Leila Abdul-Rauf
„Andros Insidium”
20 Buck Spin (2026)
Nie jest czymś niepopularnym, że muzycy metalowych formacji niejednokrotnie próbują sił w graniu innych, często lżejszych gatunków muzyki, sygnując je swoim nazwiskiem, bądź opatrując jakąś skromną kolaborację nową nazwą. Z głośniejszych przykładów przytoczę tylko Karla Sandarsa ze swoimi egipskimi fascynacjami, Steve’a Von Tilla ze swoim umęczonym bardowaniem, czy z nowszych rzeczy – ambientowe fascynacje Paula Riedla czy eteryczny projekt Dream Unending, za którym kryją się muzycy Tomb Mold i Innumerable Forms. Teraz na drogę ścieżki solowej kariery wkracza znana z Vastum i Hammers of Misfortune Leila Abdul-Rauf i jak nietrudno się domyślić, z metalem na muzyka nie ma nic wspólnego. „Andros Insidium” to pokaz prywatnej fascynacji muzyką bliskowschodnią i arabską i nie ukrywam, że mi do tej fascynacji jest bardzo daleko. Jest to kompletnie nie moje granie i nie moja melodyka. Na domiar złego Leila nie unika orkiestracji i kierowania dźwięków w bardziej rozmaszyste i epickie rewiry i tonacje. Czasem przypomina to te bardziej folkowe fragmenty muzyki Nile, ale tutaj, odarte deathmetalowego kontekstu oraz emocjonalnego i nastrojowego kontrastu wywołują we mnie skręt kiszek. Trochę lepiej jest w tych bardziej wyciszonych i spokojnych fragmentach, gdy dźwięki te sprowadzają się do muzyki tła – wtedy jest to dla mnie strawne, choć wciąż obojętnie. Rozumiem chęć i potrzebę rozwoju muzyków, próbowania sił z czymś nowym i na pewno muzyka taka znajdzie swoich adresatów, bo wykonawczo niewiele jej można zarzucić. Ja tym razem adresatem nie jestem, uznam, że listonosz pomylił paczki, albo operator skrzynki mailowej coś źle pokierował. Ja podziękuję, ale jeśli ktoś lubi klimaty arabskie to śmiało można słuchać.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz