Vulgar Mephitis
„From Dust”
Willowtip Records (2026)
Willowtip Records już niejednokrotnie pokazywała, że ma smykałkę do wyszukiwania niebanalnych zespołów, nie oglądając się na podgatunku metalu. Nie inaczej jest w przypadku Vulgar Mephitis, kwartetu z Pensylwanii, który niedługo zadebiutuje albumem „From Dust” w barwach lokalnej wytwórni. A cóż ten album przynosi? Już sama okładka zdradza, że będziemy mieli do czynienia z dość klinicznym death metalem, czyli zapewne dość brutalnym. I tak też jest w rzeczywistości – Vulgar Mephitis po wstępnym flircie z melodyjkami i uśpieniu czujności słuchacza atakuje technicznym, brutalnym, ale i dość klasycznym metalem śmierci. Cisną się tutaj porównania z Dying Fetus czy z nieco nowszymi bandami pokroju Unfathomable Ruination. Zwraca uwagę intensywność, gęstość i bardzo wysoki poziom wykonawczy. Muzykom Vulgar Mephitis nie można w tym departamencie niczego zarzucić. Okazjonalne flirty z melodią dla jednych mogą być zgrzytem, dla innych zaletą, ale w ogólnym rozrachunku nie znalazłem tu niczego co by wywoływało konwulsje czy chociażby poczucie niezręczności. Od strony produkcyjnej też nie można powiedzieć tutaj złego słowa – materiał jest ciężki, masywny, jakby zdradzający pewne fascynację sceną HC. Trudno mi natomiast znaleźć w tych dźwiękach zręby własnego stylu, czy chociażby próbę poszukania własnej tożsamości. Dla mnie to brzmi dosłownie jak skrzyżowanie wspomnianych dwóch wcześniej zespołów plus szczypta melodii. Na debiut może i wystarczy, ale zastanawiam się, gdzie tu jest ta furtka na coś więcej. „From Dust” to bardzo rzemieślnicza płyta. Solidnie, a nawet bardzo solidnie wykonana, ale trochę mało atrakcyjna dla oka i ucha, bo niespecjalnie się czymś wyróżnia. Brakuje odcieni, brakuje tego „czegoś”. Ale to wciąż album na tyle dobry, że warto go posłuchać.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz