piątek, 13 marca 2026

Recenzja Vanta „Perpetual Selection”

 

Vanta

„Perpetual Selection”

Independent 2026

Vanta to kapela z Australii, która po kilku krótkich wydawnictwach w wersji digital, postanowiła wypuścić debiutancki album. To, co za pośrednictwem „Perpetual Selection” oferują fanom muzyki metalowej, to nowoczesna odmiana deta, w którego tekstury ci trzej panowie wplatają sporą ilość core’a, melodyjności i technicznych zabiegów. Oprócz tego dodają znaczną porcję elektroniki, która oprócz kreowania atmosferycznego tła, przemyca do tutejszych aranżacji także trochę elementów techno. Zatem jest to coś w rodzaju współczesnej i popularnej, ciężkiej muzy, która odznacza się wyraźnym groovem i charakterystycznym vibem. Vanta serwuje mnóstwo wirtuozerskich połamańców, agresywnych blastów, klimatycznych zwolnień i kosmicznie brzmiących zagrywek. Wszystko, poza brutalnymi i skocznymi rytmami, obdarzone zostało chwytliwościami, znanymi z harmonijnego death metalu w wydaniu europejskim. Laboratoryjna produkcja, mięsiste brzmienie, które podbija sekcja rytmiczna, gdzie perkusja zasypuje uszy „plastikowymi” triggerami, klawisze i zmienne wokale. Całość buduje odrealnioną atmosferę, rodem z filmów i komiksów science fiction, która intensywnie wbija się między zwoje mózgowe. Gniecie, rozrywa na strzępy, zaprasza do hardcorowych pląsów, ale i ambientowymi momentami uspokoić potrafi. Death metal, który czerpie z wielu źródeł, ale skierowany jest raczej do postępowej młodzieży, skoncentrowanej na nowinkach technicznych. Nieco futurystyczny, mocno progresywny i zgodny z aktualnymi trendami album. Wydaje mi się, że wielbiciele Decapitated czy Gojira będą zachwyceni. Ja nie jestem, bo nie gustuje.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz