Deathstorm
„Cascophonies”
Dying
Victims Productions 2026
W
tym przypadku chodzi o austriacki Deathstorm, będący tercetem, który napierdala
thrash metal od 2010 roku. Panowie po sześciu latach niebytu wracają z piątym
albumem, który zawiera dziewięć numerów bolesnego biczowania. Gdyby Chrystus
przyjął takie batożenie, to do ukrzyżowania by nie dożył. Austriacy nie
pierdolą się w tańcu i nakurwiają w stylu lat osiemdziesiątych, hołdując
spuściźnie tego okresu na całego. Wszystko ubierają w nieco cięższe brzmienie,
które jest niczym dolegliwość odczuwana podczas tarcia zębami o krawężnik.
Reszta to już zwyczajowe kostkowanie, które płynie w zmiennych tempach, nie
szczędząc razów przyjmowanych na kark. Świetne palm mutingi, ostre jak brzytwa
akordy w średniej agogice i jebitne przyspieszenia, które urywają łeb razem z
płucami. Deathstorm dodaje do tego sporo klasycznych solówek, agresywnych,
kakofonicznych uderzeń i wściekłych wokaliz. Całość leci w ciągle zmieniających
się tempach oraz rytmice i nigdy nie możemy być pewni, co za chwilę się
wydarzy. To teutoński thrash z małą domieszką manier zza wielkiej wody, który
jest dziki jak cholera. Słuchając „Cascophonies” można złapać zadyszki lub
nabawić się arytmii, bo to trio nie ma litości, uderzając coraz to mocniej i
mocniej. Nawet mozolne zwolnienia nie dają wytchnienia, bo ich energia jest tak
duża, że głowa mała, a strzeliste sola, kalecząc bębenki wpadają do czaszki,
robiąc sieczkę z mózgu. Kurwa! Mocna płyta, przezajebisty thrash metal
wysmażyli Austriacy razem z Dying Victims. Energetyczna muza o fakturze papieru
ściernego, które bije precyzyjnie, ale też i z finezją, zapodając sporo chwytliwych
momentów. Nieokiełznane szaleństwo, wydawałoby się, że zagrane na odlew, lecz
to mylne wrażenie, gdyż ci muzycy doskonale wiedzą z czym się mierzą i co chcą
osiągnąć. Cudownie tnące gitary, wycofany bas i perkusja, która napędza tą
rzeźniczą machinę, której brud i ostrość podbijają zdarte wokalizy. Oldskulowy
thrash, który oprócz wpierdolu zsyła również pokaźną dawkę mroku. Mroku, który
wydobywając się z instrumentów i gardła Deathstorm, niszczy doszczętnie.
Wydawnictwo, które na długo zapadnie w waszą pamięć, ponieważ to nie tylko
thrash metal. To thrash metal totalny. Wypełniony pasją i ogromnym wkurwem. Jak
mniemam, na skalę dotąd nie spotykaną. Musicie sprawdzić, bez dwóch zdań.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz