czwartek, 30 kwietnia 2026

Recenzja Werwolf „Satanic Terror”

 

Werwolf

„Satanic Terror”

Dominance of Darkness 2026

Ten niemiecki band gra black metal od 2005 roku. Przez wiele lat pozostawał w sferze podziemnej i tylko co jakiś czas, nagrywał jakąś epkę, demo, bądź pojawiał się na jakimś splicie. Aż tu nagle nadszedł rok 2026 i Werwolf zdecydował się wychylić łeb nad powierzchnię, ukazując tym samym swe diabelskie oblicze. Kilka dni temu, bo 24 kwietnia ukazał się „Satanic Terror”, na którym panowie umieścili siedem numerów, o skrajnie zdecydowanym charakterze. To black metal w starym ujęciu, o ile obraz tego gatunku z lat dziewięćdziesiątych można uznać za stary. Jednakże nie da się ukryć, że Teutoni czerpią pełnymi garściami z tamtego okresu, dźwiękowo kierując się w okolice norweskich fiordów. Oprócz klasycznie posępnych i hipnotyzujących akordów, które odznaczają się również agresją i otwarcie satanistycznym klimatem, stosują nieco odmienne środki, zbliżone nieco do stylu z Trondheim, nawiązując do twórczości Celestial Bloodshed czy Whoredom Rife, bo poza wspomnianymi cechami, potrafią także wygenerować sporą dawkę nostalgicznej i rytualnej atmosfery. Ale na tym nie poprzestają, bowiem na tym wydawnictwie można usłyszeć wiele odniesień do dwóch „znajomków” z Oslo, zwłaszcza z tak zwanego, drugiego okresu ich szatańskiej działalności. Wobec „Satanic Terror” nie da się pozostać obojętnym, ponieważ zapalczywość i sentyment z jakimi Werwolf komponuje swój black metal, są wręcz namacalne, a to doskonale przekłada się na jakość ich muzyki. Ta mieszanka wymienionych pierwiastków wraz z zaangażowaniem i szczerością przekazu, uderza szybkimi atakami mrozu, przygniata smołowatymi zwolnieniami i wprowadza w trans, bujankami w średnich tempach. Surowy i zimny jak arktyczna zima black metal w delikatnie odświeżonej formie, którego nie da się odłożyć na półkę po dwóch, trzech odsłuchach. Doskonale zaaranżowany, przenosi do lat dziewięćdziesiątych, bez kompleksów stając obok ówczesnych tuzów gatunku. Szorstki w każdym aspekcie i co za tym idzie do bólu spójny, dzięki czemu poraża dogłębnie. Prawdziwy „terror” zafundowali Niemcy swoim debiutanckim krążkiem. Chylę czoła. Co tu dużo pisać. Ekstrakt przyrządzony z rzadko dzisiaj spotykanym kunsztem i to z najlepszych składników.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz