Werwolf
„Satanic
Terror”
Dominance
of Darkness 2026
Ten
niemiecki band gra black metal od 2005 roku. Przez wiele lat pozostawał w
sferze podziemnej i tylko co jakiś czas, nagrywał jakąś epkę, demo, bądź
pojawiał się na jakimś splicie. Aż tu nagle nadszedł rok 2026 i Werwolf
zdecydował się wychylić łeb nad powierzchnię, ukazując tym samym swe diabelskie
oblicze. Kilka dni temu, bo 24 kwietnia ukazał się „Satanic Terror”, na którym
panowie umieścili siedem numerów, o skrajnie zdecydowanym charakterze. To black
metal w starym ujęciu, o ile obraz tego gatunku z lat dziewięćdziesiątych można
uznać za stary. Jednakże nie da się ukryć, że Teutoni czerpią pełnymi garściami
z tamtego okresu, dźwiękowo kierując się w okolice norweskich fiordów. Oprócz
klasycznie posępnych i hipnotyzujących akordów, które odznaczają się również
agresją i otwarcie satanistycznym klimatem, stosują nieco odmienne środki,
zbliżone nieco do stylu z Trondheim, nawiązując do twórczości Celestial
Bloodshed czy Whoredom Rife, bo poza wspomnianymi cechami, potrafią także
wygenerować sporą dawkę nostalgicznej i rytualnej atmosfery. Ale na tym nie
poprzestają, bowiem na tym wydawnictwie można usłyszeć wiele odniesień do dwóch
„znajomków” z Oslo, zwłaszcza z tak zwanego, drugiego okresu ich szatańskiej
działalności. Wobec „Satanic Terror” nie da się pozostać obojętnym, ponieważ
zapalczywość i sentyment z jakimi Werwolf komponuje swój black metal, są wręcz
namacalne, a to doskonale przekłada się na jakość ich muzyki. Ta mieszanka
wymienionych pierwiastków wraz z zaangażowaniem i szczerością przekazu, uderza
szybkimi atakami mrozu, przygniata smołowatymi zwolnieniami i wprowadza w trans,
bujankami w średnich tempach. Surowy i zimny jak arktyczna zima black metal w
delikatnie odświeżonej formie, którego nie da się odłożyć na półkę po dwóch,
trzech odsłuchach. Doskonale zaaranżowany, przenosi do lat dziewięćdziesiątych,
bez kompleksów stając obok ówczesnych tuzów gatunku. Szorstki w każdym aspekcie
i co za tym idzie do bólu spójny, dzięki czemu poraża dogłębnie. Prawdziwy
„terror” zafundowali Niemcy swoim debiutanckim krążkiem. Chylę czoła. Co tu
dużo pisać. Ekstrakt przyrządzony z rzadko dzisiaj spotykanym kunsztem i to z
najlepszych składników.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz