Transilvania
„Magia
Posthuma”
Invictus Prod. 2026
Tych herbatników znać raczej powinniście. Zwłaszcza
jeśli scenę blackmetalową śledzicie na bieżąco. Austriacy wydali właśnie przed
chwilą swój trzeci krążek, ponownie pod banderą Invictus Productions. Znajdziemy
na nim kontynuację tego, co panowie prezentowali na „The Night of Nights” i „Of
Sleep and Death”. Kontynuację, ale bardzo pomyślnie rozwiniętą, bowiem bardowie
z kraju, w którym urodził się Adolf, z płyty na płytę swój styl sukcesywnie
rozwijają i udoskonalają. Jeśli jednak powyższa nazwa nie jest wam znana, to
spieszę donieść, iż Transilvania tworzą black metal będący mieszanką starej
szkoły, sięgającej nawet pierwszej fali, z melodyjną odmianą fali drugiej.
Jeśli w tym momencie przyjdą wam na myśl takie nazwy jak Tormentor, Bathory, i
dodajecie do tego sporą szczyptę Dissection, to brawo, brawo, jesteście na
odpowiedniej ścieżce dedukcyjnej. Tego ostatniego zresztą, jest tym razem jeszcze więcej niż dotychczas. „Magia Posthuma” nie wnosi do gatunku
praktycznie niczego nowego, jednak jest wyśmienitą mieszanką wszystkiego co w
wyżej wspomnianym temacie najlepsze. Jak tak sobie myślę, to elementy obu fal,
w tak znamienity sposób, jest w stanie łączyć ze sobą tylko kilka zespołów. Malokarpatan, Negative Plane, może Funereal Presence…
Ten album charakteryzuje przede wszystkim riffowanie i wspomniana wcześniej
melodia. Ale melodia będącą synonimem trucizny, a nie lukru
na tłusoczwartkowym pączku. Jednocześnie będąca mocno uzależniającą, bo
wkręcającą się w głowę i nie dająca spokoju, jeszcze na długo potem, jak
wybrzmiewa ostatni takt „The Faustian Bergain”, utworu z końcówką w stylu
Immolation (nawet jeśli to nie ten gatunek muzyczny), zdecydowanie wolniejszą,
teoretycznie wyciszającą. Kompozycje Transilvanian tradycyjnie mają w sobie tą
chwytliwość, nie przekraczającą cienkiej linii, za którą stoi cała brygada
zespołów mainstreamowych. Black metal w wydaniu Austraiaków jest takim black
metalem, jakiego po prostu chce się słuchać. Klasyczne brzmienie, surowy wokal
(przy okazji kilka pogłosów, czy wejść w wyższe rejestry) są tu uzupełniającymi
całość elementami układanki. Może i znanej, ale na pewno lubianej. No chyba, że
jest się ignorantem, tudzież innym malkontentem. Dla mnie nowy materiał
Transilvania to wyśmienite danie na zasadzie, może o w tym temacie jestem nudny
do obrzygania, schabowego. Ale ja, naprawdę, zawsze i wszędzie.
-
jesusatan






