Nightly Gale
„Nocturnal Origins: 30th
Anniversary”
Black Flame Rebellion 2026
Wznowienia, wznowienia… Prace archeologiczne w
pełni. Chwilę temu Black Flame Rebellion wydali debiutancki album Ysigim w
formacie winylowym, a dziś częstują nas kolejnym wspominkowym wydawnictwem.
Jest nim aż trzypłytowa kompilacja wczesnych nagrań Nightly Gale, w postaci
demówek „Dream of Dark Hour”, „The Bleeding Art” oraz „Erotica”. Dodatkowo
znajdziemy tu także sześć kompozycji nagranych ponownie przez zespół w oryginalnym
składzie. Razem tworzy to ponad trzy godziny muzyki. W zasadzie są to jedyne
materiały Nightly Gale, z którymi w dawnych czasach było mi po drodze, bo
debiutancki krążek stanowił dla mnie pewne rozczarowanie, i w późniejszym
okresie jakoś z dokonaniami zespołu się mijałem. Co znajdziemy na tych
nagraniach? Otóż granie głównie dla smutasów, ale i poniekąd dla samobójców.
Stary, klasyczny, odrobinę eksperymentalny (choć głównie z perspektywy okresu w
którym demówki te były rejestrowane) death / doom metal. Materiał bardzo
klimatyczny, choć nie pozbawiony ciężaru. W latach dziewięćdziesiątych, kiedy
to zespoły pokroju My Dying Bride czy Anathema odkrywały nowe ścieżki
melancholijnego gniecenia, także w naszym kraju naśladowców nie brakowało.
Ciężko co prawda nazwać Nightly Gale imitatorami, bowiem w ich twórczości, poza
wspomnianą falą brytyjską, pojawiają się też chwilami nieco cięższe, fińskie
odcienie, i tu można rzucić takimi nazwami jak Dolorian, czy nawet Unholy.
Słuchając tych dokonań po latach mam jednak mieszane uczucia. Może zacznę od
pozytywów. Zabrzanie na pewno mieli swoją wizję. Potrafili w dość oryginalny
sposób łączyć elementy ciężaru z klimatem jesiennym. Nie brak u nich zatem
ciężkich riffów, jak i fragmentów akustycznych, instrumentalnych, budujących
aurę przygnębienia. Sporo tu klawiszy, jednak nie jakoś nadmiernie nachalnych,
raczej, jak na gatunek muzyczny, dobrze wyważonych, budujących odpowiednią
atmosferę. Sposób aranżowania poszczególnych kompozycji na pewno nie odbywał
się od szablonu, bo naprawdę wiele się w tych piosenkach zmienia, uzupełnia,
przeplata. Z drugiej strony, trzydzieści lat „po fakcie”, granie to nieco
jednak trąci myszką, i w dzisiejszych czasach niczym szczególnym nie zaskakuje.
Drugą sprawą są wokale. O ile jeszcze za młodu byłem w stanie znieść to smutne
„jęczenie”, tak teraz dość mocno mnie ono męczy. Do tego stopnia, że takiego
„The Angel and the Dark River”, kiedyś przeze mnie uwielbianego, jakiś czas
temu nie dosłuchałem do końca. W Nightly Gale czysty śpiew pojawia się dość
często, chyba w największym stopniu na „The Bleeding Art”, i biorąc pod uwagę,
iż nie zawsze jest on do końca czysty, znacznie wpływa na odbiór owej „podróży
w przeszłość”. Zdecydowanie lepiej wypadają tu wokale „mówione” czy te bardziej
agresywne, growlowane. Jeżeli ktoś jest fanem tego odłamu staroszkolnego death
/ doom, a Nightly Gale nie zna, to sprawdzić „Nocturnal Origins…” powinien, bo
zapewne będzie zdecydowanie ukontentowany. Sprawę utworów dodatkowych
zostawiłem sobie na koniec, i streszczę je krótko. Nigdy nie widziałem, i nadal
nie widzę sensu w tego typu zabiegach. Nie mam pojęcia co mają na celu, i komu
do szczęścia są potrzebne. Podsumowując. Na pewno ta kompilacja to pewnego
rodzaju wartościowa lekcja historii, a dla wielu zapewne jedyna szansa
posiadania tych nagrań na fizycznym nośniku. Nie będę zatem ani zachęcał ani
odwodził od zakupu. Każdy doskonale będzie wiedział co z tym fantem zrobić.
-
jesusatan






