wtorek, 16 czerwca 2026

Recenzja W.M.D. “Against All Warnings”

 

W.M.D.

“Against All Warnings”

Independent 2026

W.M.D. to kapelka z Calgary. A Calgary kojarzy mi się przede wszystkim z igrzyskami zimowymi, które to za młodego oglądałem w telewizji, bo wtedy o kablówce, i stu sześćdziesięciu kanałach w pakiecie, nawet nikt nie marzył, więc brało się co jest. Nie było nic innego, to gówniarz się cieszył, że na łyżwach jeżdżą na wyścigi. Panowie z rzeczonego zespołu tak mi trochę tamte lata odświeżają, i to na dwójnasób. Bo po pierwsze, grają stary thrash. Taki rytmiczny, raczej szybszy niż wolny, odrobinę okraszony crossoverowym feelingiem. Słychać, że oldskul im się w głowach obija. Pewnie noszą białe adidasy i poszarpane jeansy, czyli legancko! Tworzą kawałki, które skomplikowane nie są, za to po raz kolejny przypominają, iż już kilka dekad temu istniały, i tworzyły filary gatunku, kapele pokroju Exodus, S.O.D., Nuclear Assault czy Vio-Lence. Bo między innymi od tych mistrzów Kanadole czerpią na potęgę. Uwielbiam wszystkie te wymienione zespoły, zatem, przynajmniej teoretycznie, W.M.D. powinno mi wejść niczym nóż w masełko. I wchodzi. Kwestia na jak długo. Bo nawet jeśli tym nagraniom kompletnie nic nie brakuje (są tu ostre gitarowe riffy, niezłe, klasyczne wokale, całkiem spoko aranże), to po trzech rundkach w zasadzie romans się kończy. Czyli, panowie wracają do Calgary, a ja do mojej poczciwej, starej, tysiąc razy spenetrowanej starej nory spod znaku „lata osiemdziesiąte”. Bo drugą sprawą medalu jest fakt, że „Against All Warnings”, mimo iż nie jest to absolutnie zły materiał, stanowi mimo wszystko pewnego rodzaju substytut, coś, czego można posłuchać, o ile nie ma się pod ręką niczego lepszego. Owszem, do piwa jak znalazł. Owszem, są tutaj momenty. Owszem, jest to po staroszkolnemu wyprodukowane. Ale jednak po dłuższej chwili nieco nużące i pozbawione tego „czegoś”, co mają inni, nawet jeśli „naśladowcy”. W skali szkolnej jest to płyta na mocną „trójkę”, jednak bez szans na coś więcej, nawet jeśli rodzic byłby upierdliwy i bombardował oceniającego dziesiątkami maili z prośbami i groźbami zgłoszenia sprawy do kuratorium włącznie. Posłuchałem, było fajnie, ale wracać nie zamierzam. Co nie znaczy, że nie sprawdzę, jak sobie chłopaki poradzą w następnej odsłonie. Na razie – średniawo.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz