Aabode
„Hyper-Death”
Godz Ov War (2026)
Francuski
duet Aabode, zaistniał bardzo wyraźnie i trwale na moim horyzoncie muzycznym
przed dwoma laty, przy okazji debiutanckiego albumu „Neo-Age”. Ich
blackmetalowa ekspresja przefiltrowana przez industrialno-EBMową optykę
przełomu lat 80. i 90. w połączeniu z narkotycznym abstraktem wylewającym się
nader często nie tylko trafiła w mój gust, ale realnie sprawiła, że czekałem na
kolejne słowo Francuzów i to, w które miejsce zaciągną swoje pomysły tym razem.
„Hyper-Death” dowozi jakość bez mrugnięcia okiem. O ile w przypadku „Neo-Age”
można było mieć zastrzeżenia i z wieloma rzeczami trzeba było się polubić lub
do nich przyzwyczaić, tak tutaj żadnego „ale” nie ma. „Hyper-Death” brzmi mniej
więcej tak jak mogłoby brzmieć Skinny Puppy z okresu mniej więcej „Last Rights”
gdyby nagrywało dla Earache Records. Czuć tu ten dosadny industrializm i
metaliczność wszelakiej maści industrial-metalowych kapel pierwszej połowy lat
90. od Ministry, Pitch Shifter, Malhavoc, Skrew czy Skin Chamber, a mimo to
Francuzi dużo odważniej sięgają po niemetalowe środki wyrazu, aby nie tylko
uzyskać podobne emocje jak wspomniani przed chwilą artyści, ale też aby
pogłębić ich treść i siłę rażenia. Elektroniczne beaty skutecznie przenikają
się z blackowymi tremolo, czy gitarowymi piskami. Postapokaliptyczna wizja
świata, jaką w 1999 zaprezentował Satyricon na „Rebel Extravaganza” została
tutaj okradziona z rozmachu, zdekonstruowana do czynników pierwszych, by
wybrane elementy sukcesywnie były starannie dopieszczane dobranymi,
pozbawionymi efekciarstwa i studyjnych sztuczek środkami. Tak, „Hyper-Death”
jeśli chodzi o brzmienie nie jest tworem potężnym, nasączonym tłustością i
intensywnością dźwięku. Rzekłbym nawet, że brzmi dość sterylnie, chudo, może
nawet ciut zbyt chudo, ale dzięki temu jako słuchacz nie muszę z maczetą
przedzierać się przez gąszcz dźwięków, często niepotrzebnych, lub stanowiących
bezsensowną przykrywkę, dla czegoś ciekawszego, kryjącego się pod spodem. Tutaj
tego problemu nie ma, realizacyjnie ten materiał nie robi nikomu pod górkę,
zaprasza słuchacza do wspólnej celebracji od premierowego naciśnięcia „Play”.
Świetny album nagrali muzycy Aabode i chwała Grześkowi, że chce ich promować.
„Hyper-Death” to interesująca, niebanalna, frapująca muzyka jakiej teraz na
rynku mało. Wystarczy dać sobie i tym nagraniom odrobinę cierpliwości, a
wynagrodzi z nawiązką. Dla mnie bomba!
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz