Mordhell
„Nekro Desecration”
Werewolf Promotion 2026
No nareszcie jest nowy Mordhell! Był czas się
stęsknić, bowiem od wydania „Graveyard Fuck” minęło dobrych sześć lat, i nawet
jeśli zespół w międzyczasie systematycznie dawał o sobie znać pomniejszymi wydawnictwami,
to apetyt na danie główne u mnie rósł. Nie wiem, czy to kwestia sentymentu, czy
po prostu uwielbienia dla surowego stylu, który dawno porzucił najbardziej
(mimo wszystko) ceniony przeze mnie zespół z Norwegii, fakt jest faktem. Na
„Nekro Desecration” rzuciłem się łapczywie, i zanim jeszcze usłyszałem pierwsze
dźwięki wiedziałem, że ta płyta mnie rozjebie. Dorastając w latach
dziewięćdziesiątych, z wypiekami na twarzy, drżącymi rękoma otwierałem kolejne
paczki, w których znajomy z Bielska przysyłał przegrywki albumów będących dziś
niezaprzeczalnymi filarami gatunku. Następnie słuchałem takich kamieni milowych
jak „Under a Funeral Moon”, „Transilvanian Hunger”, „Burzum”, czy później
splitu Emperor / Enslaved albo „Black Shining Leather” do upadłego, albo
zjechania taśmy do białości. Ten vibe, ten feeling, ta szczerość i
bezkompromisowość zainfekowała mnie tak mocno, że do dziś wrzucając wspomniane
płyty do odtwarzacza mam gęsią skórkę. To były lata, płyty, przeżycia,
doświadczenia, które nigdy nie wrócą, a które wyryły w moim sercu czarne
blizny. Blizny, które otwierają się za każdym razem, gdy słyszę tak udaną
kontynuację najbardziej wybitnych mistrzów, jaką na swoim nowym krążku
prezentuje Mordhell. Proszę państwa, tutaj nie znajdziecie niczego poza
najszczerszym, czystym kultem norweskiego black metalu z okresu jego narodzin. Szczegółowa
analiza tego materiału mija się, moim zdaniem, z celem. Starczy powiedzieć, że
jest to kolejny, mały pomnik dla mistrzów gatunku, wyrzeźbiony z wielką
starannością o takie szczegóły jak surowość, brzmienie, oprawa graficzna, a
przede wszystkim autentyczność i wierność pierwotnym wartościom. To trzydzieści
pięć minut black metalu takiego, jakim gatunek ten był na samym początku, zanim
się sprostytuował. A okładka tego dzieła doskonale odwzorowuje, co autorzy
zrobiliby wszelkim zdrajcom ideałów (czytaj: tym, którzy „dorośli” i już się w
satanistyczny przekaz nie bawią). Jebać ich, i innych pozerów! Mordhell rządzi,
deptaj krzyże!
-
jesusatan






