Arrows
„Yearning Arrows; Cloven
Suns”
Independent 2025
Uciekł mi gdzieś ten materiał. Może dlatego, że
wydany został jedynie w wersji kasetowej, w dodatku przez sam zespół, zatem
informacja o jego premierze do mnie nie dotarła, a ja zapomniałem dopytywać u
źródła. A miałem go na celowniku choćby z tego powodu, że odpowiedzialni zań
ludzie nierzadko już udowodnili, że muzykami są nietuzinkowymi i potrafią
tworzyć muzykę wymykającą się ogólno przyjętym ramom. Wymienię tu jedynie takie
nazwy jak Dakhma, Aarkhaaik, Death.Void.Terror czy Lykhaeon. Arrows jest
kolejnym wcieleniem rzeczonego kręgu, i kolejną odsłoną ich muzycznych wizji.
Powiem zupełnie szczerze, jestem pod wielkim wrażeniem, jak ci sami ludzie
potrafią tworzyć tyle projektów, i w każdym z nich prezentować muzykę zupełnie
odmienną, jednocześnie za każdym razem stojącą na tak wysokim poziomie. Co
prawda, „Tearning Arrows; Cloven Suns” w pierwszej chwili mnie odrobinę odstraszył.
Mówiąc „w pierwszej chwili” mam na myśli początek otwierającego całość
„Spitting Heads”, a konkretnie wokale. Czyste, ale nie do końca tak rytualne,
czy podniosłe, jak lubię. Szybko jednak okazało się, że na dalszej części płyty
pod tym względem jest tylko lepiej, i żadnego „jęczenia” już nie ma. Zresztą
być może się dopierdalam, albo szukam dziury w całym… Tym bardziej, że debiut
Szwajcarów to fantastyczny materiał, na którym znajdziecie mnóstwo inspiracji
(gdyby szukać DNA w każdym dźwięku), który można porównać do mnóstwa zespołów
(gdyby szukać DNA w każdym riffie), a ostatecznie i tak jest mieszanką
wyjątkowo udaną i, jako całość, oryginalną. Tak więc, jeśli przez chwilę
przebrzmi wam w głowie, między innymi, Bolzer, Mgła, Yerusalem czy Blut Aus
Nord, to i tak ostatecznie w wyniku syntezy wyjdzie wam… Arrows. Sporo w tych
nagraniach nowoczesnego black metalu, sporo siarczystego riffowania jak i
zagrywek atonalnych, ale nie brak też psychodeli z lat siedemdziesiątych, czy
momentów stonowanych, budujących atmosferę trochę egzotycznego, orientalnego
mroku. Pod względem tego ostatniego, podobny klimat czułem przy okazji „Under
the Moonspell”, ale to przecież było lata temu. Jest w tej muzyce coś, co
sprawia, że ten black metal tętni swoim własnym życiem. Jest też coś, co wciąga
mocniej niż Czarna Dziura (i nie jest to li wyłącznie niesamowicie wbijający
się głowę riff w „A Glance at the Abyss”). Gdyby bawić się w kolorystykę, czy
malarstwo, to muzyka na „Tearning Arrows; Cloven Suns” idealnie odzwierciedlana
jest przez okładkę album ten zdobiącą. Obie te rzeczy mogą być odbierane przez
każdego zupełnie indywidualnie, ale chyba nikt nie nazwałby ich kiczowatymi czy
nijakimi. Powiem zatem tak… Jeśli chcecie posłuchać black metalu w awangardowym
wydaniu, ale awangardowym w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu, to
sięgajcie po Arrows. To bardzo dobra, z każdym odsłuchem rosnącą płyta, pełna
niesamowitego klimatu i momentów nieoczywistych. Mi się bardzo podoba.
-
jesusatan






