Feralia
„Ultima
Requies”
ATMF 2026
Na
koniec czerwca ukaże się już trzeci album Włochów z Feralia. Tym razem będzie
to siedem utworów, które są kontynuacją twórczości tego tercetu. To znów
sprawnie skomponowana diabelszczyzna, która płynie w zmiennych tempach i
korzysta ze wzorców, wypracowanych w latach dziewięćdziesiątych. Panowie szyją
gładko, ale z pazurem, dokładając do swego black metalu sporo atmosfery, którą
podsycają klawiszami oraz posępnymi i nieco rytualnymi chwytliwościami. Do
klasycznych riffów i tremolo panowie dołączają trochę współczesnych zabiegów,
które wyraźnie odświeżają spojrzenie na czarcie granie, ale nie rozmywają go w
nowoczesne i pięknie uczesane rzępolenie. To niezwykle klimatyczny bleczur,
który czaruje swoim ponurym usposobieniem i hipnotyzmem, bo Feralia nie żałuje
słuchaczom jednostajnych i zapętlonych akordów. Wprowadzają one w trans na
momencie, wciągając do ponurego świata wykreowanego przez tych trzech Włochów,
który urozmaicają nastrojowymi przerywnikami, gdzie królują przygnębiające
melodie wygrywane na nieprzesterowanych strunach i syntezatorach. W sumie nic
nowego ani specjalnie zaprzątającego głowę Feralia nie wysmażyła, ponieważ
„Ultima Requies” to kolejna odsłona ich muzykowania. Zagrana z pomysłem i
łącząca teraźniejszość tego gatunku z przeszłością, co jak na poprzednim
albumie stworzyło hybrydę, na której da się zawiesić ucho. No wiecie. Zimne
gitary, wycofana sekcja rytmiczna i zapalczywe wokale. Jeśli dodatkowo układa
się to wszystko w zadzierżystości, które także upiorną aurą poczęstować
potrafią, to jest całkiem nieźle. Tak też jest w tym przypadku.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz