Nekus / Bloodsoaked
Necrovoid
“Funerary Rites of Ancient
Doom”
Caligari Rec. 2026
Znacie to uczucie, kiedy na widok zapowiedzi
jakiegoś wydawnictwa rączki same klaszczą, nóżki przeskakują z
niecierpliwością, a na twarzy maluje się nienaturalny wręcz grymas radości? U
mnie owe symptomy objawiły się jak tylko znalazłem w skrzynce odbiorczej split
dwóch uwielbianych przeze mnie kapel. Nie tracąc zatem ani chwili, rzuciłem się
na to wydawnictwo, rządny gruzu, smoły, i wdzierającego się w nozdrza pyłu z
trzęsących się ścian. Na pierwszy ogień mamy Niemców. Serwują oni tylko jeden
kawałek. I co z tego, skoro trwa niemal dwadzieścia minut, i jest w nim
wszystko, czego opętanej death metalem duszy potrzeba. Kto zespół zna,
doskonale wie, że tutaj nie ma półśrodków. Jest przygniatanie, pozbawianie
oddechu powolnymi akordami, na zasadzie zasypywania wilgotną glebą za życia.
Owszem, pojawiają się w tej kompozycji także sezony burzowe, głównie w
pierwszej części, jednak to właśnie te najwolniejsze partie zawsze stanowiły o
sile i tonażu Nekus. W przypadku „Dakhma” owe doły są jakby bardziej nastrojowe
niż dotychczas. Momentami przywodzą na myśl nawet klasyków pokroju
Disembowelment, nawet jeśli same aranże nie są ubrane w to typowe dla
Australijczyków brzmienie, tylko zdecydowanie bardziej przybrudzone i
przyćmione czarnym, gęstym dymem. Pozostałe składowe tego numeru to klasyka
Nekus. Charczące wokale, gęste gitary, mięsiste akordy. Dokładnie to, czego bym
po chłopakach oczekiwał. Wyborność! Bloodsoaked Necrovoid swoją część splitu
podzielili na trzy etapy, łącznie nieco ponad kwadrans… gruzu. No kto by się
spodziewał, nie? I pierwsze co mi przyszło na myśl, to to, że i tym gentlemanom
poszło się nieco bardziej w „klimat”, czego dowodem bardzo intrygujące, mroczne
intro. Powiem wam szczerze, że jest to jedna z lepszych introdukcji, jakie
słyszałem na przestrzeni ostatnich lat, choć kompletnie nieodkrywcza. Kolejne
dwa „czaptery” to już autentyczne znęcanie się nad naszym marnym żywotem.
Mozolne, niemal sadystyczne. Nie wiem czy Bloodsoaked Necrovoid zwolnili kiedykolwiek
wcześniej aż tak bardzo jak na „The Unreachable Exaltation of Consumption”.
Tutaj pierwsza część utworu ociera się o Winter. Podobnie jest w wieńczącym
całość „A Respite from the Swallowing of Existence”, który rozgniata trzewia na
brunatno czerwoną maź. A jest to walec niemal dziewięciominutowy, który dopiero
pod koniec zaczyna zjeżdżać z górki. Biorąc rzecz za całość, można stwierdzić
jedno. Ten split jest niczym szesnastotonowy odważnik spadający na głowę,
niczym z skeczu Monty Pythona. Tylko że w tym przypadku nie jest to żart, a
potężny cios, po którym nikt się nie podniesie. Ja powstać nie potrafię.
-
jesusatan






