Kur-Nu-Gi-A
„Carmina
Inferorum”
Godz ov War 2026
Dobra, który sobie znowu jaja robi? Wiele dziwnych
okładek już w życiu widziałem, ale faceta siedzącego na kiblu, pewnikiem w
jakimś squocie, w punkowym obuwiu, majtasach i masce gazowej, grającego na
trąbce jeszcze nigdy. To musowo jakieś hipsterstwo, albo zdjęcie zbiegłego
pensjonariusza zakładu dla poważnie uszkodzonych. Tak sobie dywagowałem,
oglądając podejrzliwie obrazek, który macie powyżej. Trochę co prawda do myślenia dawała mi nazwa zespołu, która, w
połączeniu z ową trąbką, prowadziła do pewnego Szweda, i jednego z jego
projektów, ale… nieee, to pewnie jakaś zmyła. No z tym, że właśnie
niekoniecznie! Powiem zupełnie szczerze, że gdyby ktoś miał czerpać ze
spuścizny niezapomnianego Pan-Thy-Monium, to chyba właśnie tak bym sobie to
wyobrażał. Kur-Nu-Gi-A bynajmniej Swano i kolegów nie kopiują. Więcej!
Powiedziałbym, że bezpośrednie nawiązania do rzeczonego zespołu występują na
„Carmina Inferorum” jedynie miejscowo. Bardziej chodzi mi o użyte
instrumentarium oraz stosowanie kontrastów, łamanie struktur i łączenie
elementów na zasadzie pewnego rodzaju rozdwojenia jaźni. Bo trochę na tych
nagraniach gruzu, trochę surowego black metalu w stylu Beherit czy Von, sporo
ezoteryki i wszechogarniającego, mrocznego klimatu. Pogłębianego przez wszechobecne
trąbki, bardzo mocno przypominające mi swoją smutną barwą partie tego
instrumentu na wczesnym Beyond Dawn. Czasami panowie zestawiają ze sobą
kontrasty, jak na przykład riffowanie w średnim tempie, gdzieniegdzie
przeplecione też dysonansem czy akordem quazi jazzowym, z szalejącym rytmem
perkusyjnym, pochodzącym jakby z innego utworu, teoretycznie nie pasującym do
pozostałych instrumentów. Obłąkane są tu też wokale. To bardziej coś na kształt
charczącego szeptu niż tradycyjnego growla czy blackmetalowego skrzeku. Przez
to, oraz wspomniane wcześniej kombinowanie, muzyka Kur-Nu-Gia-A kojarzyć też
się może z bardziej współczesnymi zespołami szukającymi własnej ścieżki,
pokroju Howls of Ebb czy Khthoniik Cerviiks. Czegokolwiek bym dalej nie
napisał, jedno jest pewne. Takiego zespołu na polskiej scenie jeszcze nie było,
a i na światowej podobnych niewiele. Jestem kompletnie zaskoczony, a
jednocześnie oczarowany. Jeśli lubicie popierdoloną muzykę, bez przesadnej
awangardy, za to pomyślanej z głową i nieszablonową, to sięgajcie po „Carmina
Inferorum” i pozwólcie się tymi dźwiękami zainfekować. I na koniec jeszcze
jedno. Ta okładka pasuje do muzyki Kur-Nu-Gi-A idealnie. Dla mnie album z
gatunku dziesięć na dziesięć.
-
jesusatan






