Moros
„Cemetery Hallucinations”
Morbid Chapel 2026
No to jeszcze jedna nowinka z Morbid Chapel, tym
razem w postaci amerykańskiego Moros. Spójrzcie na logo? Co widzicie? Bo mi się
skojarzenia z Coffins nasuwają momentalnie. I szybko się okazuje, że nie
bezpodstawnie. Panowie gniotą death / doom, przy czym słowo „gniotą” jest tutaj
jak najbardziej zamierzone. „Cemetery Hallucinations” to osiem dość
siermiężnych kawałków, budowanych na rytmicznym kostkowaniu, przy którym, jak
to się klasycznie mówi, nóżka chodzi, główka buja. Ciężar akordów jest tutaj
nieprzeciętny, i w pełni rekompensuje jakiekolwiek udziwnienia techniczne, czy
wielostrukturowe aranże. Moros prą przed siebie niczym TBM, krusząc wszystko,
co stanie im na drodze. Zresztą, kiedy zamknie się oczy, to można sobie
wyobrazić, jak każdy muzyk stara się wręcz unicestwić swój instrument,
uderzając w niego ciężkim, tępym narzędziem. Sporo robi w tym przypadku
klasyczny, sludge’owy sznyt, którym nagrania te są przesiąknięte do szpiku. W
nieco szybszych partiach z kolei zdecydowanie bardziej cuchnie tu death
metalem, i to chyba głównie takim spod znaku Asphyxopodobnego, a chwilami nawet
podchodzącym z lekka pod Bolt Thrower, choć ze zdecydowanie mniejszym
natężeniem melodii. Bardziej z krajowego podwórka, poniekąd dobrym porównaniem
byłby też Abhorrent Funeral, z zastrzeżeniem, że Moros nie zapędzają się w
szybsze, punkowe obszary. Nie, chłopaki mielą na drugim biegu i ani im w głowie
wrzucanie „trójki”. Nie znaczy to, że „Cemetery Hallucinations” jest płytą
nudną. Wręcz przeciwnie. Konsekwencja, z jaką panowie suną przed siebie wciąga
niczym bagno, i ani przez chwilę nie chce się wcisnąć „stop”. Bo w tym z góry
ustalonym tempie potrafią mocno różnicować harmonie, serwować różne melodie, i
rozgniatać, rozdeptywać i miażdżyć. Wokalnie udziwnień tu nie ma. Jest głęboki
jak studnia babci growl, wypluwający z siebie wersety w tożsamym muzyce tempie.
Wszystko ubrano w ciężkie szaty, nisko dostrojono, i odpowiednio zagęszczono,
tak, że siekierę można powiesić. Czy coś zatem jeszcze komuś trzeba tłumaczyć?
Moros to ołowiany kolos, który każdego niewtajemniczonego w annały death /
doomowe ćwoka odstraszy pojedynczym warknięciem. A każdego mu przychylnego
przytuli, i będzie mruczał, mruczał, aż gałki same wypłyną z oczodołów. Masywna
rzecz.
-
jesusatan






