Flykt
„Sinister
Strain”
Hammerheart Records 2026
Flykt
pochodzi ze Szwecji, gdzie narodził się w 2016 roku. To solowy projekt gościa
bez nazwiska, ale za to zdjęcie ma rasowe. Już trochę dawno, bo siedem lat temu
facet wydał debiut, a teraz wraca z drugim krążkiem, który ukaże się
dziewiętnastego czerwca. Muzyka jaką na niej znajdziecie to black metal,
którego rdzeń wyrasta z fundamentów drugiej fali gatunku, ale reszta to już
delikatnie inna historia. Nie bójcie się jednak, bo to żaden eksperymentator.
Szwed komponuje diabelszczyznę w nieco inny sposób. Jego utwory skonstruowane
są w oparciu o gęste tekstury, które zestawia on z kontrastowo brzmiącymi,
wysokotonowymi zagrywkami. Są one wplecione w zwarte akordy tak, aby sprawiały
wrażenie wijących się jak węże harmonii, nadając „Sinister Strain” niesamowitej
upiorności. Te wysoce złowieszcze melodie wraz z silnie atakującymi, głównymi
akordami, stanowią o charakterze black metalu Flykt, który odznacza się ponurą
atmosferą, zdecydowaniem, rytualizmem i otwarcie, satanicznym nastawieniem. To burzliwa
i parząca swym ogniem muza, która przez większość swego trwania, atakuje
mocnymi riffami i miażdżącymi, kaskadowymi uderzeniami. Okresowo zwalnia,
rozrzedzając na chwilę swój duszny klimat, wspomnianymi, ceremonialnymi
kołysankami bądź mrocznie, melancholijnymi chwytliwościami. Nie stroni również
od elektroniki, stosując w niektórych kawałkach ambientowe wyciszacze, które co
prawda pozwalają odpocząć zmysłom od intensywności tego materiału, ale z kolei
wciągają do dalece nieprzyjaznego, klaustrofobicznego świata, nie pozostawiając
złudzeń co do intencji ich twórcy. Black metal od Flykt jest odmiany gorącej i
żywiołowej, ponieważ opatrzony jest gęstym brzmieniem i odrealnioną aurą, przez
co może w bardziej nastrojowych chwilach odrobinę przypominać Deathspell Omega,
a w tych wojowniczych Marduk. Niemniej jednak to autorskie ujęcie czarciego
grania, obok którego nie da się przejść obojętnie, a przed rozpoczęciem
słuchania, należy wziąć głęboki oddech, gdyż z każdą chwilą trwania „Sinister
Strain”, ubywa powietrza. Album przejrzyście wyprodukowany, ale obdarzony
naturalną surowością, podkreśloną przez posępne i paraliżujące wokale.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz