Zadushka
„Wielkhi
Tydzień”
Nuclear Forest 2023
A teraz kapka retrospekcji. Materiał ten ukazał się
co prawda zdrowo ponad dwa lata temu, jednak, jako iż zespół będzie niedługo
gościł w moim mieście z pokazami artystycznymi, postanowiłem sprawdzić, kto
zacz. Na tak zadane, przynajmniej dosłownie, pytanie, odpowiedź nie jest
trudna, bo pierwsze skrzypce w Zadushce gra Pan J, znany choćby ze Sznura.
Natomiast muzycznie… Sam zespół określa swoją twórczość jako „Necrodoom Metal”.
Hmm… Skoro tak, to niech im będzie. Czym zatem ów Necrodoom jest? Mocno połamaną
i pokombinowaną wariacją, happeningiem, performensem... Nie brak na „Wielkhim
Tygodniu” elementów psychodelicznego rocka, rocka progresywnego, metalu w
bardzo, ale to bardzo szerokim spektrum, a nawet elementów ludowych w krzywym
(albo nawet potłuczonym) zwierciadle. I chyba łatwiej byłoby mi rzucić tutaj
nazwami pokroju Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi, Furia czy Kobong, niż rozbierać
wszystko na czynniki pierwsze. Choćby z tego powodu, że wachlarz zastosowanych
rozwiązań jest w przypadku Zadushki naprawdę nieszablonowy i bogaty. Na tyle,
że nawet przytoczone przed chwilą nazwy nie są do końca wyznacznikiem tworzonej
przez trio muzyki. Zdaje się ona być komponowaną na totalnego spontana, bez
oglądania się na jakiekolwiek ramy, i to nie tylko muzyczne. Pod względem
samego konceptu (zaczynając nawet od pisowni nazwy projektu i tytułu utworów),
jak i tekstów, mamy tutaj twórczość totalnie bez kija w dupie, o tragikomicznym
zabarwieniem. No bo jak tu poważnie odbierać tekst typu „Kostucha Ściga Cię,
Członków tęskliwa jest, Niczym Baba Stara, Wyżre Cię z gara”. Na tym krążku
bezwzględnie króluje teatralność, a „Wielkhi Tydzień” mógłby być ścieżką
dźwiękową do jakiegoś upiornego przedstawienia, bo bez wizualizacji całość
zdaje mi się poniekąd niepełną. To nie jest łatwy w odbiorze materiał.
Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie, on na początku najzwyczajniej zniechęca,
odpycha, nawet irytuje. Jako jednak, że lubię wyzwania, a ponadto coś wciąż
szeptało mi do ucha, by do Zadushki wrócić, dałem tym pięciu piosenkom drugą,
trzecią, i piątą szansę. I nadal do końca nie potrafią się określić, bo
chwilami ogarnia mnie zachwyt, a za chwilę zastanawiam się, czy to aby nie jest
jeden wielki, zrobiony dla jaj kicz, ściema jakaś. Jedno natomiast jest pewne.
Ten album jest na pewno czymś nietuzinkowym, czego nie znajdziecie na każdej
sklepowej półce. On ma swoje własne, kompletnie odmienne od utartych standardów
oblicze i na współczesnej scenie wyróżnia się niczym albinos w stadzie
niedźwiedzi brunatnych. I tylko kwestia, czy wy go w swoim otoczeniu
zaakceptujecie, czy pogonicie gdzie raki zimują… wróć… gdzie pieprz rośnie! Ja
się od ostatecznego werdyktu wstrzymuję, ale jednego jestem pewny. Muszę (!) to
zobaczyć na żywo. Bo to zapewne będzie czynnik przeważający w jedną, albo drugą
stronę.
-
jesusatan






