Prison of Mirrors
“De Sepulchris Occultis et
Igne Profanationis”
Aeternitas Tenebrarum Musicae Fundamentum 2026
Prison of
Mirrors pochodzą z Włoch, a “De Sepulchris Occultis et Igne Profanationis” jest
ich drugim albumem. Pierwszy, także nazwany po łacinie,
ukazał się sześć lat temu, a jeszcze wcześniej zespół wydał dwie EP-ki. Żaden z
tamtych materiałów nie jest mi jednak znany, ale mając na uwadze zawartość
nowego wydawnictwa, istnieje możliwość, że ominęło mnie coś całkiem ciekawego.
„De Sepilchris…” to jedynie dwa kawałki, za to dość długie, bo trwające łącznie
niemal pół godziny. I jest to naprawdę pokręcone i wielowarstwowe pół godziny.
Panowie parają się dysonansowym, eksperymentalnym black metalem, mocno na
podobiznę Blut Aus Nord i Deathspell Omega. Można się zatem domyślać, że obie
kompozycje nie należą do prostych czy minimalistycznych. Wręcz przeciwnie. Mamy
tutaj prawdziwą plecionkę linii gitarowych, tyleż zawiłych co połamanych i wzajemnie
się uzupełniających. Choć zanim dojdziemy do pełnego obrazu muzyki Prison of
Mirrors, ich dźwięki mogą się początkowo wydawać mocno chaotyczne. Melodie
nieprzerwanie wirują, przenikają się, zataczają koło, i zdają się zbliżać i
oddalać, tworzyć złudną wizję, iluzję, tylko po to, by za chwilę zastąpić ją
zupełnie inną. Wspomniane dysonanse tworzą natomiast tworzą coś na kształt
kolorowego, hipnotycznego wzoru układającego się na zimnej ścianie agresywnego
riffowania. Nie licząc kilku chwilowych zwolnień, nawałnica harmonii jest na
tym albumie naprawdę intensywna, a jednocześnie ilość ukrytych po drodze
smaczków i drobnych ozdobników zdecydowanie wymaga od słuchacza cierpliwości,
bowiem niemożliwością jest dostrzeżenie wszystkiego za jednym tylko odsłuchem.
Wspomniałem, że kompozycje są tu długie, jednak zostały tak skonstruowane, by
cały czas wabiły, właściwie prowadziły nas na smyczy, w sobie tylko znanym
kierunku. Poszczególne riffy często chodzą na zapętleniu, podczas gdy druga
gitara w tle zmienia się jak w kalejdoskopie, przez co chwilami można doznać
lekkiej schizofrenii. Zresztą, ujmując obrazowo, docieranie do sedna “De
Sepulchris…” jest niczym manualne nastawianie ostrości w kamerze. Najpierw
obraz jest mocno rozmazany, a dopiero kiedy odpowiednio się skupimy, i muzyka
ta w nas dojrzeje, dostrzegamy całe jej piękno i chłodny majestat. Niesamowita
jest też końcówka. Przez ponad trzy minuty płyniemy niczym w transie przy
ambientowym, powolnie wyciszającym się pasażu, po wygaśnięciu którego nastaje
bolesna wręcz pustka. Powiem tak… O ile pomysł na tego typu granie oryginalny
nie jest, albo wręcz bezpośrednio zaczerpnięty, to i tak “De Sepulchris…” jest
płytą w swoim gatunku bardzo dobrą. Jeśli nie jesteście malkontentami,
twierdzącymi, że Blut Aus Nord zżerają własny ogon i dawno już zaczęli
przynudzać, to i Prison of Mirrors łykniecie bez popijania. Magii nigdy za
wiele.
-
jesusatan






