Hexbane
„From Hell”
The Circle Music / Hell’s Fire Rec. 2026
Dziś mała
przystaweczka. Zespół nowy, lecz ludzie za nim stojący do nowicjuszy nie należą.
Można wręcz powiedzieć, że to taki mały all-stars band. Kogo my tu mamy… Jest
The Magus (tu wymieniać zasług chyba nie trzeba), George Emmanuel (Rotting
Christ, ex), Tas Danazoglou (ex. Electric Wizard), no i Faust (wiadomo). „From Hell” to tylko dwa kawałki, trwające
łącznie koło dziesięciu minut. Natomiast muzyka tego kwartetu to taka mieszanka
Grecji ze Skandynawią. Same struktury obu kompozycji zawierają zarówno to, co
cechuje Helladę, jak i skute lodem północne szczyty. Linie perkusyjne w
pierwszym kawałku to typowy dla Rotting Christ czy Varathron beat, po którym od
razu wie się, skąd muzycy pochodzą. Podobnie sprawa ma się z gitarami, które w
kawałku tytułowym lekko wskazują na Grecję, aczkolwiek nieprzesadnie nachalnie,
bo wkrada się do nich też trochę drugiej fali z przeciwległego krańca
kontynentu. Jak wypadają wokale chyba tłumaczyć nie należy, zwłaszcza wiedząc,
kto za nie odpowiada. W drugiej połowie „From Hell” panowie na chwilę
zwalniają, i wówczas wchodzimy w nastrój nieco bardziej melancholijny.
„Nefarious Spells” to podobna mieszanka (pod koniec słyszymy naprawdę niezłe
tremolando, a także wskakujemy na chwilę w rytm d-beatowy), i powiem wam
szczerze, że miks obu wzorców stylistycznych wychodzi tym gentlemanom naprawdę
ciekawie. Nie ma w tym może niczego, co totalnie porywa, ale na pewno nie jest
to granie jakich na rynku wydawniczym pełno. Zajawka zatem jakaś jest, całkiem
niezła, ale zastanawiam się, jak Hexbane rozwiną swoje pomysły na dłuższym
wydawnictwie, które zapewne za czas jakiś będzie dane nam usłyszeć. No chyba,
że to taki jednorazowy eksperyment, choć to nie wierzę. Czekać z wypiekami na
twarzy nie będę, ale nazwę zapamiętuję.
- jesusatan






