Zørza
“Twilight of the Golden
Star”
Godz ov War 2026
Dokładnie dwa lata temu ukazał się debiutancki album Zørzy „Hellven”, który to na łamach Apocalyptic Rites bardzo chwaliłem, mając
jednocześnie nadzieję, że zespół będzie rozwijał swoją formułę i parł do
przodu. Wielkopolski duet wraca właśnie z krążkiem numer dwa, a moje nadzieje
spełniły się… połowicznie. Czyżbym zatem był nowymi piosenkami rozczarowany?
Absolutnie nie! Już tłumaczę. Formuła. Ona w zasadzie nie zmieniła się
praktycznie w ogóle. Zørza nadal czerpią pełnymi garściami z klasyków
drugofalowego black metalu, budując swoje numery na wpadającej w ucho,
jednocześnie jadowitej, melodii. Nie jest to jednak jedynie nordyckie tremolo,
ale także bardziej klasyczne kostkowanie. Poza tym mamy tu cały przekrój tempa,
od galopu, przez fragmenty nastawione mocniej na wspomniane harmonie, po
elementy bardziej nastrojowe. Zresztą wystarczy że posłuchacie sobie dziesięciominutowego
utworu tytułowego otwierającego płytę, a już znajdziecie wszystko o czym
wspomniałem. I jest to pierwszy, wyraźny sygnał, że panowie są w formie, a
przede wszystkim mają najwyraźniej dar… No właśnie, dar do tworzenia niezwykle
chwytliwych kompozycji, oraz aranżowania ich tak, że nie nudzą, a
niejednokrotnie czymś zaskakują. A jeżeli dobrze się w obecnej formule czują,
to tak naprawdę po cholerę ją rozszerzać? Tym bardziej, że mimo iż wspomniałem
o inspiracjach płynących z okresu lat dziewięćdziesiątych, Zørza potrafili na
tych starych fundamentach wykształcić swój własny styl, nie wzorowany na jakimś
konkretnym pierwowzorze. Oczywiście, w niektórych miejscach porównań uniknąć
się nie da. I jako przykład podam totalny killer, numer, który dosłownie wyrywa
z kapci, czyli wieńczący płytę „The Devil Wears Well”. Ludzie! Jakie to jest
nośne, jak to się samo śpiewa, jaki tu jest riff, to normalnie szczęka opada do
samej gleby, a głowa sama rwie się do headbangingu. Sam numer jest kapkę
bardziej klasyczny, z nawiązaniem do thrashowej techniki, i… mocno czuć tutaj
późniejszy Satyricon (taki powiedzmy, że z okresu „Now, Diabolical”). Tylko że
moim zdaniem, przy wspomnianym kawałku Satyr z kolegami mogą się schować, albo co
najwyżej poprosić o lekcję. Wspominając o umiejętnościach twórczych, przyznać
też muszę, że wszelkie dodatki typu śpiewane wokale, czy partie klawiszy, są na
tym albumie wyważone z zegarmistrzowską dokładnością, by faktycznie stanowiły
drobny, acz istotny, wnoszący coś do całości element, a nie upchnięty na siłę,
albo dla zasady, fragment. Podobnie
rzecz się ma z solówkami, nieco podniosłymi, nadającymi utworom swoistego
majestatu. „Twilight of the Golden Star” to materiał z najwyższej półki, black
metal którego chce się słuchać, który nie pozwala się od siebie oderwać, i z
każdym okrążeniem wbija się coraz głębiej w pamięć. Bardzo, bardzo dobry album.
-
jesusatan
https://godzovwarproductions.bandcamp.com/album/twilight-of-the-golden-star

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz