Indigosaur
„Cosmic
Censor”
Electric Valley Records 2025
Indigosaur
to włoska kapela, pochodząca z Sardynii, która na początku grudnia wysmażyła
swój debiutancki album. Po tym jaka wytwórnia go wydała, wszyscy mogą się
domyślić, że obcując z „Cosmic Censor” będziemy mieli do czynienia z czymś
ciężkim i klasycznym. W przypadku tej czwórki artystów nie jest to jednak aż
tak przysadziste rzępolenie jak u innych, stonerowych brygad z tej stajni.
Panowie bowiem skupiają się na tradycyjnym rocku lat siedemdziesiątych, który
owszem jest otulony „kwaśną” bądź delikatnie „heroinową” mgiełką, jednakże
brzmienie jak i riffy zapodawane przez Włochów, nie mają doomowego charakteru,
choć są w odpowiedni sposób dociążone. Muzyka Indigosaur to coś dla smakoszy
proto-metalowego grania, o specyficznym, właściwym dla psychodelii tamtych lat,
usposobieniu. Zatem za pośrednictwem tej płyty, spotykamy się ze swoistym połączeniem
narkotycznych klimatów z nową falą brytyjskiego heavy metalu, co wygenerowało
muzę, która płynie w średnich tempach, nurkujących okresowo w refleksyjne
rejony, co wpędza w trans lub w szybszych momentach, okraszonych solówkami, w
„hippisowskie” pląsy. Osiem kawałków muzyki, która niesie ze sobą sentymentalne,
lecz gęste melodie z końca ery „Dzieci Kwiatów”, trochę rytmów „muzyki drogi”
oraz szereg mroczniejszych chwytów z pogranicza heavy i doom metalu. Panowie
kołyszą rozkosznie, gniotą z wyczuciem, ale i zsyłają odrobinę upiornej
atmosfery, i narkotyzują chwilami nawet dość inwazyjnie. Krążek dla wielbicieli
komponowania i metodyki ze wspomnianego okresu, które przez Indigosaur zostały
odpowiednio zagęszczone i okraszone pokaźną dawką środków odurzających. Słucha
się tego wyśmienicie. Wydawnictwo, stanowiące idealnie wyważoną odskocznię od
brutalnych wykwitów metalowej sceny. Polecam.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz