niedziela, 1 marca 2026

Recenzja Legionary „Never-Ending Quest for Purpose”

 

Legionary

„Never-Ending Quest for Purpose”

Self-Release 2026

Jest to projekt stworzony przez multiinstrumentalistę, którym jest Frank D’Erasmo, ale nie nagrywa on swoich kompozycji sam, ponieważ korzysta z usług różnych muzyków metalowych. Pod szyldem „Legionary” tworzy już od 2007 roku, lecz razem z wyżej wymienionym, posiada na koncie zaledwie trzy krążki. To co znajduje się na „Never-Ending Quest for Purpose”, to podobno thrash-death metal, ale głowy nie dam. Na mój gust, jest to współczesne i modne rzępolenie, typowe dla Stanów Zjednoczonych, z których właśnie pochodzi. Owszem, elementy właściwe dla wspomnianych gatunków tutaj występują, racząc energicznym kostkowaniem, mięsistymi atakami czy chwytliwościami, którymi nawiązuje do melodyjnej odmiany metalu śmierci. Oprócz tego, na tym materiale odnaleźć można sporo, średnio pasujących do wspomnianych akordów udziwnień, w postaci technicznych popisów czy modernistycznych łamańców. Wszystko byłoby w porządku, gdyby ni z gruchy, ni z pietruchy, Legionary nie odpływało w hardcorowe pląsy w stylu amerykańskich nastolatków lub w telewizyjne rytmy w stylu Linkin Park czy Avenged Sevenfold, w których rządzą infantylne harmonie, średnio mocne riffy i śpiewane wokalizy. Tak więc cóż można rzec o tym wydawnictwie. Ano to, że jest to muzyka, która nie może się zdecydować czym chce być, ponieważ wszystkiego tu po trochu. Na domiar złego, jest to wszystko zespolone ze sobą zbyt grubym spawem, przez co jawi się jako zlepek przypadkowo wybranych form, z którego nic dobrego nie wynika. Co więcej, korespondowanie z metalem progresywnym dla wytatuowanych „deskorolkowców”, totalnie topi ten materiał. Nie ma się co pastwić. Muzyka nie dla mnie, groch z kapustą, ale bez przypraw, gdyż mdły jak cholera, choć wiem, że odbiorców w naszym kraju ma wielu. Jak dla mnie średnio udany, chyba crossover, kurwa, nie wiem.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz