Witchfuck / Trucizna
„Altare Sanguinis”
Under the Sign of Garazel 2025
Pod koniec zeszłego roku Garazel wypuścił split,
który to właśnie przed chwilką dostarczył mi do
rąk własnych uśmiechnięty listonosz.
Wydawnictwo nosi tytuł „Altare Sanguinis”, i zawiera sześć numerów. Po
trzy z każdej strony, przy czym w obu przypadkach są to dwa strzały autorskie,
plus cover. Witchfuck nigdy mnie specjalnie nie zachwycał. Nigdy też nie
powiedziałbym, że to, co sobie tam chłopaki grają jest jakieś beznadziejne. Nie.
Jest to średniej jakości krajowy death / black, nawet bardziej z naciskiem na
ten drugi człon. Co mi się u Małopolan podoba? Agresja, jazda na maksa, płynący
z ich muzyki wkurw. Co działa in minus? Wypolerowane brzmienie, banalne teksty,
przewidywalność i, w sumie, brak czegokolwiek, co by wybiło ich choćby o
milimetr ponad średnią krajowa, czy to pod względem chwytliwości riffów, czy
jakości wokalu, czy czegokolwiek nietypowego, co stanowiłoby dla tego zespołu
element autorski i rozpoznawalny. Bo nawet fragment otwierający ich stronę
splitu jakoś tak błyskawicznie skojarzył mi się
z Mayhemowym „Life Eternal”. Te dwa numery są spoko, ale nic poza tym.
Chyba najlepszym podsumowaniem niech będzie fakt, że najbardziej podoba mi się
cover wspomnianego Mayhem, choć i tak do oryginału nie mający żadnego startu. Strona
B, to już zupełnie inna bajka. Albo powinienem powiedzieć, kompletnie inny
poziom. Trucizna wcześniejszymi EP-kami zgłosiła silny akces do elity krajowego
black metalu. Dwoma kompozycjami zamieszczonymi na „Altare Sanguinis” swoją
klasę wyłącznie potwierdza. To black metal pełen, nomen omen, jadu, wściekły i
zimny jak sopel lodu, czerpiący pełnymi garściami ze spuścizny klasyków drugiej
fali. Choć nie tylko tej europejskiej, bowiem pojawiające się tutaj ślizgi po
gryfie jednoznacznie wskazują też kierunek kanadyjski. Tu każdy riff rani,
każda melodia infekuje, a sposób w jaki Pani Asia zdziera gardło może wywoływać
srogą traumę. Na deser mamy „Satanic Blood” Von, niby kawałek banalny, bo oparty
na jednym motywie, ale w wykonaniu Trucizny zyskujący chyba jeszcze większego
pierdolnięcia. Warto zaopatrzyć się w ten split, choćby dla jego drugiej
części. Mam nadzieję, że debiutancki pełniak tego polsko – szwedzkiego duetu
już wkrótce nadejdzie i mocno co niektórym przemebluje rankingi.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz