środa, 11 marca 2026

Recenzja Bekor Qilish „Consecrated Abysses Of Dread”

 

Bekor Qilish

Consecrated Abysses Of Dread

I, Voidhanger Records (2026)

 


Bekor Qilish to jednosoobowy projekt, za których stoi pochodzący ze słonecznej Italii Andrea Bruzzone. Odpowiadający za wokale i wszystkie partie instrumentalne jegomość właśnie wypuszcza w świat swoje trzecie dzieło zatytułowane „Consecrated Abysses Of Dread” za sprawą I, Voidhanger Records. Jak to mawiają – do trzech razy sztuka. Poprzednie dwa materiały tego projektu, choć wpisywały się w lubiany przeze mnie nurt technicznego grania nie zdobyły w moich oczach większego poklasku, który nakazywałby twierdzić, że muzyka Bekor Qilish wybija się znacząco ponad przeciętność, żeby wracać do niej i ją rozpamiętywać. Tym razem może być inaczej, bo ten nieco mechaniczny brand black/death metalu został nieźle podkręcony i zdecydowanie jest tu na czym ucho zawiesić. Tak, Włoch odważnie poszedł w instrumentalne łamańce chyba po raz pierwsze robiąc to z przekonaniem, że jest to dobre. Bo jest to dobre. Późny Schuldiner, Arsis czy nieco bardziej kliniczne granie w stylu Obscura plecie się tutaj z nieco szwedzką odsłoną melodynego death metalu spod znaku Dawn, Gates Of Ishtar czy nawet wczesnego In Flames. Bez obaw – tanie melodie nas w tym przypadku nie zaleją, bardziej mi chodzi o ten podskórny pierwiastek blackmetalowy, których gdzieś w dorobku tych szwedzkich zespołów wybrzmiewa. Rzeczywiście, te kompozycje są nienagannie rozbudowane i naszpikowane technicznymi fajerwerkami, dzięki czemu miłośnicy molestowania gryfów mogą się podelektować i rozkładać kolejne frazy na czynniki pierwsze. Zapraszając do nagrań gości pokroju Mick Barr (m.in. Krallice, Orthrelm i The Overmold), Gabriele Gramaglie (Cosmic Putrefaction) i Saprovore (Strigiform) Włoch naznaczył swój obszar eksploatacji muzycznej i całkiem skutecznie się w nim odnajduje. Pewna doza awangardy i pozornej przypadkowości nie wpływa na całościowy, bardzo pozytywny odbiór tego albumu. Jeśli miałbym się czegoś to brzmienia perkusji, które sprawia wrażenie automatu lub programowanej perkusji, a może nawet którymś z nich jest. Brzmi to strasznie sterylnie i płasko i generuje jednak pewną dozę niesmaku przy odsłuchu. Ne zmienia to jednak faktu, że pełniak Bekor Qilish to kawał jakościowego grania, choć skierowanego raczej do dość wąskiego grona odbiorców.

                                                                          Harlequin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz