wtorek, 2 czerwca 2026

Recenzja Voidthrone „Dreaming Rat”

 

Voidthrone

„Dreaming Rat”

Self-Release 2026

Voidthrone to kapela, która pochodzi z kolebki grunge’u. Powstała tam w 2016 roku i od tamtej pory na swoim koncie uzbierała razem z najnowszym „Dreaming Rat” cztery albumy. Słuchając tego materiału człowiek nabiera pewności, iż jednak jest coś w trudnym klimacie Seattle, że ludziom z tego miasta w głowach się kiełbasi. Miesza się też u członków Voidthrone, bo dysonansowy, poczerniony death metal w ich wykonaniu, to totalna plątanina dźwięków. Każdy z dziewięciu tu zamieszczonych kawałków, to gmatwanina atonalnych zagrywek, zimnych i powykręcanych przez artretyzm tremolo, spazmatycznie wijących się akordów, dzikich blastów i schizoidalnych solówek. Do tego dołożyć trzeba różnej maści wokalizy, połamane partie basu i perkusji, które podkreślają szaleństwo czające się w czaszkach tego kwartetu. Panowie grają ciężką i gęstą muzę, w której pełno jest eksperymentalnych rozwiązań, tworzących nowatorsko zbudowane aranżacje. To skrajnie modernistyczne podejście do komponowania, które skutkuje muzyką nieprzewidywalną, wręcz improwizacyjną. To chaotyczny metalowy jazz, który wykorzystując formy właściwe dla grindu, death i black metalu oraz awangardowych udziwnień tych gatunków, kreuje dysonansowe szaleństwo. Szaleństwo, które opowiada o zagładzie ludzkości i gdyby wyglądało ona tak jak brzmi ten materiał, to lepiej tej chwili nie dożyć. Wszystko się tu nieustannie blenduje, stale zmieniając tempo i kierunki uderzeń, które walą centralnie lub rykoszetem, aby słuchaczem szarpać, rzucać i deptać. Zasypywać wirtuozerskimi riffami, gorącymi podmuchami i wciągać do niezrozumiałej rzeczywistości, doprowadzając do utraty zmysłów. Przy pierwszym spotkaniu z „Dreaming Rat” można odnieść wrażenie, że to zupełnie nieuporządkowana kakofonia, której zadaniem jest nieść jedynie wariacki zgiełk, lecz po kolejnych odsłuchach z tego chaosu wyłania się określony ład, a początkowo na siłę pozlepiane akordy, zaczynają płynnie przechodzić z jednych w drugie, co zapewne pozwala twardzielom lub miłośnikom takiej napierdalanki w pełni cieszyć się tym krążkiem. Ja za grochem z kapustą nie przepadam, ale smakoszom jak najbardziej polecam.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz