wtorek, 16 czerwca 2026

Recenzja Feralia „Ultima Requies”

 

Feralia

„Ultima Requies”

ATMF 2026

Na koniec czerwca ukaże się już trzeci album Włochów z Feralia. Tym razem będzie to siedem utworów, które są kontynuacją twórczości tego tercetu. To znów sprawnie skomponowana diabelszczyzna, która płynie w zmiennych tempach i korzysta ze wzorców, wypracowanych w latach dziewięćdziesiątych. Panowie szyją gładko, ale z pazurem, dokładając do swego black metalu sporo atmosfery, którą podsycają klawiszami oraz posępnymi i nieco rytualnymi chwytliwościami. Do klasycznych riffów i tremolo panowie dołączają trochę współczesnych zabiegów, które wyraźnie odświeżają spojrzenie na czarcie granie, ale nie rozmywają go w nowoczesne i pięknie uczesane rzępolenie. To niezwykle klimatyczny bleczur, który czaruje swoim ponurym usposobieniem i hipnotyzmem, bo Feralia nie żałuje słuchaczom jednostajnych i zapętlonych akordów. Wprowadzają one w trans na momencie, wciągając do ponurego świata wykreowanego przez tych trzech Włochów, który urozmaicają nastrojowymi przerywnikami, gdzie królują przygnębiające melodie wygrywane na nieprzesterowanych strunach i syntezatorach. W sumie nic nowego ani specjalnie zaprzątającego głowę Feralia nie wysmażyła, ponieważ „Ultima Requies” to kolejna odsłona ich muzykowania. Zagrana z pomysłem i łącząca teraźniejszość tego gatunku z przeszłością, co jak na poprzednim albumie stworzyło hybrydę, na której da się zawiesić ucho. No wiecie. Zimne gitary, wycofana sekcja rytmiczna i zapalczywe wokale. Jeśli dodatkowo układa się to wszystko w zadzierżystości, które także upiorną aurą poczęstować potrafią, to jest całkiem nieźle. Tak też jest w tym przypadku.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz