środa, 17 czerwca 2026

Recenzja Phantom „Not Midnight Yet”

 

Phantom

„Not Midnight Yet”

High Roller Records 2026

Minął rok i już są znowu Meksykanie z Phantom. Ich trzecia płyta ukaże się z końcem czerwca, a więc już niedługo miłośnicy szybkiego thrash metalu, będą mogli cieszyć się nowymi kompozycjami w wykonaniu tego kwartetu. To muzyka, zresztą jak na poprzednim krążku, skierowana do fanów lat osiemdziesiątych i biczowania w ówczesnym stylu. Szybkie i cięte riffy, strzeliste solówki, dobrze nadążająca za nimi i zagęszczająca akordy sekcja rytmiczna oraz zajadłe, potraktowane pogłosem wokalizy, które nie boją się wejść na wyższe rejestry. Częste zmiany akcji, tempa, sporo tłumionego bicia w struny i ekspresowej napierdalanki. Złowrogie chlastanie po gryfie i łatwo wpadające w ucho melodie, które nawiązują trochę do heavy metalowych manier. Nic nowego, ale delikatnie odświeżonego, co skutkuje energetyczną muzyką, która miło chłoszcze i diabolicznym klimatem zasnuć umie. Phantom umiejętnie czerpie z gatunkowych i historycznych dobrodziejstw, sprawnie mieszając zwyczajowe dla tego ujęcia faktury, które owocują zapierdalającą gładko i z polotem metalurgią. Jednakże poza dobrą i technicznie poprawną młócką nic nowego odkryć na „Not Midnight Yet” nie zdołałem. Oprócz rzęsistego łojenia skóry, które co prawda potrafi być bolesne, to jednak sporo tu utartych schematów. Potrafi to znudzić bez dwóch zdań, zwłaszcza że ten album trwa prawie godzinę, lecz trafi w gusta tych, co lubują się w takim graniu i zawsze im go mało. Ja widzę Meksykanów raczej na scenie niż w odtwarzaczu, bo taki speed-thrash doskonale przecież się sprawdza nażywo.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz