sobota, 28 marca 2026

Recenzja Doedsvangr „Within the Flesh”

 

Doedsvangr

„Within the Flesh”

Soulseller Records 2026

To już trzeci album tej internacjonalnej kapeli, która zrzesza muzyków sceny norweskiej, fińskiej i francuskiej. Taka też jest ich najnowsza płyta, bo łączy w sobie cechy tych trzech ujęć, co udowadniali również na poprzednich produkcjach. Siedem kawałków, stanowiących fuzję drapieżności, melodyjności oraz epickich nut, które zespolone ze sobą, generują kąśliwą i łatwo wpadającą w ucho gędźbę. Duża w tym zasługa wszędobylskiej i charakterystycznej rytmiki, która chwilami kieruje black metal od Doedsvangr we wręcz przebojowe rejony. Nie są one specjalnie nachalne, podobnie jak obecne na „Within the Flesh” chwytliwości. W kombinacji z zadzierżystymi po norwesku riffami i bujankami, fińskimi harmoniami oraz francuską wzniosłością, kreuje dość intensywną muzę, która częstuje agresywnymi blastami, hipnotycznymi, powtarzalnymi niczym w ujęciach industrialnych, akordami, a także zagrywkami rodem z brudnego black’n’rolla. To w gruncie rzeczy całkiem przyjemny bleczur, który oferuje w stonowanej formie wszystko, co może się podobać niezdecydowanemu odbiorcy, ale gustującemu w mocniejszych produkcjach. Niezaprzeczalnie, potrafi zesłać sporo atmosferycznych i dysonansowych struktur, wprowadzić w mały stupor, z którego wybudzi mocnym przygrzaniem, ale to raczej w punkt wypośrodkowana diabelszczyzna. Wyraźnym plusem są tutaj niebywale szorstkie wokale Doedsadmirala i surowość muzyki, którą zawdzięcza zgiełkliwym gitarom, wzmocnionym przez fantastyczne linie basu i nieco wycofaną perkusję. Pomimo małych zgrzytów, związanych z uniwersalnością „Within the Flesh”, można stwierdzić, że to rzetelnie skomponowany black metal, z którego płynie mrok i autentyzm. Emanuje prawdziwymi emocjami i wypełniony jest złowrogim duchem. Solidnie i nawet ciekawie. Sprytnie wyprodukowany, ponieważ cechuje się przejrzystym brzmieniem, które do końca nie zostało wygładzone, bo być może przyciągnie uwagę tych „prawdziwych”. Tak też się dzieje, choć bez szału, ale to całkiem przyjemne trzy kwadranse. Posłuchajcie. W sumie warto.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz