Ruyned
„Profanum
Sacrificium”
Osmose Prod. 2026
Ruyned pochodzą z … Rumunii. I to już na wstępie
jest jakaś ciekawostka, bo ten kraj bynajmniej zbyt wielu przedstawicieli w
Panteonie Metalu nie ma. Z drugiej strony, nic dziwnego, że w tym europejskim
zakątku śwuata też żyją maniacy, którzy zamiast mleka ssali z matczynego cycka
ciecz o nieco innej konsystencji. A to doskonale słychać na „Profanum
Sacrificium”. Krążek ten to nic innego jak pół godziny hołdu dla starego,
klasycznego thrash metalu. Chociaż mówiąc jedynie o thrashu nieco bym twórczość
chłopaków zawężył. Poza ostrymi, granymi najczęściej na wysokich obrotach
melodiach o bardzo agresywnym zabarwieniu, nie brak w tych utworach także
zgrabnego nawiązania do heavy metalu. I to nie tylko w solówkach, jak to się
zdarza najczęściej, a właśnie w sposobie riffowania. Ten jednakże zdecydowanie
częściej sięga tego ostrzejszego gatunku. Poza minimalistycznie dodanymi
samplami z gatunku religijnych, tudzież akustycznymi uzupełniaczami, mamy tu na
dobrą sprawę same ostre. Klasycznie przyprawione, brzmiące po staremu, zagrane
po staremu, ze staroszkolnym feelingiem. Te dziewięć kawałków (że intra nie
policzę), to typowe koncertowe rozpierdalacze. Wtórne to jest do bólu,
powtarzające znane i wszem lubiane schematy, ale jednak tak nośne, że aż się
chce potańcować. Ileż to zresztą zespołów, głównie młodych, potrafi dziś
odtworzyć ten mocno już pokryty kurzem klimat. Coraz więcej, co oczywiście
niezmiernie cieszy. Ruyned w temacie też nie odstają od godnych spadkobierców
ani o jotę. Bo thrash metal w ich wykonaniu jest naprawdę dobrej jakości,
poskładany z najlepszych elementów, zaczerpniętych od najlepszych nauczycieli. Tej
płycie zasadniczo nic nie brakuje. Z drugiej strony, malkontenci mogą się
doczepić, że to wtórne i nudne, bo przecież to już w kinie grali. Pewnie, ale
ja na przykład serię Rocky’ego oglądałem już dziesiąt razy, a jak mam wolny
wieczór, to se zapodam po raz kolejny. I dokładnie tak samo jest z Ruyned.
Słyszałem tą muzykę niemal czterdzieści lat temu, a mimo to „Profanum
Sacrificium” sprawia mi w chuj radochy. Dają chłopaki radę, i tyle w temacie.
-
jesusatan






