Vomito Mortuorio
„Dentro del Sarcofago”
Necroscope Blasphemia 2026
Jeśli zespół nazywa się Pośmiertne Wymioty, a w
tytule debiutu ma „Sarcofago”, to już na starcie ma u mnie wielkiego plusa. Jak
jeszcze pochodzi z Salwadoru, to zyskuje dodatkowo, bo wiadomo że tamte zakątki
świata niejednokrotnie rodzą metal śmierci najwyższej jakości, a scenę tworzą
prawdziwi maniacy. No a jak za wydaniem albumu stoi człowiek, który wspomniane
rewiry zna jak własną kieszeń, to staje się oczywistym, że ten materiał trafi w
moje gusta. Vomito Mortuorio to tak naprawdę nie zespół, a jednoosobowy
projekt, za którym kryje się człowiek maczający paluchy w kilku innych
składach, z których chyba najbardziej znanym jest Morbid Stench. „Dentro del
Sarcofago” to prosty death metal (nie mylić jednak proszę z „prymitywny”).
Płyta trwa nieco ponad pół godziny i zawiera siedem kompozycji. Można
powiedzieć, że to materiał na wskroś klasyczny, bo zawiera starą, sprawdzoną
formułę bez najmniejszych udziwnień. Wydźwięk tych nagrań jest zdecydowanie
bardziej północno niż środkowoamerykański, częściowo czerpiący też ze
szwedzkiej spuścizny. Przeważają tutaj siermiężne akordy, bardziej w rodzaju
buldożera, niszczącego wszystko na swojej drodze siłą, niż taktycznie
zaplanowanego ataku. Tym bardziej, że o wszelkich solówkach, technicznych
popisach czy łamańcach gitarowych możecie zapomnieć. Vomito Mortuorio prze do
celu po najprostszej linii. Co prawda nie spieszy się za bardzo, bo na płycie
przeważają tempa średnie, lub nieznacznie przyspieszone, podbijane raczej mało
złożonymi rytmami perkusyjnymi. Wokalnie też jest bez udziwnień, growl w kilku
odcieniach, z których przeważa ten najbardziej standardowy. Trochę mi się to
granie chwilami kojarzy z wszelkimi projektami Roggi Johanssona, z tą
zasadniczą różnicą, że nie wszystko jest tu na jedno kopyto. Ponadto miejscami
pojawiają się słyszalne fragmenty inspirowane Incantation czy Broken Hope. Mimo
iż podobnych płyt ukazuje się na rynku całkiem sporo, mam spory sentyment do
tworów tak oldskulowo traktujących metal śmierci (jak by nie patrzeć, mój
ulubiony gatunek). Dlatego pan Cefiro de Muerte dostaje ode mnie certyfikat
jakości, a jego płytę mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, komu ze
śmiercią do twarzy. Dobry album.
-
jesusatan


















