Phantom
„Not
Midnight Yet”
High Roller Records 2026
Minął
rok i już są znowu Meksykanie z Phantom. Ich trzecia płyta ukaże się z końcem
czerwca, a więc już niedługo miłośnicy szybkiego thrash metalu, będą mogli
cieszyć się nowymi kompozycjami w wykonaniu tego kwartetu. To muzyka, zresztą
jak na poprzednim krążku, skierowana do fanów lat osiemdziesiątych i biczowania
w ówczesnym stylu. Szybkie i cięte riffy, strzeliste solówki, dobrze nadążająca
za nimi i zagęszczająca akordy sekcja rytmiczna oraz zajadłe, potraktowane
pogłosem wokalizy, które nie boją się wejść na wyższe rejestry. Częste zmiany
akcji, tempa, sporo tłumionego bicia w struny i ekspresowej napierdalanki.
Złowrogie chlastanie po gryfie i łatwo wpadające w ucho melodie, które
nawiązują trochę do heavy metalowych manier. Nic nowego, ale delikatnie odświeżonego,
co skutkuje energetyczną muzyką, która miło chłoszcze i diabolicznym klimatem
zasnuć umie. Phantom umiejętnie czerpie z gatunkowych i historycznych
dobrodziejstw, sprawnie mieszając zwyczajowe dla tego ujęcia faktury, które
owocują zapierdalającą gładko i z polotem metalurgią. Jednakże poza dobrą i
technicznie poprawną młócką nic nowego odkryć na „Not Midnight Yet” nie
zdołałem. Oprócz rzęsistego łojenia skóry, które co prawda potrafi być bolesne,
to jednak sporo tu utartych schematów. Potrafi to znudzić bez dwóch zdań,
zwłaszcza że ten album trwa prawie godzinę, lecz trafi w gusta tych, co lubują
się w takim graniu i zawsze im go mało. Ja widzę Meksykanów raczej na scenie
niż w odtwarzaczu, bo taki speed-thrash doskonale przecież się sprawdza nażywo.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz