niedziela, 14 czerwca 2026

Recenzja Grimveil „Beneath the Veil of Silent Woods”

 

Grimveil

„Beneath the Veil of Silent Woods”

Purity Through Fire 2026

To nowy projekt, który założyli dwaj śmiałkowie, a mianowicie znany z chociażby Order of Nosferat, niejaki Revenant oraz odpowiedzialny za Tårfödd, Simon Lindgren. Panowie zwarli szyki i uknuli pod szyldem Grimveil, debiutancki materiał, w którym koncentrują się na oddaniu klimatu lasu w nocy i jego ekosystemu. Znając ich twórczość i tematykę „Beneath the Veil of Silent Woods”, spodziewać się mogłem jedynie atmosferycznego black metalu. I się nie pomyliłem, bo ten krążek jest czystą, atmo-diabelszczyzną. Osiem, niekrótkich numerów, które lecą w średnim i wolnym tempie, snując leśno-nocne opowieści i racząc przy tym klimatycznymi melodiami. Do tego dołożono oczywiście sporo klawiszy, wieczornych odgłosów, cykania świerszczy, sowich pohukiwań i wstępów bądź przerywników na gitarze akustycznej. Reszta to już zwyczajowe granie, czyli klasyczne kostkowanie i tremolando w towarzystwie lekko wycofanej sekcji rytmicznej, siarczystych wokaliz oraz wspomnianych syntezatorów. To sprawnie i z pomysłem skonstruowany bleczur, który rzeczywiście zabiera słuchacza między nocne knieje, gdzie króluje mrok i niepewność. Oprócz nich, to również spore pokłady melancholii i tęsknoty za czasami przeszłymi, ale obok bujanek Grimveil potrafi także przysolić i posypać szronem, czego za wyraz można uznać drugi wałek „Into the Depths of Shrouded Pines” i szósty utwór „Where Beauty Breathes in Silence”, w których Szwed wraz z Niemcem wyraźnie przyspieszają, wykazując się agresją. Jednakże większość tej płyty to spokojniejsze, atmosferyczne granie, które wchodzi gładko i dobrze kołysze. Można lubić takie ujęcie lub nie, ale trzeba przyznać, że aranżacje są skomponowane solidnie i tematykę oddają w pełni. Efekt osiągnięty. Dla gustujących w „baśniowym” black metalu jak znalazł.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz