czwartek, 30 kwietnia 2026

Recenzja Abuser „Blood Marks”

 

Abuser

„Blood Marks”

Xtreem Music 2026

Z Xtreem Music uczucia mam mieszane. Z jednej strony jest to label, który wydaje pozycje do bólu średnie, jak choćby Paganizer czy Revolting, a z drugiej potrafi czasem zaskoczyć czymś świeżym. Chociaż właściwie słowo „świeżym” nie do końca tu pasuje, bo takie kapele jak Ural czy Funeral Vomit niczym nowatorskim przecież nie zaskakują. Są to jednak zespoły, które w ostatnim czasie mocno przywaliły mi po mordzie, grając staroszkolny metal, bez zbytnich innowacji. Abuser to nasi krajanie, którzy zresztą dali już uprzednio o sobie znać w takich zespołach jak Hexenaltar, Pandemic Outbreak czy Leprozorium. Pod nazwą Abuser  (cholera, myślałem, że zespołów o podobnym szyldzie jest z kilkanaście, ale Encyklopedia pokazuje tylko cztery), chłopaki łupią sobie thrash metal na starą nutę. Z thrash metalem historia jest taka, że, aby mi się spodobał, musi on być albo melodyjny, a zarazem jadowity, albo na maksa wkurwiony. Nasi Oprawcy zdecydowanie wpisują się w tą drugą konwencję, i to w najlepszym stylu. „Blood Marks” to trzydzieści sześć minut ostrego napierdalania. Do bólu kwadratowego jeśli chodzi o sekcję rytmiczną, tnącego do kości agresywnymi akordami, opluwającego słuchacza wulgarnym wokalem i, przede wszystkim, przenoszącego, niczym machina czasu, z czterdzieści lat wstecz. Oryginalności tutaj nie zaznacie, ale pies ją jebał, bo przecież w tego typu muzyce nie o nią chodzi. No chyba, że ktoś jest malkontentem legitymującym się dyplomem z dziedziny „To wszystko już było”, to se pomarudzi. Ja takie granie łykam bez popitki, bo mi przypomina stary Kreator, Sodom, chwilami Slayer, czy inny Exumer. Abuser najwyraźniej też mają w dupie, czy się ich porówna z tymi czy tamtymi pionierami. Oni klasykę znają, grają swoje, i ewidentnie to czują. Bo słychać w tych numerach buzującą w żyłach krew zainfekowaną latami osiemdziesiątymi, góra dziewięćdziesiątymi, i naukami najwybitniejszych profesorów. Na „Blood Marks” każdy numer to bezpośredni, szybki strzał na mordę, wulgarny liść, sprawiający, że policzek się rumieni i trochę nam wstyd, że tańczymy, jak nam Abuser zagrają. I chyba nie trzeba w tym momencie pisać żadnych elaboratów, by każdy zainteresowany już wiedział, że „Blood Marks” to pozycja obowiązkowa do sprawdzenia. Zajebisty thrash metal, tyle w temacie!

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz