Tyran
„Nothing Above”
Self-released 2023
Materiał, który chciałbym wam dziś przedstawić,
pochodzi sprzed niemal trzech lat, a trafił do mnie zupełnie przypadkowo, przy
okazji niedawnego koncertu, który Tyran dawali u boku Clairvoyance w Toruniu.
Tak to często bywa, że zespoły tworzący swoisty hardcore’owo – punkowo -
metalowy crossover doskonale sprawdzają się na żywca (i tak też było w
przypadku bohaterów tekstu), ale w domu, kiedy człowiek siedzi w fotelu
bujanym, w ciepłych kapciach, już nie do końca żre to tak, jak powinno. Co
ciekawe, w drugą stronę działa to odwrotnie. No i odwrotnie też zadziałało w
przypadku Tyrana. „Nothing Above” to klasyczna petarda, naszpikowana skocznymi
rytmami, d-beatami i agresywnym, chwytliwym riffowaniem. Kawałki są krótkie, za
to naładowane anergią do pełna, pod sam korek. I nie będę tutaj nawet starał
się wymieniać tytułów tych najwyżejoktanowych, bo w zasadzie wszystkie
jedenaście numerów, wliczając cover New Model Army, czy chyba statystycznie
najwolniejszy ”Kids in Cages”, to strzały z otwartej w pysk i błyskawiczna
poprawka z drugiej strony, żeby było z autmatu po chrześcijańsku. Może chłopaki
nie gnają przed siebie cały czas na najwyższych obrotach, jak robi to choćby
Hostia (a punktów stycznych między tymi zespołami jest tu sporo), ale pod
względem groove’u mamy tu naprawdę szeroki wachlarz momentów, przy których chce
się wspomniane bambosze cisnąć do szalejącego w kominku ognia, a fotelem
bujanym sprawdzić wytrzymałość szyb okiennych. Intensywności muzycznej nie
ustępuje tu, ani na krok, wokal, wyrzygujący z siebie teksty agresywnym growlem
z godną podziwu pasją (czasem też w chórkach). Choć tu mam małą zagwozdkę, bo w
sumie teksty są po angielsku, ale dałbym sobie rękę uciąć, że w pewnym momencie
pada hasło „jebał cię pies”… Pewnie już bym teraz, kurwa, nie miał ręki, ale
nie mam jak tego sprawdzić, bo we wkładce kasetki niestety nie ma tekstów.
Świetnie ten materiał brzmi, choć nic w tym dziwnego, skoro za miks i mastering
odpowiada tak doświadczony człowiek jak Marko Tervonen. A trwa niewiele ponad
dwadzieścia minut, ale to akurat jest najmniej ważne, bo ja i tak słucham go na
zapętleniu. Nie będę dłużej ględził, i podsumuję krótko. Jeśli lubicie
muzyczny, crossoverowy wpierdol, (deathmetalowego punko-hardcore’a, czy zwał to
jak zwał) to sięgajcie po „Nothing Above”. Ode mnie najwyższa z możliwych
rekomendacja!
-
jesusatan






