wtorek, 28 kwietnia 2026

Recenzja Kur-Nu-Gi-A „Carmina Inferorum”

 

Kur-Nu-Gi-A

„Carmina Inferorum”

Godz ov War 2026

Dobra, który sobie znowu jaja robi? Wiele dziwnych okładek już w życiu widziałem, ale faceta siedzącego na kiblu, pewnikiem w jakimś squocie, w punkowym obuwiu, majtasach i masce gazowej, grającego na trąbce jeszcze nigdy. To musowo jakieś hipsterstwo, albo zdjęcie zbiegłego pensjonariusza zakładu dla poważnie uszkodzonych. Tak sobie dywagowałem, oglądając podejrzliwie obrazek, który macie powyżej. Trochę co prawda  do myślenia dawała mi nazwa zespołu, która, w połączeniu z ową trąbką, prowadziła do pewnego Szweda, i jednego z jego projektów, ale… nieee, to pewnie jakaś zmyła. No z tym, że właśnie niekoniecznie! Powiem zupełnie szczerze, że gdyby ktoś miał czerpać ze spuścizny niezapomnianego Pan-Thy-Monium, to chyba właśnie tak bym sobie to wyobrażał. Kur-Nu-Gi-A bynajmniej Swano i kolegów nie kopiują. Więcej! Powiedziałbym, że bezpośrednie nawiązania do rzeczonego zespołu występują na „Carmina Inferorum” jedynie miejscowo. Bardziej chodzi mi o użyte instrumentarium oraz stosowanie kontrastów, łamanie struktur i łączenie elementów na zasadzie pewnego rodzaju rozdwojenia jaźni. Bo trochę na tych nagraniach gruzu, trochę surowego black metalu w stylu Beherit czy Von, sporo ezoteryki i wszechogarniającego, mrocznego klimatu. Pogłębianego przez wszechobecne trąbki, bardzo mocno przypominające mi swoją smutną barwą partie tego instrumentu na wczesnym Beyond Dawn. Czasami panowie zestawiają ze sobą kontrasty, jak na przykład riffowanie w średnim tempie, gdzieniegdzie przeplecione też dysonansem czy akordem quazi jazzowym, z szalejącym rytmem perkusyjnym, pochodzącym jakby z innego utworu, teoretycznie nie pasującym do pozostałych instrumentów. Obłąkane są tu też wokale. To bardziej coś na kształt charczącego szeptu niż tradycyjnego growla czy blackmetalowego skrzeku. Przez to, oraz wspomniane wcześniej kombinowanie, muzyka Kur-Nu-Gia-A kojarzyć też się może z bardziej współczesnymi zespołami szukającymi własnej ścieżki, pokroju Howls of Ebb czy Khthoniik Cerviiks. Czegokolwiek bym dalej nie napisał, jedno jest pewne. Takiego zespołu na polskiej scenie jeszcze nie było, a i na światowej podobnych niewiele. Jestem kompletnie zaskoczony, a jednocześnie oczarowany. Jeśli lubicie popierdoloną muzykę, bez przesadnej awangardy, za to pomyślanej z głową i nieszablonową, to sięgajcie po „Carmina Inferorum” i pozwólcie się tymi dźwiękami zainfekować. I na koniec jeszcze jedno. Ta okładka pasuje do muzyki Kur-Nu-Gi-A idealnie. Dla mnie album z gatunku dziesięć na dziesięć.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz