Fantom
„Dwells
in Hell”
Independent 2026
Uważam, że Fantom to jeden z najbardziej
obiecujących zespołów jaki spłodziła polska ziemia ostatnimi czasy.
Przynajmniej mi ich granie wchodzi elegancko, bez najmniejszej popitki. Jako iż
kilka dni temu mieliśmy Halloween, niektórzy się poprzebierali (głównie ci
młodsi), inni zorganizowali sobie jakąś okazyjną libację, a chłopaki z Torunia
postanowili okoliczność tą uczcić wydaniem nowej EP-ki. Co prawda tylko w
wersji cyfrowej, tak pewnie im było wygodniej. Tym bardziej, że materiał ten,
nawet jeśli nie taki krótki, bo znajdziemy na nim coś pod pół godziny muzyki,
należy bardziej do kolekcjonerskich. Nowy numer jest tu jeden, i mówiąc
szczerze, brzmi trochę jak odrzut z debiutanckiego „Breathtaking…”. To nadal dobry
crossoverowy numer, ale trochę bez… pierdolnięcia, mocno jak na Phantom
zachowawczy. Kolejne cztery piosenki to utwory klasyków, albo w zasadzie
współtwórców nurtów, z których Torunianie czerpią inspiracje. I tak, w
kolejności, mamy tu „Season In the Abyss” Slayer”, instrumentalny „The Call of
Ktulu” Metallica, “The Conjuring” zespołu rudego którego ci poprzedni na
wczesnym etapie z ekipy wykopali, oraz „Alison Hell” Annihilator. Z jednej
strony to wszystko świetne numery, zatem sama setlista wygląda bardzo ciekawe,
z drugiej jednak, podejście do tych szlagierów wiąże się z odpowiedzialnością
za własne czyny. Bo zagrać numer, na przykład Slayera, może w sumie każdy, kto
mu zabroni? Ale zagrać go tak, żeby nie było wiochy i koledzy na podwórku się
nie śmiali, to już inna sprawa. Jak poszło Piernikom? Wybronili się. Wybronili,
bo ich wersje brzmią nieźle i słucha się ich bez grymasu zniesmaczenia, wręcz
przeciwnie, nóżka sama chodzi do piosenek które się zna i lubi od małego. Rzecz
w tym, że ja w coverach cenię sobie także odrobinę innowacyjności. A tej mi tu
brakuje. Nie żądam, by chłopaki zaraz zmieniali aranże czy struktury kawałków,
ale jakiś drobiazg od siebie na pewno by je dodatkowo ubarwił. W przypadku
Fanotom zostały one po prostu bardzo dobrze odebrane, ale chyba zbyt dosłownie.
Bo nawet wokalnie da się usłyszeć, że mamy tu imitację Mustaine’a czy Randy
Rampage’a. A mogłoby być ciut bardziej „po swojemu”. Nie mniej jednak warto
sobie tych przeróbek posłuchać w wolnej chwili, zwłaszcza w oczekiwaniu na nowy,
autorski materiał od młodziaków.
-
jesusatan






