Ash Magick
“Rituals of Anathematic
East”
Apocalyptic Witchcraft Rec. 2025
Założę się, że powyższa nazwa niewiele komukolwiek mówi. Jest to jednoosobowy wykwit z Turcji, a odpowiedzialna za niego jest niejakia „VI-th”. Z kolei album, który ukazał się w zeszłym roku, jest już trzecim w dorobku tej kobitki. O ile z dystansem podchodzę do takich solowych przedsięwzięć, bo zdecydowana większość z nich nie jest warta funta kłaków, tak tutaj muszę zdjąć czapkę z głowy, bo Turczynka nagrała kawał konkretnego rozpierdolu. Ujmując rzecz ogólnie, jest to amalgamat black metalu z odrobiną deathmetalowego
posmaku. Amalgamat w dość gęstej strukturze, ciemnej barwie i odorze siarki
pomieszanej z kadzidłem. Jeżeli szukacie w muzyce jadu i surowości, to na tych
nagraniach zdecydowanie ją znajdziecie. Jeśli dodatkowo lubicie muzykę odrobinę
pokombinowaną, i nie mówię tutaj bynajmniej o jakichś awangardowych zapędach,
to też dobrze trafiliście. Z drugiej strony z tą awangardą, to troszkę można
dyskutować. Chwilami Ask Magick brzmi bowiem jak Portal na silnych lekach
uspokajających. Nie ma tutaj może aż takiego wariactwa, wiru tasujących się
akordów, ale wyraźnie słychać, że ta bardziej współczesna szkoła riffowania
odcisnęła na twórcy dość mocne piętno. Dla zrównoważenia tejże, na „Rituals of
Anathemic East” przewijają się również linie gitarowe mające swój rodowód w
drugiej fali black metalu, głównie odłamu norweskiego, i to w szerokim
rozstrzale, od Darkthrone po Mysticum. Tworzy to naprawdę mroczną, rytualną
mieszankę, w której oparach zdecydowanie tańczy Szatan, stukając z radości
kopytem, aż iskry lecą. Niektóre fragmenty oparte są na zapętlonym tremolo,
wciągającym niczym czarna dziura, czasem rytm łamie się i zmienia, gdzie
indziej mamy wrażenie jak byśmy pędzili na złamanie karku w narkotycznym
transie. Podróży tej towarzyszą także dość ciekawe dodatki i smaczki,
podkreślające temat przewodni albumu, którym to jest wschodni mistycyzm. Całość
trwa niemal trzy kwadranse, ale zlatuje jakby było to dwadzieścia minut. Bardzo
dobra, i intensywna to płyta, przy której nudzić się nie sposób. Sprawdzajcie.
Zapewniam, że warto.
-
jesusatan






