Hexorcist
„Crucificial Imprecations”
Invictus Rec. / Godz ov War 2026
Troszkę wody w rzece upłynęło od chwili wydania
bardzo dobrego debiutu Amerykanów. Z drugiej strony, te pięć lat minęło jak z
chuja strzelił, i oto mamy następcę „Evil Reaping Death”. W międzyczasie zespół
przepoczwarzył się personalnie, a konkretnie na wokalach pojawił się Gienek
Palubicki, choć zastanawiam się dlaczego pod nazwiskiem własnym, a nie jako
Hexorcist V. Myślę, że poniekąd magia nazwiska miała na celu zwiększenie zainteresowania
zespołem, zwłaszcza że ten zasłużonej atencji chyba nie osiągnął. No ale
przejdźmy do meritum. Hexorcist to twór, który mocno czerpie ze spuścizny
Morbid Angel, o czym zresztą wspomniałem przedstawiając wam ich wcześniejsze
materiały. „Crucificial Imprecations” jest prostolinijną kontynuacją stylu
opartego na wspomnianych stylu. Zaznaczam, że mówimy o rozwijaniu pewnego
wzorca, a nie bezpośrednim kopiowaniu, tym bardziej, że na „dwójce” sposób
interpretacji własnej znanych klasyków został odrobinę urozmaicony. Poza
oczywistymi konotacjami melodycznymi z ekipą Treya i spółki, na nowych
nagraniach pojawia się więcej solówek mocniej kojarzących się z Nocturnus. Acz
z drugiej strony nie wiem, czy to wrażenie nie jest u mnie spowodowane faktem,
iż kilka dni temu odszedł od nas pan Browning, a przy tej okazji jego
dyskografię sobie odświeżałem. Drugą sprawą jest brzmienie. Jakby bardziej
surowe w porównaniu do debiutu. Nie powiem, że demówkowe, ale noszące takie
znamiona. W każdym razie stuprocentowo organiczne, z celowymi chyba drobnymi
niedociągnięciami. Pod względem muzyki sprawa jest raczej wiadoma. Zastanawiam
się tylko, czy dokooptowany na wokal Gene miał jakiś, choćby drobny wpływ na
ostateczny wpływ kompozycji. Osobiście stawiałbym na „tak”, bo „Crucificial
Imprecations” ma w sobie też drobne zalążki Angelcorpse, albo może bardziej
Perdition temple, czyli stylu będącego wypadkową obu klasycznych ekip. Album
ten nie należy do odkrywczych, bardziej odkrywkowych. Nie umniejsza to
bynajmniej jego jakości. Moim zdaniem Hexorcist to jedni z najbardziej
utalentowanych spadkobierców tego, co zrodziło się na Florydzie jakieś czterdzieści
lat temu. Jeśli czerpać od najlepszych, do dokładnie w takim stylu jak oni. A
konsekwencję obranego przez zespół stylu widać w tym przypadku nawet po
okładce. I to chyba wystarczy za cały komentarz do tej płyty. Bo nad czym się
tu niby rozwodzić?
-
jesusatan






