Strigiform
„Aconite”
I, Voidhanger Rec. 2025
Nazwa Strigiform zapewne niewiele wam mówi. Jest to
bowiem nowy twór na rynku muzycznym, choć za jego powstanie odpowiada Saprovore,
muzyk mający już pewne doświadczenie muzyczne w innym ze swoich projektów,
mianowicie Vertebra Atlantis. Debiutancki album zespołu ukazał się pod koniec
ubiegłego roku, i zawiera trzydzieści parę minut muzyki, którą określić można
wprost jako dysonansowy, awangardowy death / black metal. Z tą awangardą jednak
nie ma tutaj jakichś niespotykanych dotychczas fajerwerków. Nie da się jednak
zaprzeczyć, że „Aconite” to płyta bardzo ciekawie pokombinowana. I niełatwa.
Przede wszystkim same linie gitarowe są mocno pokręcone, chwilami zawiłe, a na
pewno nie ułatwiające niedzielnemu słuchaczowi życia. Nagłe przyspieszenia
często łamane są, i to w najmniej oczekiwanym momencie, przez bardziej
techniczne, wręcz zawiłe melodie, by po chwili znów przejść w sprint, albo zatrzymać
się znienacka ustępując pola klimatycznym pasażom. Cokolwiek jednak się na tym
krążku nie dzieje, podkreślić należy jedno. Wyjątkowy kunszt muzyków. Nie tylko
pod względem opanowania instrumentów, ale i pomysłowości. Weźmy na ten przykład
linie perkusyjne. Mamy tutaj prawdziwy pokaz umiejętności i nieszablonowości,
momentami lekko nawet zahaczającej o jazz. Wspomniane harmonie z kolei
przypominać mogą kontrolowany chaos, niby trzymany mocno na smyczy, jednak raz
za razem próbujący wyrwać się z uwięzi. Powiedzieć, że mnóstwo się tu dzieje,
to jak nie powiedzieć nic. Gdybyście łaknęli porównań, to już spieszę z pomocą.
Pomyślcie o Diskord, Ved
Buens Ende, Howls of Ebb, Oranssi Pazuzu czy Negative Plane. Najlepiej
jako składnikach wrzuconych do jednego worka, mocno wymieszanych. Otrzymacie
mniej więcej to, co oferuje Strigiform. Jeśli chodzi o brzmienie, to jest ono
niepokojąco zimne, bardziej blackmetalowe, ale jednocześnie daleki byłbym od
nazywania go surowym. Wszystkie składowe są tutaj bowiem doskonale słyszalne.
Inną sprawą jest wychwycenie poszczególnych niuansów, których album ten zawiera
naprawdę sporo. Jeśli zatem szukacie albumu do eksploracji, jesteście w stanie
poświęcić mu dostateczną ilość czasu, by ostatecznie wgryźć się w sam jego środek,
to „Aconite” jest dla was. Jeśli natomiast słuchacie muzyki „w przeciągu”, to
zalecam coś łatwiejszego.
-
jesusatan






