Terrestrial Hospice
„Omnicide - Chapter I”
Edged Circle Prod. 2026
Terrestrial Hospice pod względem personalnym nikomu
przedstawiać nie zamierzam. Bo trzeba być ignorantem, żeby nie wiedzieć kto
zacz. Zespół wtargnął kilka lat temu do elity polskiego black metalu z kopyta,
nawet nie wyważając drzwi, a dosłownie rozbijając je na drzazgi, roszcząc sobie
prawo do tronu. Jednocześnie podzielił narodowe metalowe społeczeństwo na
silnych antagonistów (a bo to wtórne, a bo tam gra Inferno z Behemoth, to pewnie
umie podpromować byle gówno nazwiskiem) i bezkrytycznych wyznawców. Prędzej zaliczyłbym się do tych drugich, bo
tak po prawdzie gdański duet rozkłada mnie na łopatki od zarania. A ich
koncerty jedynie udowadniają to, że chłopaki robią swoja totalnie szczerze, i w
dupie mają opinie grupy pierwszej. Nowy materiał Terrestrial Hospice to osiem
numerów będących rozwijaniem, tudzież kontynuacją, kursu obranego przy
wypłynięciu z portu. Totalny kult drugofalowego, nordyckiego (głównie
norweskiego) black metalu. Kurwa, jak słyszę zarzuty, że „to śmierdzi wczesnym
Satyricon, Gorgoroth czy innym Immortal”, to odpowiem: Tak! Śmierdzi w chuj!
Śmierdzi też kilkunastoma innymi filarami ówczesnego grania, i właśnie to jest
wspaniałe. Że ktoś po tylu latach potrafi starego ducha wskrzesić w takiej
postaci. A żeby była pełna jasność, to jest mnoga różnica między bezczelnym
kopiowaniem, a wyciąganiem esencji z nauk, i zaparzania z niej własnego naparu.
Skyggen i Inferno to starzy wyjadacze, żadne tam sezonowe chłopaczki. Oni na
takiej muzyce dorastali, i taką muzykę teraz tworzą. Głównie dla tych, którzy
wtedy, podobnie jak oni, doświadczali wybuchu drugiej fali, czytali z zapartym
tchem o płonących kościołach, nie w Internetach, bo wtedy ich praktycznie nie
było, ale w magazynach, zinach, z kilkutygodniowym / kilkumiesięcznym
opóźnieniem. Kto tego nie przeżył, nie jest w stanie ogarnąć uczuć
towarzyszących mi, i zapewne innym moim rówieśnikom, podczas obcowania z
„Omnicide – Chapter I”. Mrówki nie nauczysz tańczyć, nawet gdybyś jej o Twiście
opowiadał godzinami. Ech… Nowy album Terrestrial Hospice to niezwykle dojrzały,
w pełni świadomy, wybitnie oldskulowy materiał zawierający wszystko, co black
metal zawierać powinien. Jad, gniew, wspaniałe melodie, szorstkie wokale,
arktyczny klimat, staroszkolny feeling, rzyganie na krzyż… A to wszystko ubrane
w idealnie wyważone szaty brzmieniowe, w których każdy dźwięk jest idealnie
słyszalny, nic nie ucieka pod przykrywką zaniedbania, a jednocześnie nie ma tu
odstępstw od pierwotnych standardów. Nie
będę silił się na wskazywanie jakichś jaśniejszych punktów na tym albumie, bo
ich po prostu nie ma. Tu wszystko tonie w mroku, śniegu i gęstym lesie. To jest
blackmetal stuprocentowy. Nie wiem, czy chłopakom na krajowej scenie w tym roku
ktokolwiek podskoczy, a i na światowej nie widzę legionu konkurentów. Dla mnie
nowy Terrestrial Hospice to płyta absolutnie fenomenalna, przed którą klękam na
oba kolanka. Ciężko będzie im ją przebić w przyszłości (a owo „I” w tytule
zwiastuje chyba trylogię), ale jeśli „jedynie” utrzymają obecny poziom (brakuje
im chyba z centymetr do sufitu) to i tak będę wpiekłowzięty. Tak jak teraz.
-
jesusatan






