Apollinarix
„Misanthropic Transcendence”
Morbid Chapel 2026
Co my tutaj mamy… Krąży w ręku złoty pieniądz… A
nie, wróć. Wybrzmiewa w uszach amerykański death metal. Apollinarix pochodzą
właśnie zza wielkiej wody, konkretnie z miasta nad słonym jeziorem, a grają
tak, jak się u nich na kontynencie gra od dekad. I to na bardzo wysokim
poziomie. Co uderza od samego początku, to niezwykle masywne brzmienie.
Staroszkolne, lecz bardziej z rodzaju tych stuprocentowo selektywnych, dającym
słuchaczowi możliwość dostrzeżenia każdego szczegółu. Zwłaszcza beczki brzmią
tutaj mocarnie, a biorąc pod uwagę
naprawdę intensywną momentami pracę człowieka siedzącego za zestawem,
będące prawdziwym, dobrze naoliwionym silnikiem tego Hummera. To, że
Apollinarix nie są żółtodziobami słychać doskonale. Nie będę wymieniał
projektów, w których panowie się udzielali (lub udzielają), bo żadne to
supergwiazdy, ale niewątpliwie na poziom doświadczenia muzyków wpłynęły. Nie
można powiedzieć, że pod nowym szyldem panowie odkrywają swój kontynent na
nowo. Tego się zrobić nie da. Da się natomiast czerpać z klasyki, i składać
nuty po swojemu. I to właśnie tutaj znajdziemy. Weźmy sobie na warsztat Deicide,
Malevolent Creation, Monstrosity i, powiedzmy, Dying Fetus. Zblendujmy,
wybierając co lepszej jakości składniki pod tytułem agresywne riffy wagi ciężkiej,
oszczędne solówki, głęboko mruczący growl, kapka chwytliwości, ale bez
przesadnej melodyki i… koktajl gotowy? Prawie. Bo Apollinarix, zwłaszcza w
drugiej części „Misanthropic Transcendence” dokładają kapkę blackmetalowych
tremolo i fragmentów spokojniejszych, bardziej klimatycznych. Z jednaj strony
czyni to ich muzykę bardziej zróżnicowaną, z drugiej jednak, bardziej podoba mi
się kiedy po prostu napierdalają po staroszkolnemu. Na szczęście tego drugiego
jest tu nieporównywalnie więcej, a że kompozycje Jankesów momentami aż kipią
energią, i co rusz walą z liścia konkretnym akordem, to i trup ściele się
gęsto, i ratunku znikąd nie widać. Zresztą trzeba przyznać, że kalejdoskop
tempa jest tutaj naprawdę szeroki, ale czy to powolnie, kafarem, czy na blaście,
Apollinarix sztukę zabijania opanowali na poziomie uniwersyteckim. Zatem…
„American death metal, anyone?”. Proszę się częstować, gwarantuję, że nikomu na
żołądku nie stanie.
-
jesusatan






