poniedziałek, 25 maja 2026

Recenzja Arrows „Yearning Arrows; Cloven Suns”

 

Arrows

„Yearning Arrows; Cloven Suns”

Independent 2025

Uciekł mi gdzieś ten materiał. Może dlatego, że wydany został jedynie w wersji kasetowej, w dodatku przez sam zespół, zatem informacja o jego premierze do mnie nie dotarła, a ja zapomniałem dopytywać u źródła. A miałem go na celowniku choćby z tego powodu, że odpowiedzialni zań ludzie nierzadko już udowodnili, że muzykami są nietuzinkowymi i potrafią tworzyć muzykę wymykającą się ogólno przyjętym ramom. Wymienię tu jedynie takie nazwy jak Dakhma, Aarkhaaik, Death.Void.Terror czy Lykhaeon. Arrows jest kolejnym wcieleniem rzeczonego kręgu, i kolejną odsłoną ich muzycznych wizji. Powiem zupełnie szczerze, jestem pod wielkim wrażeniem, jak ci sami ludzie potrafią tworzyć tyle projektów, i w każdym z nich prezentować muzykę zupełnie odmienną, jednocześnie za każdym razem stojącą na tak wysokim poziomie. Co prawda, „Tearning Arrows; Cloven Suns” w pierwszej chwili mnie odrobinę odstraszył. Mówiąc „w pierwszej chwili” mam na myśli początek otwierającego całość „Spitting Heads”, a konkretnie wokale. Czyste, ale nie do końca tak rytualne, czy podniosłe, jak lubię. Szybko jednak okazało się, że na dalszej części płyty pod tym względem jest tylko lepiej, i żadnego „jęczenia” już nie ma. Zresztą być może się dopierdalam, albo szukam dziury w całym… Tym bardziej, że debiut Szwajcarów to fantastyczny materiał, na którym znajdziecie mnóstwo inspiracji (gdyby szukać DNA w każdym dźwięku), który można porównać do mnóstwa zespołów (gdyby szukać DNA w każdym riffie), a ostatecznie i tak jest mieszanką wyjątkowo udaną i, jako całość, oryginalną. Tak więc, jeśli przez chwilę przebrzmi wam w głowie, między innymi, Bolzer, Mgła, Yerusalem czy Blut Aus Nord, to i tak ostatecznie w wyniku syntezy wyjdzie wam… Arrows. Sporo w tych nagraniach nowoczesnego black metalu, sporo siarczystego riffowanie jak i zagrywek atonalnych, ale nie brak też psychodelik z lat siedemdziesiątych, czy momentów stonowanych, budujących atmosferę trochę egzotycznego, orientalnego mroku. Pod względem tego ostatniego, podobny klimat czułem przy okazji „Under the Moonspell”, ale to przecież było lata temu. Jest w tej muzyce coś, co sprawie, że ten black metal tętni swoim własnym życiem. Jest też coś, co wciąga mocniej niż Czarna Dziura (i nie jest to li wyłącznie niesamowicie wbijający się głowę riff w „A Glance at the Abyss”). Gdyby bawić się w kolorystykę, czy malarstwo, to muzyka na „Tearning Arrows; Cloven Suns” idealnie odzwierciedlana jest przez okładkę album ten zdobiącą. Obie te rzeczy mogą być odbierane przez każdego zupełnie indywidualnie, ale chyba nikt nie nazwałby ich kiczowatymi czy nijakimi. Powiem zatem tak… Jeśli chcecie posłuchać black metalu w awangardowym wydaniu, ale awangardowym w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu, to sięgajcie po Arrows. To bardzo dobra, z każdym odsłuchem rosnącą płyta, pełna niesamowitego klimatu i momentów nieoczywistych. Mi się bardzo podoba.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz