentami wchodzi na rejony grindu lub gore.
Ciężkie i gęste brzmienie, dźwięczne werble, ztriggerowane centralki,
muskularny bas i głęboki, lecz gardłowy growl. Wszystko to generuje łamiące
kark riffy, miażdżące zwolnienia i lawinowe blasty. Od czasu do czasu wybrzmi
jakaś nieokrzesana solówka albo dzikie rytmy wyhamują do niemalże stojących w
miejscu zwolnień na tłumionych strunach, lecz tylko na chwilę, aby zaraz znów
ruszyć do przodu, bo kości kruszyć same się nie będą. Części składowe tej
śmiercionośnej układanki nieustannie mielą się ze sobą, nie pozwalając na nudę,
choć wydaje mi się, że w pewnym stopniu jest ona nieunikniona. To za sprawą
typowości rzępolenia Resurrected, którego podobnych wydawnictw od lat
dziewięćdziesiątych uzbierało się bez liku więc niczym szczególnym zadziwić ono
nie zdoła. Niemniej jednak jest to solidne granie w obrębie ujęcia jakie
reprezentują ci mieszkańcy Zagłębia Ruhry, co czuć w sękatych riffach, nieco
zgrzytliwym brzmieniu i mechanicznej nieustępliwości. Panowie grają od 1993
roku, ale w żadnym wypadku nie słychać na najnowszym krążku, jakichś oznak
„geriatrii”, bo, pomimo że to tylko kolejna odsłona krwistego i
apokaliptycznego death metalu, to skomponowana jest bez wysiłku i moc wyrazu
posiada. Solidna dawka death-grindowego, soczystego i zarazem zwalistego
młócenia. Jeśli wam się nie znudziło to bierzcie bez wahania. Fani starego
Sinister, od pewnego momentu Napalm Death czy Cannibal Corpse powinni być
zachwyceni.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz