Voidthrone
„Dreaming
Rat”
Self-Release 2026
Voidthrone
to kapela, która pochodzi z kolebki grunge’u. Powstała tam w 2016 roku i od
tamtej pory na swoim koncie uzbierała razem z najnowszym „Dreaming Rat” cztery
albumy. Słuchając tego materiału człowiek nabiera pewności, iż jednak jest coś
w trudnym klimacie Seattle, że ludziom z tego miasta w głowach się kiełbasi.
Miesza się też u członków Voidthrone, bo dysonansowy, poczerniony death metal w
ich wykonaniu, to totalna plątanina dźwięków. Każdy z dziewięciu tu
zamieszczonych kawałków, to gmatwanina atonalnych zagrywek, zimnych i
powykręcanych przez artretyzm tremolo, spazmatycznie wijących się akordów,
dzikich blastów i schizoidalnych solówek. Do tego dołożyć trzeba różnej maści
wokalizy, połamane partie basu i perkusji, które podkreślają szaleństwo czające
się w czaszkach tego kwartetu. Panowie grają ciężką i gęstą muzę, w której
pełno jest eksperymentalnych rozwiązań, tworzących nowatorsko zbudowane
aranżacje. To skrajnie modernistyczne podejście do komponowania, które skutkuje
muzyką nieprzewidywalną, wręcz improwizacyjną. To chaotyczny metalowy jazz,
który wykorzystując formy właściwe dla grindu, death i black metalu oraz
awangardowych udziwnień tych gatunków, kreuje dysonansowe szaleństwo.
Szaleństwo, które opowiada o zagładzie ludzkości i gdyby wyglądało ona tak jak
brzmi ten materiał, to lepiej tej chwili nie dożyć. Wszystko się tu nieustannie
blenduje, stale zmieniając tempo i kierunki uderzeń, które walą centralnie lub
rykoszetem, aby słuchaczem szarpać, rzucać i deptać. Zasypywać wirtuozerskimi riffami,
gorącymi podmuchami i wciągać do niezrozumiałej rzeczywistości, doprowadzając
do utraty zmysłów. Przy pierwszym spotkaniu z „Dreaming Rat” można odnieść
wrażenie, że to zupełnie nieuporządkowana kakofonia, której zadaniem jest nieść
jedynie wariacki zgiełk, lecz po kolejnych odsłuchach z tego chaosu wyłania się
określony ład, a początkowo na siłę pozlepiane akordy, zaczynają płynnie
przechodzić z jednych w drugie, co zapewne pozwala twardzielom lub miłośnikom
takiej napierdalanki w pełni cieszyć się tym krążkiem. Ja za grochem z kapustą
nie przepadam, ale smakoszom jak najbardziej polecam.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz