Azatoth
„Carnal Lust of Blasphemy”
Extremely Rotten Prod. 2026
Z fińskim
Azatoth miałem okazję poznać się po raz pierwszy przy okazji drugiej edycji
Death Is Not The End w Gdańsku. Chłopaki byli wówczas jeszcze na etapie
demówkowym, zaznaczając jednak, podczas prywatnej rozmowy, iż materiał na
pełnometrażowy debiut już się kręci. I się ukręcił, bo właśnie z głośników
płynie u mnie „Carnal Lust of Blasphemy”. To niemal czterdzieści minut muzyki,
za którą dałbym się pociąć za młodu, i za którą dałbym się pokroić dziś.
Czysty, oldskulowy metal śmierci, grany przez młodych ludzi w sposób świadczący
o tym, że nauki profesorów kreujących onegdaj rzeczony gatunek nie są im obce.
Co ja gadam, obce… Oni na wykłady chodzili chyba z dyktafonem, skrzętnie
odnotowując później w domu każde słowo, każdą poradę biorąc sobie głęboko do
serca, a następnie wykuwali z tego twórczość własną. Może nie będącą do końca
oryginalną, ale złożoną ze składników, które w dobrych rękach nigdy się nie
przeterminują, i zawsze przywołają przynajmniej to wspomnienie świeżo
upieczonego chleba, który wpierdalało się zanim jeszcze donieśliśmy go ze
sklepu go do domu. Tak, z tej fińskiej mąki zdecydowanie jest chleb! Czegoż tu
nie ma… Są wspaniałe, na wskroś staroszkolne riffy, przy których wracają
wspomnienia. Riffy, z których każdy ma swój wyraz, i bynajmniej nie jest
jedynie wypełniaczem. Jest ten klimat z lat dziewięćdziesiątych, ten dreszczyk,
powodujący mentalny wzwód u nastolatka podczas odsłuchu kolejnego albumu
ulubionego wykonawcy. Jest to wyczucie, rozumienie idei towarzyszącej
narodzinom gatunku. Jest ta naturalna
umiejętność balansowanie tempem, czy wplatania solówek, nie tylko dlatego, że
tak wypada. Tutaj wszystko wypływa z siebie w stu procentach naturalnie, z
niebywałą swobodą. I dlatego, mimo iż materiał ten powstał niemal czterdzieści
lat „po terminie”, można go ustawić na jednej półce z największymi klasykami.
Nie będę tu pisał o brzmieniu, bo wiadomo, że wszystko się zgadza. Nie będę też
wytłuszczał któregokolwiek z tytułów, bo płyta jest równa jak blat stołu.
Powiem tylko jedno. Każdy, ale to absolutnie każdy maniak staroszkolnego death
metalu ma jebany obowiązek zapoznać się z tym materiałem. Bo młodzi dają radę,
i to bardziej niż niejeden z was by mógł się spodziewać. Aha, i jeszcze jeden
drobiazg. Wyjątkowo dobre intro i outro.
Takie jak kiedyś. Miazga!
- jesusatan





















