Hrob
„Brána Chladu”
Memento Mori / Night Terrors 2026
Słowacja potentatem na rynku metalowym nie jest. I
wyjątki pokroju Malokarpatan czy Goatcraft wcale takiego stanu rzeczy nie
zmieniają. Nic zatem dziwnego, że do debiutanckiej płyty Hrob podchodziłem ze
sporym sceptycyzmem. Zespół to relatywnie świeży, bo bogaty jedynie w demo, wydane
jakieś trzy lata temu. Jako iż nie miałem okazji tamtego materiału sprawdzić,
nie za bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. Włączyłem zatem „Bramy Chłodu”
i… niemal momentalnie zacząłem zbierać szczękę z podłogi. Bo co słyszę? Słyszę
piękne nawiązania do zespołu, który mimo iż istniał jedynie cztery lata, na
zawsze wszedł do death/doomowego panteonu. Oczywiście mam na myśli genialny
Disembowelment i ich niepodrabialne melodie, z charakterystycznie
wybrzmiewającą linia gitarową, której to na debiucie Hrob nie brakuje. Wzorzec
to ambitny, i niełatwy do naśladowania, a jednak w tym przypadku zastosowany
niezwykle umiejętnie, i co najważniejsze, z wyczuciem. Choćby dlatego, że muzycy
inspiracje płynące z Oceanii przeplatają wpływami bardziej nam geograficznie
bliskimi. Choćby takimi z Halifax. Wiecie, tymi od „Gothic” i tematów
pobocznych. Jest na tej płycie także wątek akustyczny w postaci „Medzihra”, osobiście
kojarzący mi się z wikińskim Bathory. No dobra, tyle w temacie porównań, bo
jeśli bym jedynie na nich zakończył, to byłoby to bardzo dla Hrob krzywdzące. Słowacy
z klasyków może i faktycznie czerpią, ale owe słyszalne wpływy ubierają we
własne szaty, w efekcie czego „Brána Chladu” to album, który jest totalnym
hołdem dla mistrzów z lat dziewięćdziesiątych, a jednocześnie autorskim odświeżeniem
tego teoretycznie wypłowiałego już odłamu death metalu romansującego z nieco
cięższym bratem. Jeśli dodamy, że wszystko tu brzmi niemal idealnie,
odpowiednio ciężko i na swój sposób dostojnie, to w zasadzie nie ma się do
czego przyczepić. Można wyróżnić na tej płycie kilka momentów, jak choćby
zajebiście bujający numer tytułowy na zakończenie, czy, chyba najbardziej
„australijski”, „Chrám Prázdnoty”, gdzie tempo zmienia się przynajmniej
kilkukrotnie, ale tak na dobrą sprawę całość stanowi potężny monolit bez
słabych punktów. Hrob nagrali naprawdę ciekawy album, którego przeoczenie
byłoby sporym zaniedbaniem. Ode mnie pełna rekomendacja.
-
jesusatan






