wtorek, 19 maja 2026

Recenzja Deathstorm „Cascophonies”

 

Deathstorm

„Cascophonies”

Dying Victims Productions 2026

W tym przypadku chodzi o austriacki Deathstorm, będący tercetem, który napierdala thrash metal od 2010 roku. Panowie po sześciu latach niebytu wracają z piątym albumem, który zawiera dziewięć numerów bolesnego biczowania. Gdyby Chrystus przyjął takie batożenie, to do ukrzyżowania by nie dożył. Austriacy nie pierdolą się w tańcu i nakurwiają w stylu lat osiemdziesiątych, hołdując spuściźnie tego okresu na całego. Wszystko ubierają w nieco cięższe brzmienie, które jest niczym dolegliwość odczuwana podczas tarcia zębami o krawężnik. Reszta to już zwyczajowe kostkowanie, które płynie w zmiennych tempach, nie szczędząc razów przyjmowanych na kark. Świetne palm mutingi, ostre jak brzytwa akordy w średniej agogice i jebitne przyspieszenia, które urywają łeb razem z płucami. Deathstorm dodaje do tego sporo klasycznych solówek, agresywnych, kakofonicznych uderzeń i wściekłych wokaliz. Całość leci w ciągle zmieniających się tempach oraz rytmice i nigdy nie możemy być pewni, co za chwilę się wydarzy. To teutoński thrash z małą domieszką manier zza wielkiej wody, który jest dziki jak cholera. Słuchając „Cascophonies” można złapać zadyszki lub nabawić się arytmii, bo to trio nie ma litości, uderzając coraz to mocniej i mocniej. Nawet mozolne zwolnienia nie dają wytchnienia, bo ich energia jest tak duża, że głowa mała, a strzeliste sola, kalecząc bębenki wpadają do czaszki, robiąc sieczkę z mózgu. Kurwa! Mocna płyta, przezajebisty thrash metal wysmażyli Austriacy razem z Dying Victims. Energetyczna muza o fakturze papieru ściernego, które bije precyzyjnie, ale też i z finezją, zapodając sporo chwytliwych momentów. Nieokiełznane szaleństwo, wydawałoby się, że zagrane na odlew, lecz to mylne wrażenie, gdyż ci muzycy doskonale wiedzą z czym się mierzą i co chcą osiągnąć. Cudownie tnące gitary, wycofany bas i perkusja, która napędza tą rzeźniczą machinę, której brud i ostrość podbijają zdarte wokalizy. Oldskulowy thrash, który oprócz wpierdolu zsyła również pokaźną dawkę mroku. Mroku, który wydobywając się z instrumentów i gardła Deathstorm, niszczy doszczętnie. Wydawnictwo, które na długo zapadnie w waszą pamięć, ponieważ to nie tylko thrash metal. To thrash metal totalny. Wypełniony pasją i ogromnym wkurwem. Jak mniemam, na skalę dotąd nie spotykaną. Musicie sprawdzić, bez dwóch zdań.

shub niggurath




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz