piątek, 9 stycznia 2026

Recenzja Indigosaur „Cosmic Censor”

 

Indigosaur

„Cosmic Censor”

Electric Valley Records 2025

Indigosaur to włoska kapela, pochodząca z Sardynii, która na początku grudnia wysmażyła swój debiutancki album. Po tym jaka wytwórnia go wydała, wszyscy mogą się domyślić, że obcując z „Cosmic Censor” będziemy mieli do czynienia z czymś ciężkim i klasycznym. W przypadku tej czwórki artystów nie jest to jednak aż tak przysadziste rzępolenie jak u innych, stonerowych brygad z tej stajni. Panowie bowiem skupiają się na tradycyjnym rocku lat siedemdziesiątych, który owszem jest otulony „kwaśną” bądź delikatnie „heroinową” mgiełką, jednakże brzmienie jak i riffy zapodawane przez Włochów, nie mają doomowego charakteru, choć są w odpowiedni sposób dociążone. Muzyka Indigosaur to coś dla smakoszy proto-metalowego grania, o specyficznym, właściwym dla psychodelii tamtych lat, usposobieniu. Zatem za pośrednictwem tej płyty, spotykamy się ze swoistym połączeniem narkotycznych klimatów z nową falą brytyjskiego heavy metalu, co wygenerowało muzę, która płynie w średnich tempach, nurkujących okresowo w refleksyjne rejony, co wpędza w trans lub w szybszych momentach, okraszonych solówkami, w „hippisowskie” pląsy. Osiem kawałków muzyki, która niesie ze sobą sentymentalne, lecz gęste melodie z końca ery „Dzieci Kwiatów”, trochę rytmów „muzyki drogi” oraz szereg mroczniejszych chwytów z pogranicza heavy i doom metalu. Panowie kołyszą rozkosznie, gniotą z wyczuciem, ale i zsyłają odrobinę upiornej atmosfery, i narkotyzują chwilami nawet dość inwazyjnie. Krążek dla wielbicieli komponowania i metodyki ze wspomnianego okresu, które przez Indigosaur zostały odpowiednio zagęszczone i okraszone pokaźną dawką środków odurzających. Słucha się tego wyśmienicie. Wydawnictwo, stanowiące idealnie wyważoną odskocznię od brutalnych wykwitów metalowej sceny. Polecam.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz