Evil Ejaculation
„The Royal Ritual Ceremony”
Rex Diaboli Death Syndicate 2026
Evil Ejaculation to dwóch Boliwijczyków, raczej
młodych, bo choć udzielali się uprzednio w raczej nieznanych szerszemu gronu
projektach, to było to stosunkowo niedawno. Na początku zeszłego roku wydali
natomiast, sumptem własnym, debiutancką taśmę demo, którą to obecnie wznowić
zdecydował się nasz rodzimy label. No i chwała mu za to, bo te cztery
kompozycje to zaprawdę istny Wytrysk Zła. Na tej taśmie jest wszystko, za co kocham
Amerykę Południową. Począwszy od garażowego brzmienia, na wskroś przeszytego
klimatem tamtego zakamarka globu, poprzez samą treść muzyczną. Ileż w tych
trzynastu minutach jest wściekłości, młodzieńczego buntu (takiego szczerego,
rodem z początków lat dziewięćdziesiątych), odoru siarki i Diabła, to
trzymajcie mnie wszyscy święci! Niechlujnie strojone gitary, chwilami nieco
chowająca się w tle perkusja, podrasowane odpowiednim pogłosem wokale,
rzygające na wszelkie świętości z maniakalną wręcz zawziętością, i wszechobecne
zło. Muzycy nie silą się na jakieś eksperymenty czerpiąc pełnymi garściami z
klasyki gatunku, czyli nagrań z naklejką Sarcofago, Masacre, Sepultura czy
nawet demówkowa Necromantia (to głownie
za sprawą tłusto polanego basem brzmienia, i chwilami sposobu kostkowania). Co
prawda jeden z akordów w „Gate to the
Dark Truths” bardziej podjeżdża klimatem pod szkołę nowocześniejszą, ale to
taki mały ozdobnik, stanowiący mikron w obrazie całości. Te cztery numery to
klasyka klasyki black / death metalu, materiał absolutnie nienowatorski, za to
sprawiający „starym dziadom” od cholery radochy. Aż się przypominają lata
szczenięce, i tylko odbicie w lustrze trochę nieadekwatne do stanu ducha. Bez
owijania w bawełnę, powiem wam krótko. Kupujcie tą kasetkę (wydanie równie
staroszkolne co sama muzyka), bo każda złotówka na nią wydana w obliczu doznań
muzycznych jest naprawdę niczym. Jeszcze ta okładeczka i logo, a wszystko w
trzech obowiązkowych kolorach. Nie mam, kurwa, żadnych pytań!
-
jesusatan




