Rotten Tomb
“Vestiges of Tortured Souls”
Nuclear Winter Rec. 2026
Zawsze kiedy słucham sobie wydawnictw z Ameryki
Południowej, czy Środkowej, to myślę, że w tamtym zakątku świata nagrywa się
tyle zajebistej muzy, z której zapewne jedynie niewielka część ma szansę
przebić się do szerszego grona odbiorców. Żyje sobie tamtejszy rynek swoim
życiem, a jeśli ktoś maniakalnie go nie śledzi, to o wielu wartościowych
nazwach nigdy w życiu nie usłyszy. Jednym z takich przykładów jest Rotten Tomb.
Chłopaki właśnie wydają swój trzeci album, i gdyby nie działo się to nakładem
Nuclear Winter, tylko ichnich, lokalnych, to znów koło nosa przeszłaby mi
bardzo dobra płyta. A za taką „Vestiges of Tortured Souls” uważam. Chilijczycy
grają death metal. Staroszkolny, choć nie na jedno kopyto, bo bardzo udanie
mieszają wpływy lat dziewięćdziesiątych, z całym bogactwem, którego dostarczyły.
Usłyszycie tu zarówno blasty, jak i gniotące trzewia walce. Zajrzycie do Stanów
(Incantation), ale i odwiedzicie Stary Kontynent (Gorement). Zostaniecie
roztrzaskani niczym pilot kamikaze po zderzeniu z okrętem (Disma), ale i
wciągnięci w niesamowity, mroczny klimat (wczesny Amorphis). Rotten Tomb zaserwują
wam brutalne i agresywne riffy, ale i poczęstują niebanalną, bardziej klasyczną
solówką. I to wcale nie jest żaden misz-masz, bo kompozycje na tym krążku są
tak umiejętnie posklejane, pełne wspomnianych różnorodności, że co chwilę czymś
zaskakują. I łączy je wspólny mianownik – oldskul do szpiku kości. No i
skurwysyńsko masywne brzmienie. Naprawdę ciężko sobie wyobrazić, by metal
śmierci mógł zabrzmieć lepiej. Selektywnie, a zarazem bardzo organicznie,
niczym wykopany z kapsuły czasu zapomniany klejnot sprzed niemal czterech
dekad. Można tutaj chwalić wszystko. Od wokalu, głębokiego i demonicznego,
przez melodyjne, a zarazem niszczycielskie partie gitar, doskonałą sekcję
rytmiczną, i niebanalne, choć przecież oparte na sprawdzonych wzorcach aranże. Tego
albumu słucha się na od A do Z na podniesionym ciśnieniu, a jak kto bardziej
nostalgiczny, to i łezka w oku może się zakręcić. Nie będę zatem się
rozpisywał, bo i nie ma po co. Lepiej siąść do „Vestiges of Tortured Souls” i
samemu, nausznie, dokonywać dysekcji, bo naprawdę jest tu czego słuchać. Bardzo
dobra płyta, ale o tym mówiłem już na wstępie.
-
jesusatan






