W.M.D.
“Against All Warnings”
Independent 2026
W.M.D. to kapelka z Calgary. A Calgary kojarzy mi
się przede wszystkim z igrzyskami zimowymi, które to za młodego oglądałem w
telewizji, bo wtedy o kablówce, i stu sześćdziesięciu kanałach w pakiecie,
nawet nikt nie marzył, więc brało się co jest. Nie było nic innego, to gówniarz
się cieszył, że na łyżwach jeżdżą na wyścigi. Panowie z rzeczonego zespołu tak
mi trochę tamte lata odświeżają, i to na dwójnasób. Bo po pierwsze, grają stary
thrash. Taki rytmiczny, raczej szybszy niż wolny, odrobinę okraszony
crossoverowym feelingiem. Słychać, że oldskul im się w głowach obija. Pewnie
noszą białe adidasy i poszarpane jeansy, czyli legancko! Tworzą kawałki, które
skomplikowane nie są, za to po raz kolejny przypominają, iż już kilka dekad
temu istniały, i tworzyły filary gatunku, kapele pokroju Exodus, S.O.D.,
Nuclear Assault czy Vio-Lence. Bo między innymi od tych mistrzów Kanadole
czerpią na potęgę. Uwielbiam wszystkie te wymienione zespoły, zatem, przynajmniej
teoretycznie, W.M.D. powinno mi wejść niczym nóż w masełko. I wchodzi. Kwestia
na jak długo. Bo nawet jeśli tym nagraniom kompletnie nic nie brakuje (są tu
ostre gitarowe riffy, niezłe, klasyczne wokale, całkiem spoko aranże), to po
trzech rundkach w zasadzie romans się kończy. Czyli, panowie wracają do
Calgary, a ja do mojej poczciwej, starej, tysiąc razy spenetrowanej starej nory
spod znaku „lata osiemdziesiąte”. Bo drugą sprawą medalu jest fakt, że „Against
All Warnings”, mimo iż nie jest to absolutnie zły materiał, stanowi mimo
wszystko pewnego rodzaju substytut, coś, czego można posłuchać, o ile nie ma
się pod ręką niczego lepszego. Owszem, do piwa jak znalazł. Owszem, są tutaj
momenty. Owszem, jest to po staroszkolnemu wyprodukowane. Ale jednak po dłuższej
chwili nieco nużące i pozbawione tego „czegoś”, co mają inni, nawet jeśli „naśladowcy”.
W skali szkolnej jest to płyta na mocną „trójkę”, jednak bez szans na coś
więcej, nawet jeśli rodzic byłby upierdliwy i bombardował oceniającego dziesiątkami
maili z prośbami i groźbami zgłoszenia sprawy do kuratorium włącznie.
Posłuchałem, było fajnie, ale wracać nie zamierzam. Co nie znaczy, że nie
sprawdzę, jak sobie chłopaki poradzą w następnej odsłonie. Na razie –
średniawo.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz