Bekor Qilish
„Consecrated Abysses Of Dread”
I, Voidhanger Records (2026)
Bekor
Qilish to jednosoobowy projekt, za których stoi pochodzący ze słonecznej Italii
Andrea Bruzzone. Odpowiadający za wokale i wszystkie partie instrumentalne
jegomość właśnie wypuszcza w świat swoje trzecie dzieło zatytułowane
„Consecrated Abysses Of Dread” za sprawą I, Voidhanger Records. Jak to mawiają
– do trzech razy sztuka. Poprzednie dwa materiały tego projektu, choć wpisywały
się w lubiany przeze mnie nurt technicznego grania nie zdobyły w moich oczach
większego poklasku, który nakazywałby twierdzić, że muzyka Bekor Qilish wybija
się znacząco ponad przeciętność, żeby wracać do niej i ją rozpamiętywać. Tym
razem może być inaczej, bo ten nieco mechaniczny brand black/death metalu
został nieźle podkręcony i zdecydowanie jest tu na czym ucho zawiesić. Tak,
Włoch odważnie poszedł w instrumentalne łamańce chyba po raz pierwsze robiąc to
z przekonaniem, że jest to dobre. Bo jest to dobre. Późny Schuldiner, Arsis czy
nieco bardziej kliniczne granie w stylu Obscura plecie się tutaj z nieco
szwedzką odsłoną melodynego death metalu spod znaku Dawn, Gates Of Ishtar czy
nawet wczesnego In Flames. Bez obaw – tanie melodie nas w tym przypadku nie
zaleją, bardziej mi chodzi o ten podskórny pierwiastek blackmetalowy, których
gdzieś w dorobku tych szwedzkich zespołów wybrzmiewa. Rzeczywiście, te
kompozycje są nienagannie rozbudowane i naszpikowane technicznymi fajerwerkami,
dzięki czemu miłośnicy molestowania gryfów mogą się podelektować i rozkładać
kolejne frazy na czynniki pierwsze. Zapraszając do nagrań gości pokroju Mick
Barr (m.in. Krallice, Orthrelm i The Overmold), Gabriele Gramaglie (Cosmic
Putrefaction) i Saprovore (Strigiform) Włoch naznaczył swój obszar eksploatacji
muzycznej i całkiem skutecznie się w nim odnajduje. Pewna doza awangardy i
pozornej przypadkowości nie wpływa na całościowy, bardzo pozytywny odbiór tego
albumu. Jeśli miałbym się czegoś to brzmienia perkusji, które sprawia wrażenie
automatu lub programowanej perkusji, a może nawet którymś z nich jest. Brzmi to
strasznie sterylnie i płasko i generuje jednak pewną dozę niesmaku przy
odsłuchu. Ne zmienia to jednak faktu, że pełniak Bekor Qilish to kawał
jakościowego grania, choć skierowanego raczej do dość wąskiego grona odbiorców.
Harlequin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz