Dødmoon
„Demo MMXXV”
Signal Rex 2026
Dziś, demko fińskiego Dødmoon. Cała rzecz ma się w
granicach piętnastu minut, więc będę się streszczał, bo i rozpisywanie się nad
tymi trzema kawałkami krasomówstwa nie wymaga. Ktoś tam lubi staroszkolny, bo
bólu surowy black metal? Do bólu, ale oczywiście nie przekraczający tej cienkiej
linii, poza którą stoi tylko i wyłącznie minimalizm dla samego minimalizmu.
Jeśli tak, to Dødmoon jest dla was. Chłopaki z kraju tysiąca jezior w sposób
wyjątkowo udany przywołują ducha towarzyszącego pierwszym krokom drugiej fali
black metalu. Co mnie urzekło na tym demo od pierwszej chwili, to cholernie szorstki
wokal. Chłop, być może nawet jedyny członek odpowiedzialny za ten projekt, bo
mam graniczące z pewnością przeczucie, że tak właśnie jest, zdziera gardło w
sposób uwłaczający zdrowemu rozsądkowi. Za to już na starcie mega plus. Drugą
sprawą są harmonie, nawiązujące z całą siłą do wczesnych lat
dziewięćdziesiątych, zwłaszcza tych rodzących się na Półwyspie Skandynawskim.
Czyli trochę zadziornej melodii, ale przede mrożące do szpiku kości akordy, wulgarne
i nie kłaniające się jakimkolwiek mainstreamowym trendom. Ścieżki perkusji może
i nie są aż tak jednostajne jak na „Transilvanian Hunger”, ale w sumie niewiele
im do owego ideału brakuje. Nie znaczy to jednak, że Finowie cały czas trzymają
jednolite tempo. Wręcz przeciwnie. Taki „Victorious Sign of Arcane Madness” to
niezły walec, z nawet wyjątkowo chwytliwą solówkę w drugiej części numeru. Z
kolei ostatni na liście „Hail of Hellfire” ma przebłyski pod tytułem Impaled
Nazarene, co w sumie logiczne, biorąc pod uwagę skąd oba zespoły pochodzą. Ah
zo, jak to mówią Niemiaszki… Albo „podsumowując” (po naszemu), debiutanckie
demo Dødmoon to kawałek niezłego, po
stokroć staroszkolnego black metalu, niczego do gatunku nie wnoszącego, ale starym
dziadom mojego pokroju sprawiającego w chuj radości. Zalecam szybką randkę z
tymi piosenkami.
-
jesusatan





