wtorek, 24 lutego 2026

Recenzja Aabode „Hyper-Death”

 

Aabode

„Hyper-Death”

Godz Ov War (2026)

 


Francuski duet Aabode, zaistniał bardzo wyraźnie i trwale na moim horyzoncie muzycznym przed dwoma laty, przy okazji debiutanckiego albumu „Neo-Age”. Ich blackmetalowa ekspresja przefiltrowana przez industrialno-EBMową optykę przełomu lat 80. i 90. w połączeniu z narkotycznym abstraktem wylewającym się nader często nie tylko trafiła w mój gust, ale realnie sprawiła, że czekałem na kolejne słowo Francuzów i to, w które miejsce zaciągną swoje pomysły tym razem. „Hyper-Death” dowozi jakość bez mrugnięcia okiem. O ile w przypadku „Neo-Age” można było mieć zastrzeżenia i z wieloma rzeczami trzeba było się polubić lub do nich przyzwyczaić, tak tutaj żadnego „ale” nie ma. „Hyper-Death” brzmi mniej więcej tak jak mogłoby brzmieć Skinny Puppy z okresu mniej więcej „Last Rights” gdyby nagrywało dla Earache Records. Czuć tu ten dosadny industrializm i metaliczność wszelakiej maści industrial-metalowych kapel pierwszej połowy lat 90. od Ministry, Pitch Shifter, Malhavoc, Skrew czy Skin Chamber, a mimo to Francuzi dużo odważniej sięgają po niemetalowe środki wyrazu, aby nie tylko uzyskać podobne emocje jak wspomniani przed chwilą artyści, ale też aby pogłębić ich treść i siłę rażenia. Elektroniczne beaty skutecznie przenikają się z blackowymi tremolo, czy gitarowymi piskami. Postapokaliptyczna wizja świata, jaką w 1999 zaprezentował Satyricon na „Rebel Extravaganza” została tutaj okradziona z rozmachu, zdekonstruowana do czynników pierwszych, by wybrane elementy sukcesywnie były starannie dopieszczane dobranymi, pozbawionymi efekciarstwa i studyjnych sztuczek środkami. Tak, „Hyper-Death” jeśli chodzi o brzmienie nie jest tworem potężnym, nasączonym tłustością i intensywnością dźwięku. Rzekłbym nawet, że brzmi dość sterylnie, chudo, może nawet ciut zbyt chudo, ale dzięki temu jako słuchacz nie muszę z maczetą przedzierać się przez gąszcz dźwięków, często niepotrzebnych, lub stanowiących bezsensowną przykrywkę, dla czegoś ciekawszego, kryjącego się pod spodem. Tutaj tego problemu nie ma, realizacyjnie ten materiał nie robi nikomu pod górkę, zaprasza słuchacza do wspólnej celebracji od premierowego naciśnięcia „Play”. Świetny album nagrali muzycy Aabode i chwała Grześkowi, że chce ich promować. „Hyper-Death” to interesująca, niebanalna, frapująca muzyka jakiej teraz na rynku mało. Wystarczy dać sobie i tym nagraniom odrobinę cierpliwości, a wynagrodzi z nawiązką. Dla mnie bomba!

Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz