Czerń / Burning Sky /
Lwstndrds
Split
Arcadian Industry 2026
No to jeszcze jedna recenzja przed wyjazdem na
zasłużony urlop i coroczny reset od muzycznych spraw. Tym razem jest to split
trzech krajowych przedstawicieli. Split o tyle ciekawy, że każdy z wchodzących
w jego skład zespołów prezentuje granie nieco inne. Najpierw Czerń. Wejście na
pełnym punku, klasyczny d-beat, i to nawet nie deathmetalowy, a taki typowy z
irokezem. Death metal pojawia się chwilę później, i panowie galopują do w
kierunku mety już bardziej w jego przybraniu. Filozofii tu nie ma, jest za to klasyka,
oraz toporne zwolnienie w stylu Dying Fetus, które kruszy kości niczym…
kruszarka do kości. Drugi numer tych panów jest zdecydowanie rychliwszy, ale
też krótszy, a pod koniec pojawiają się w nim i bardziej śpiewne gitary, i
motyw mocno hardcore’owy. Fajna mieszanka, idealna na koncerty. No i Czerń
śpiewają po polsku, to tak dla uzupełnienia. Zmiana warty, i kolejne dwa numery
w wykonaniu Burning Sky. To też śmierć metalowa załoga, tylko bardziej doświadczona,
bo posiadająca na koncie już cztery duże
płyty. Tonaż tych kompozycji jest zdecydowanie większy, i zamiast punka,
znajdziemy w nich więcej klasycznej Ameryki spod znaku Incantation czy
Immolation, acz nie tylko. Lekki sznyt sludge’owy też da się wyczuć, a przy
riffie w połowie „Surrounded by Fools” można nieźle się zamachnąć łbem. Nie
mniej jednak w porównaniu do Czerni, jest to waga ciężka, nie półśrednia.
Słychać, że Burning Sky doskonale znają klasykę i mają własne na nią
spojrzenie. Połączenie bezwzględnej brutalności z miażdżącym ciężarem doskonale
się w ich przypadku sprawdza. No i nie lada niedźwiedzi wokal posiada pan Kuba.
Końcówka należy do kapeli, której nazwę nakreślił chyba kot przebiegający po
klawiaturze. To duet z Zabrza, częstujący trzema kawałkami death metalu o
słyszalnych zapędach w kierunku grind. Ale nie jest to typowy szablon, że
szybko, wolniej, jeszcze szybciej, i darcie japy na całego. Goście troszkę
główkują, bo zmiany tempa, owszem, są, ale nie od stempla. Poza tym jak jest
zwolnienie, to robi się naprawdę duszno, bo jest ono zagrane z głową. A jak
chwilami pojawi się element noise’owy czy industrialny, to nie dlatego, żeby w
kategoryzacji pojawiło się dodatkowe słowo, tylko dlatego, że tam faktycznie
pasuje i robi mały bałagan. Lwstndrds istnieją dekadę, i chyba właśnie takie
małe wydawnictwa lubią najbardziej, bo pełniaka się jeszcze nie dorobili, za to
EP-ek natłukli od cholery. Wnioskuję zatem, że wolą nagrywać na spontanie, niż
planować i udoskonalać. I to chyba właśnie słychać tu najbardziej. No i fajnie.
Ten split to bardzo wartościowa rzecz, bo za jednym zamachem można posłuchać
sobie metalu śmierci zagranego na trzy różne sposoby, a całość nie zajmie nam
więcej niż dwadzieścia minut. Plus wartość edukacyjna, bo zapewne nie każdy zna
wszystkie trzy powyższe brygady. Warto sprawdzić.
-
jesusatan






