Zanjeer
„Seher-e-Maqhoor”
Neon Nile Records 2026
Jeśli
macie ochotę na odrobinę czegoś mniej metalowego, jak chociażby coś z gatunku
hard-core, to sięgajcie po Zanjeer. Nie wiem o nich zbyt dużo, ale to chyba
pakistańsko-indyjski skład, który powstał sześć lat temu w Bremie, lecz obecnie
rezyduje w Berlinie. Na początku kwietnia wydali debiutancki krążek, na którym
znalazło się dziesięć numerów, o dość agresywnym charakterze. Muza oparta jest
głównie o thrashowe kostkowanie, w pomiędzy które wpleciono trochę skocznych
akordów, d-beatów i wściekłych blastów. Te ostatnie wraz z wokalizami, które
intonowane są w swoisty sposób mocno kojarzą mi się z dwiema pierwszymi płytami
Impaled Nazarene, ale to nic dziwnego, bo Finowie ówcześnie czerpali sporo z
punka. „Seher-e-Maqhoor” zawiera w sobie żwawą napierdalankę, której
konstrukcja nie jest skomplikowana, ale daje dużo radochy. W prostocie siła.
Surowe, nieoszlifowane brzmienie, zapętlające się akordy, trochę sprzężeń,
bulgoczący bas i niemożliwie tłukąca perkusja, razem z anarchistycznym
wrzaskiem gościa przy mikrofonie, generują energetyczną gędźbę, która przed
nikim nie klęka. W każdym uderzeniu w struny i bębny słychać sprzeciw wobec przeszłej
i obecnej polityki supermocarstw i korporacji. To soniczny but w czerwone i
napuchnięte mordy współczesnego establishmentu, które doprowadziły do tego, co
dzieje się dzisiaj na Bliskim Wschodzie i nie tylko. Muzyka przepełniona buntem
i sprzeciwem. Do bólu autentyczna i bezkompromisowa. Ryk wkurwienia i brak
zgody na absurdy, takie jak na przykład antyniemiecki ruch w niemieckim punku,
powodowany wiecznym poczuciem winy za II wojnę światową i wszelkie zło z nią
związane. Bardzo dobry materiał, który kopie dupy i nie patyczkuje się
werbalnie. No, Zanjeer pod każdym względem nie liże nikomu dupy. Polecam.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz