poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Recenzja Vulgar Mephitis „From Dust”

 

Vulgar Mephitis

„From Dust”

Willowtip Records (2026)

 


Willowtip Records już niejednokrotnie pokazywała, że ma smykałkę do wyszukiwania niebanalnych zespołów, nie oglądając się na podgatunku metalu. Nie inaczej jest w przypadku Vulgar Mephitis, kwartetu z Pensylwanii, który niedługo zadebiutuje albumem „From Dust” w barwach lokalnej wytwórni. A cóż ten album przynosi? Już sama okładka zdradza, że będziemy mieli do czynienia z dość klinicznym death metalem, czyli zapewne dość brutalnym. I tak też jest w rzeczywistości – Vulgar Mephitis po wstępnym flircie z melodyjkami i uśpieniu czujności słuchacza atakuje technicznym, brutalnym, ale i dość klasycznym metalem śmierci. Cisną się tutaj porównania z Dying Fetus czy z nieco nowszymi bandami pokroju Unfathomable Ruination. Zwraca uwagę intensywność, gęstość i bardzo wysoki poziom wykonawczy. Muzykom Vulgar Mephitis nie można w tym departamencie niczego zarzucić. Okazjonalne flirty z melodią dla jednych mogą być zgrzytem, dla innych zaletą, ale w ogólnym rozrachunku nie znalazłem tu niczego co by wywoływało konwulsje czy chociażby poczucie niezręczności. Od strony produkcyjnej też nie można powiedzieć tutaj złego słowa – materiał jest ciężki, masywny, jakby zdradzający pewne fascynację sceną HC. Trudno mi natomiast znaleźć w tych dźwiękach zręby własnego stylu, czy chociażby próbę poszukania własnej tożsamości. Dla mnie to brzmi dosłownie jak skrzyżowanie wspomnianych dwóch wcześniej zespołów plus szczypta melodii. Na debiut może i wystarczy, ale zastanawiam się, gdzie tu jest ta furtka na coś więcej. „From Dust” to bardzo rzemieślnicza płyta. Solidnie, a nawet bardzo solidnie wykonana, ale trochę mało atrakcyjna dla oka i ucha, bo niespecjalnie się czymś wyróżnia. Brakuje odcieni, brakuje tego „czegoś”. Ale to wciąż album na tyle dobry, że warto go posłuchać.

Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz