Profanation
„Ultra-Noise Warfare”
Iron Bonehead Prod. 2026
Kto ma ochotę na solidny death / grindowy wpierdol? O,
widzę pan ma… Pani ma… Lubią państwo takie akty jak Terrorizer, Nausea,
Repulsion, Nunslaughter czy Napalm Death? Lubią… No to proszę rozsiąść się
wygodnie. Albo może raczej założyć mocne buty, bo będziemy ruszać w tan. Przy
muzyce Profanation usiedzieć na dupsku się nie da. Tutaj każdy kawałek kusi, by
komuś w młynie przypierdolić pięścią w ryj. Ta rytmika, skoczność, te
wkręcające się niczym wiertło w czaszkę blasty i piłujące niemiłosiernie
gitary… Czysta dzicz. Owszem, nie da się ukryć, że jest to poniekąd
schematyczne i oparte na sprawdzonych, wymienionych przed chwilą wzorcach,
jednak w tego rodzaju muzyce może chodzić o wiele spraw, ale oryginalność na
pewno nie jest jedną z nich. Bo tak naprawdę można palcem pokazywać, gdzie
idzie motyw pod Terrorizer, a gdzie buja w rytmie Harrisa i Embury’ego.
Wolniejszych partii tu jak na lekarstwo, choć i one się miejscowo przewijają.
Choć chyba tylko po to, by przygotować nas na kolejny, kryjący się tuż za
zakrętem potężny cios. Jest tutaj też kilka odstępstw od szablonu, choćby w
„Realm of the Absolute” albo „Anti”, gdzie na chwilę zajedzie stylistyką warmetalową.
Gdzieś w połowie przemknie też krótki przerywnik w stylu ambientowym, w postaci
„Vermin”. Rdzeń Profanation jest jednak silnie określony. I niejeden z was
roztrzaska sobie o niego czaszkę. Do tego panowie dorzucili też bardzo
intensywne wokalizy, ubrali całość w chamskie, organiczne brzmienie, i
opatrzyli niezbyt wyszukaną okładką. I tyle, bo po co tu pisać elaboraty, skoro
każdy i tak już wszystko wie. Dodam może jedynie, że panowie pochodzą z
Francji, a Ultra-Noise Warfare” to ich pełnometrażowy debiut. Dziękuję za
uwagę.
-
jesusatan


















