wtorek, 11 sierpnia 2026

Recenzja Fluisteraars „Jacht der Mysteriën”

 

Fluisteraars

„Jacht der Mysteriën”

Eisenwald 2026

 


Kilka lat temu jesusatan recenzował album tej grupy i niezbyt on się mu spodobał. Kilka lat minęło i chyba ze dwie płyty od rzeczonego „Bloem”, bo Holendrzy na swoim najnowszym, szóstym już w karierze krążku aż tak źle to nie grają. „Jacht der Mysteriën” zawiera trzy, rozbudowane kompozycje, które lecą sobie przez czterdzieści minut. Lecą sobie, a właściwie płyną, ponieważ to dość spokojna i hipnotyczna diabelszczyzna. Jednostajne riffy czy też tremolo, które poruszają się głównie w średnim tempie, gdyż tylko czasami podrywają się do ociężałego kłusu bądź wyhamowują do wolniejszych pływów. Miękko nastrojone gitary w towarzystwie dźwięcznego basu, wycofanej perkusji i ponurych wokali, kreują smutny, wręcz nostalgiczny black metal, który doskonale będzie pasował do pory roku, kiedy ten materiał pojawi się na sklepowych pułkach. Będzie to niemalże początek jesieni, bo datą tą jest jedenasty września więc posępna nastrojowość, umierającego lata idealnie z wydźwiękiem „Jacht der Mysteriën” koresponduje. Ogólnie rzecz biorąc nie jest tutaj beznadziejnie, poza tym, że nic specjalnego, ani ciekawego w tych trzech kompozycjach się nie dzieje. Ot typowe, atmosferyczne granie dla depresyjnej, wiecznie zmartwionej młodzieży, która lubi być po prostu smutna. Holendrzy reprezentują odłam black metalu smętnego, rozmarzonego i lirycznego, który w obecnym obrazie przyrównałbym do Drudkh. Zatem jeśli ktoś lubi klimatyczne dźwięki i aksamitne melodie w postaci ambientowej jednostajności o black metalowej charakterystyce, to niech sobie czeka na ten album z utęsknieniem. Reszta metalowców może sobie darować.

shub niggurath

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz