Tombal
„Grave of the Damned”
Blood Harvest 2026
Jak kapela nazywa się Tombal, a ich EP-ka nosi tytuł
“Grave of the Damned”, to co może grać? No przecież, że to pytanie retoryczne.
Choć pewnie Baldrick odpowiedziałby „Nie, to death metal”. I też miałby rację.
Panowie pochodzą z Włoch, a rzeczony materiał jest ich debiutanckim, bo nie
wiem, czy wypuszczony jedynie cyfrowo singiel tytułowy, nawet jeśli opatrzony
wirtualną okładką na wzór kasety, się liczy. „Grób Potępionych” to intro plus
cztery numery, co robi razem niecałe szesnaście minut. Szesnaście minut grania
na szwedzką nutę. Z tym, że nie jest to tylko i wyłącznie kopia zespołów,
których nazw po raz tysięczny wymieniać nie będę. Owszem, brzmienie, melodie,
przejścia między riffami są tutaj na wskroś klasyczne. Co prawda gitary nie są
tu aż tak mocno zapiaszczone, bardziej śpiewne i swobodne, nie trzymane ostro w ryzach,
szczególnie we fragmentach odchodzących od wspomnianego szablonu. Nie znaczy to
jednak, że owej typowej Szwecji tu nie ma. W niektórych momentach pojawiają się
te „bite” akordy, powiedziałbym że niekiedy nawet zbyt dosłownie podobne do
oryginałów. Włosi jednak kierują się mocno w stronę wspomnianej melodii, przez
co łatwiej mi ustawić ich, razem z innymi przedstawicielami młodego
pokolenia, w szeregu z, powiedzmy, Feral
czy Miasmal niż z tak chwalonym przeze mnie ostatnio Savage albo Impurity.
Absolutnie niczemu to nie umniejsza, bo Tombal wyraźnie czują północny oldskul,
i grają go z pełnym zapałem. A że ja lubię taką muzyczkę co to mi przypomina
stare dzieje, to „Grave of the Damned” puściłem na zapętleniu, żeby sobie
przeleciała kilka razy. I wiecie co? Wcale nie zaczęła nudzić, choć z drugiej
strony zębów też mi nie wybiła. Jest to kolejna pozycja pod tytułem „Oddajemy
hołd starym mistrzom ma swój własny sposób”, z którą zapoznać się można, ale
jeśli ją pominiemy to świat się nie zawali. Według mnie warto, tym bardziej, że
to materiał krótki, więc nie zdążymy się zestarzeć. Ale co zrobicie, to już
wasz wybór.
-
jesusatan






