Temple
ov Ahriman
„Heretics
of Consensual Reality”
Independent 2026
Za
Temple ov Ahriman stoi Teksańczyk, niejaki Justin Mundell tutaj zwany
Thornicator’em. Powołał on do życia ten projekt pięć lat temu i w końcu udało
mu się zarejestrować debiutancką płytę, którą wydał własnym sumptem. Patrząc na
zdjęcia, dołączone do tego materiału, spodziewałem się trochę czegoś innego, bo
gość w kapturze, świece, kozie czaszki i figurka Bafometa wskazują raczej na
coś rytualnego. No nie, ponieważ black metal w wykonaniu tego Amerykanina, to
muzyka drugiej fali tego gatunku o norweskiej proweniencji z domieszką fińskiej
melodyki i dużą ilością d-beatów. Jeżeli chodzi o norweskość, to chwilami ten
materiał przypomina mi wczesny Satyricon, gdyż mocno buja w ichnim stylu,
częstując ostrymi riffami, połączonymi z charakterystycznymi dla ekipy Satyra
chwytliwościami. Gdy Thornicator zdecyduje się przejść w punkowe rytmy jest
również całkiem dobrze, bo to zdecydowane akordy, które wraz z sekcją rytmiczną
dają nieźle popalić. W bardziej melodyjnych i co za tym idzie nieco roztargnionych
chwilach jest trochę gorzej, bowiem zmieniają one stanowczość „Heretics of
Consensual Reality” w rozmytą, melancholijną rogaciznę, której nie cierpię. W
black metalu od Temple ov Ahriman dostajemy także nawiązujących do wspomnianych
fotek, okultystycznych motywów, które dość apetycznie gniotą i zsyłają odrobinę
mistycznej atmosfery. Amerykanin nie stroni również od kilku modernistycznych
zagrywek, wprowadzając od czasu do czasu, do swego klasycznego grania,
ociupinkę nowoczesności w postaci połamanych i dysonansowych zabiegów, ale to
tylko kilka punktów zwrotnych, które stanowią małe urozmaicenie tradycyjnego,
dominującego na tym albumie podejścia. Na początku i niestety, dzięki dużemu
zróżnicowaniu debiut Temple ov Ahriman jawi się jako zbiór posklejanych ze
sobą, dobrze znanych elementów z kilku odmiennych ujęć diabelszczyzny. Jednakże
z każdym, kolejnym odsłuchem efekt ten znika i muszę przyznać, że całościowo
żre to diabelsko, zlewając się w poukładany produkt, o ostatecznie szorstkim
usposobieniu. Popracowałbym nad wokalami, bo ich skrzekliwość, podobnie jak
żeńskie śpiewy w pierwszym kawałku, nie do końca pasują do reszty. Udany
debiut, choć nie pozbawiony zgrzytów.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz