Legionary
„Never-Ending
Quest for Purpose”
Self-Release 2026
Jest
to projekt stworzony przez multiinstrumentalistę, którym jest Frank D’Erasmo,
ale nie nagrywa on swoich kompozycji sam, ponieważ korzysta z usług różnych
muzyków metalowych. Pod szyldem „Legionary” tworzy już od 2007 roku, lecz razem
z wyżej wymienionym, posiada na koncie zaledwie trzy krążki. To co znajduje się
na „Never-Ending Quest for Purpose”, to podobno thrash-death metal, ale głowy
nie dam. Na mój gust, jest to współczesne i modne rzępolenie, typowe dla Stanów
Zjednoczonych, z których właśnie pochodzi. Owszem, elementy właściwe dla
wspomnianych gatunków tutaj występują, racząc energicznym kostkowaniem,
mięsistymi atakami czy chwytliwościami, którymi nawiązuje do melodyjnej odmiany
metalu śmierci. Oprócz tego, na tym materiale odnaleźć można sporo, średnio
pasujących do wspomnianych akordów udziwnień, w postaci technicznych popisów
czy modernistycznych łamańców. Wszystko byłoby w porządku, gdyby ni z gruchy,
ni z pietruchy, Legionary nie odpływało w hardcorowe pląsy w stylu
amerykańskich nastolatków lub w telewizyjne rytmy w stylu Linkin Park czy
Avenged Sevenfold, w których rządzą infantylne harmonie, średnio mocne riffy i
śpiewane wokalizy. Tak więc cóż można rzec o tym wydawnictwie. Ano to, że jest
to muzyka, która nie może się zdecydować czym chce być, ponieważ wszystkiego tu
po trochu. Na domiar złego, jest to wszystko zespolone ze sobą zbyt grubym
spawem, przez co jawi się jako zlepek przypadkowo wybranych form, z którego nic
dobrego nie wynika. Co więcej, korespondowanie z metalem progresywnym dla
wytatuowanych „deskorolkowców”, totalnie topi ten materiał. Nie ma się co
pastwić. Muzyka nie dla mnie, groch z kapustą, ale bez przypraw, gdyż mdły jak
cholera, choć wiem, że odbiorców w naszym kraju ma wielu. Jak dla mnie średnio
udany, chyba crossover, kurwa, nie wiem.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz