Penetrator Hammer
“War is from Shadows”
Iron, Blood and Death Corporation 2025
Cofamy się dziś nieco w czasie. Konkretnie do
końcówki ubiegłego roku, kiedy to premierę miał debiutancki album zespołu,
którego już sama nazwa zachęca do sprawdzenia. Że o okładce zdobiącej „War is
from Shadows” nie wspomnę. A jak dodam, że chłopaki pochodzą z Kolumbii, to już
chyba każdy powinien stać na baczność. Wspomniałem, że to debiut, choć tak
naprawdę bardziej uznałbym go za mini, bo zawiera niecałe dwadzieścia pięć
minut muzyki, sześć kawałków plus outro. Ale mniejsza o detale. Czym to
śmierdzi? Ano śmierdzi, i to na potęgę, klasyką napierdalania z Ameryki
Południowej. Chwilami w klimacie kultowego Masacre, aczkolwiek ów odnośnik
adekwatny jest jedynie w niektórych wątkach, kiedy to panowie z Kolumbii mocno
przyspieszają i wypływają na deathmetalowe wody. Równie sporo tu nawiązań do
starego thrashu, a i chwilami do black metalu, głównie tego z okresu drugiej
fali, choć niekoniecznie skandynawskiego. Kogoś to dziwi? Bo dla mnie jest to
stary, oklepany, wielokrotnie wypróbowany, i do dziś uskuteczniany przepis
zespołów z tamtego rejonu świata. Penetrator Hammer łączą w swoich numerach
klasykę prawdziwego, staroszkolnego metalu. Tutaj nie ma melodyjek do
potańczenia, śpiewanych wokali, anielskich chórków z kobitkami w roli głównej,
czy instrumentarium wykraczającego poza podstawowe. Są za to drapieżne riffy,
dość prymitywne perkusyjne rytmy, darcie mordy w neandertalski sposób, i
wszechobecny oldskul. Najczęściej jest grane na szybkich obrotach, choć zdarza
się Kolumbom zwolnić, przy okazji „Evil Prevails”, utworu z fantastyczną niemal
heavymetalową solówką, ale też nie tracąc przy tym odoru Diabła w muzyce. Nie
będę chyba rzucał dodatkowymi nazwami, z którymi kojarzą mi się te nagrania, to
się mija z celem, ale napomknę jeszcze, że Penetrator Hammer brzmią tak samo
staroszkolnie jak grają, a może nawet jeszcze bardziej. Klasyka piwnicy z lat
dziewięćdziesiątych, z produkcją bardziej demówkową niż profesjonalną. I to się
pięknie z samą muzyką zazębia. Nie ma tutaj zatem co bić piany i rozpisywać się
nad detalami. „War is from Shadows” to klasyczny (ile razy użyłem tego słowa?),
południowoamerykański metal na wysokim poziomie. Od dawna jestem szalikowcem
tego stylu, więc nic dziwnego, że i to wydawnictwo łykam bez przegryzania.
-
jesusatan






