wtorek, 16 czerwca 2026

Recenzja Duir „Catarsi”

 

Duir

„Catarsi”

AOP Records 2026

Duir jest włoską kapelą z Verony, która muzykuje od 2013 roku. Cztery lata temu ukazał się ich debiutancki album, a tego lata, ponieważ pod koniec czerwca ukaże się nowa płyta tego zespołu w postaci „Catarsi” właśnie. Zawiera ona sześć utworów black metalu, który swym melodyjnym i momentami dość epickim usposobieniem, przypominać może Saor. Tak też się dzieje zapewne za sprawą użytych przez Duir instrumentów dodatkowych, którymi są dudy, irlandzki flet prosty i lira korbowa. Wprowadzają one do muzyki Włochów znaczny pierwiastek folku więc porównania do wspomnianego, szkockiego projektu tym bardziej są zrozumiałe. Reszta kompozycji to już typowa diabelszczyzna drugiej fali, która płynie w zmiennych tempach, częstując zamieciami śnieżnymi, melancholijnymi zwolnieniami jak i również bujaniem w średnich prędkościach. Trochę bajeczna, od czasu do czasu agresywna, no i wzniosła muza, która niczym szczególnym się nie wyróżnia, bo tego planktonu w tym oceanie jest od chuja. Nastawiona jest za to na atmosferyczność i introspektywne wycieczki, które przeplata z cepelią i zadzierżystymi rytmami. Wygenerowana na chłodnych gitarach i ciepło brzmiącej sekcji rytmicznej, która zagęszcza zwiewnie dryfujące riffy i tremolando, opowiadając historię pewnego żołnierza, stawiającego fizycznie i psychicznie czoła okropieństwom pierwszej wojny światowej. Cóż, najnowszy krążek od Duir, to egzystencjalna i rozpaczliwa podróż przez odmęty człowieczego jestestwa, które wypełnione bólem istnienia, szuka ukojenia i sensu w rozpadającym się świecie. Czy do tego służy black metal? Teraz już coraz częściej tak. To chyba bardziej smutne od poruszanych problemów na tym wydawnictwie, które bez dwóch zdań przypadnie do gustu miłośnikom folkowej i chwytliwej rogacizny.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz