A.H.P.
“Alltid imot deg”
Purity Through Fire 2026
Wiem, co sobie pomyślicie. Patrząc na okładkę tej
płyty, oraz nazwę, będącą klasycznym skrótowcem, założycie, że to jakiś punkowy
album, pewnie jedenaście prostych i szybkich numerów w osiemnaście minut. Ja
się nabrałem! W rzeczywistości A.H.P. stoi
za „Against Human Plague” (taki zresztą był tytuł debiutanckiego krążka,
wydanego dekadę temu przez Via Nocturna), a sam zespół tworzą dość znane z
krajowego podwórka persony, stacjonujące obecnie w krainie fiordów. No i te
fiordy są w przypadku muzyki zawartej na „Alltid imot deg” dość dokładnym
drogowskazem. Album ten zawiera czterdzieści minut black metalu. Mimo iż dość
zróżnicowanego, to spiętego wspólną klamrą północnego chłodu. Pierwsze cztery
kompozycje to w zasadzie klasyka drugiej fali black metalu ze wspomnianego
półwyspu. „Souls to Inhale” stanowi raczej spokojny wstęp, bo sama kompozycja
nie jest zbyt szybka, za to usłyszymy w niej klasyczne tremolo i wbijającą się
niczym gwóźdź w dłoń Nazareńczyka melodię. „Lust for Murder”, żeby było zgodnie
z tytułem, to wściekły blast, zapętlone akordy i intensywne wokale. Acz, żeby
nie było dokładnie tak jak na „Panzer Division Marduk”, to w połowie mamy kilka
taktów akustycznych i moment ambientowy. „In Endless Disgust” kapkę wchodzi na
poletko deathmetalowe (ten riff do rytmicznego headbangingu!), choć z drugiej
strony ma momenty „francuskie”. Marszowy kawałek, chyba najbardziej zapadający
w pamięć, mimo iż sporo się w nim dzieje. W „Nocturnal” też mamy małą sinusoidę
tempa, gdzieś tam śmignie dysonans, za to faktycznie wieje z tego numeru nocnym
mrozem. Album zamyka tytułowy piętnastominutowiec, który od całości różni się
już nie tylko samymi aranżami, ale i brzmieniem. To, nie jest tak nordyckie, a
bardziej industrialne, mechaniczne, suche. Nawet perkusja chodzi tu w stylu
automatu. Dodatkowo w tle pojawiają się nieco kosmiczne klawisze, a wokale
przejmuje JRMR, zdzierając swoim sposobem gardziel do krwi, pod koniec nawet po
naszemu. Trochę może ten numer kojarzyć się z Mysticum, właśnie poprzez
wspomniany industrialny vibe. Fantastyczna kompozycja, choć w zasadzie będąca
jedynie idealnym podsumowaniem bardzo dobrej płyty. Płyty będącej pełnym
wachlarzem pomysłów, spojrzeniem na black metal z kilku perspektyw,
jednocześnie bardzo spójnej i wciągającej. Mi się cholernie podoba, dlatego
jeszcze dłuższą chwilę pogości w moim odtwarzaczu. Bardzo silna rzecz.
-
jesusatan






