Doombringer
„Ad Compita!”
Nuclear War Now! / Into Endless Chaos Rec. 2026
Trochę chłopakom zajęło nagranie następcy “Walpurgis
Fires”. „Jedynie” siedem lat. Biorąc jednak pod uwagę zaangażowanie Sadista w
przynajmniej kilka projektów pobocznych, można przymknąć na to oko. Tym
bardziej, że jeśli coś ma być dobre, to musi dojrzewać w odpowiednich
warunkach, bynajmniej nie cierpiących pośpiechu. Dobra, jest nowy album, i co?
No pierwsze co mnie naszło, to fakt, iż Doombringer przeszedł mimo wszystko
niesamowitą metamorfozę na drodze od „Primeval Sorcery” do „Ad Compita!”. To w
zasadzie zupełnie inny zespół. Dojrzały, świadomy, podążający własną ścieżką.
Nie czerpiący już tak wyraźnie z klasyków, ale systematycznie rozwijający
własny styl. Powiedziałbym, że nowy album jest kolejnym, śmiałym krokiem
wprzód, z jednoczesnym zaznaczeniem, że jest to nadal ta sama ścieżka. Ścieżka,
której początek był trochę oczywisty, a która następnie skręciła w miejsca
którymi chodzą nieliczni. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że trzecia płyta
Doombringer to album, na którym muzycy zaprezentowali najszerszy wachlarz,
zarówno pomysłów, jak i umiejętności. Swoistą „wiedźmowatość” muzyki ubrali w
jeszcze bardziej podarte szaty, jednocześnie przyozdabiając je starożytnymi
artefaktami, pogłębili atmosferę sabatu obecną w praktycznie każdej nutce, i
wbili się jeszcze głębiej w atmosferę okultyzmu. Nawet w porównaniu do „The
Grand Sabbath”, nowe utwory Doombringer są bardziej wymagającymi, złożonymi,
wymagającymi cierpliwości. Słychać w nich oczywiście tą charakterystyczną
manierę głównego kompozytora, przez co miejscami można usłyszeć w głowie
podszepty pod tytułem Cultes Des Ghoules, jednak moim zdaniem, czym być może
narażę się fanatykom tego drugiego zespołu, „Ad Compita!” jest bardziej
bezpośredni (mimo swojej złożoności), i treściwy, bliższy „mojemu” pojęciu
black metalu. To niby tylko czterdzieści minut, ale ilość smaczków i
niekonwencjonalnych zagrywek zdecydowanie przewyższa średnią światową gatunku,
przez co słuchanie tych ośmiu kompozycji to proces doświadczania i odkrywania,
materiał na dłuższe posiedzenie niż tylko dwie rundki. No i jeszcze wspomnę
zdanie o wokalach. Krzyki, wycia, raz paniczne, raz agresywne, desperackie albo
przerażające, macie tu całą gamę wszystkiego, co naprawdę wywołuje gęsią skórkę
na ludzkim ciele. Fantastyczna jest ta płyta, moim zdaniem najlepsza jaką
zespół dotychczas nagrał. Jeśli następna ma być przynajmniej tak samo dobra, to
ja poczekam te kolejne siedem, albo i nawet dziewięć, lat (by tendencja
odstępów została utrzymana). Bo warto.
-
jesusatan






