środa, 20 maja 2026

Recenzja Godless „Adversus Parousia”

 

Godless

„Adversus Parousia”

Nuclear Winter Records (2026)

Chilijski Godless zaistniał w moim metalowym światku bardzo dawno temu, gdy kupiłem w ciemno w Old Temple ich debiutancki album, skuszony fajną okładkę. Wtedy jeszcze nie kierowałem się zasadą, że Chile = jakościowy death metal, ale zakupiony wówczas „Ecce Homo...”, będący ich debiutem był bardzo solidną pozycją, z klasycznym metalem śmierci. Nic wybitnego i oryginalnego, ale wrażenia po sobie zostawiał pozytywne. Tamtego albumu już dawno w swoich zbiorach nie mam, o istnieniu Godless zapomniałem, a tymczasem grecka oficyna Nuclear Winter Records właśnie wydaje drugi album ekipy z antypodów. Szesnaście lat to całkiem długa przerwa pomiędzy albumem nr 1 i albumem nr 2 i szczerze mówiąc nie sądzę, aby grono wyczekujących nowej propozycji Bezbożnych było liczne. Nie zmienia to faktu, że „Adversus Parousia” to po raz kolejny porcja dobrego, sprawnie zagranego death metalu, mocno osadzonego w tradycji. Jeśli lubicie Morbid Angel i Incantation to najnowszy wypust bohaterów niniejszej recenzji będzie płytą dla Was. Oczywiście nie jest to poziom ani pierwszych ani drugich, ale dostaliśmy album dobry, zagrany z polotem, który czerpie garściami ze spuścizny pionierów niespecjalnie próbując się wychylać poza ten schemat. Wszystkie patenty, które tu usłyszycie zapewne słyszeliście już setki razy w lepszym i gorszym wydaniu, ale niniejsza propozycja podania jest naprawdę OK. Taki bardzo solidny schabowy – nie wybitny, ale nie zleżały w bemarze i odparowywany po raz trzeci. Materiał brzmi tłusto, masywnie, riffy kiedy trzeba gniotą, zwolnienia są znane i lubiane, bo oparte na sprawdzonych formułach, tak jak i szybsze partie. Można mieć trochę poczucie niedosytu słuchając „Adversus Parousia”, bo słychać tu możliwości i potencjał na więcej. Ten długograj zachowawczy chyba trochę na wyrost, bo to co tu jest nagrane jest na tyle dobre  daje pole na rozszerzenie horyzontów i trochę odważniejszych i bardziej szalonych pomysłów, a tak jest jak jest. Godless nagrał dobry album, tylko tyle i aż tyle. Każdy z Was musi sobie odpowiedzieć na pytanie czy potrzebuje posiadać ten materiał na nośniku, czy wystarczy mu przesłuchać to co już słyszał wielokrotnie. Prawda też jest taka, że jeśli tej płyty nie przesłuchacie, to świat się nie zawali i nie stracicie czegoś szczególnie wartościowego. Jeśli jednak poświęcicie temu krążkowi trochę czasu nie będzie to czas stracony.

                                                                                                                 Harlequin


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz