wtorek, 9 czerwca 2026

Recenzja Morgal „The Seventh Circle”

 

Morgal

„The Seventh Circle”

Werewolf Records 2026

Morgal już sobie muzykuje parę lat na tym świecie, bo od 2014 roku. Na koncie uzbierali trzy demosy, pojawili się na jednym splicie i mają też epkę. Posiadają również pełnometrażowy debiut, a pod koniec czerwca będzie dostępna ich druga płyta w postaci „The Seventh Circle” właśnie. Finowie grają black metal, ale tak naprawdę to go oni napierdalają. Zasuwają ostro przed siebie, serwując piekielne biczowanie, za pomocą thrashujących riffów, akordów i solówek pachnących heavy metalem no i tremolando, która to forma jako jedyna wiąże muzę Morgal z drugą falą tego gatunku. W większości to mocno nawiązujący do lat osiemdziesiątych bleczur, który kostkowaniem i agogiką przypomina, śmierdzący siarką speed metal, który klasyczną wirtuozerią i harmoniami częstuje obficie. Za zapierdalającymi jak pershing riffami mknie, łomocząca perkusja, zdyszany bas i wokalista, który zdziera gardło do krwi. Szybka i piekielna jazda trwa przez całe trzydzieści trzy minuty i tylko momentami zwalnia, ale są to krótkie chwile. Pełno tu bolesnego smagania, świdrujących, wysokotonowych zagrywek, wariackich chwytliwości i ekspresowego poruszania się po gryfie, który niejeden zjazd zalicza. To diabelska młócka i szaleńcze solówki, które żniwo zbierają okrutne. Finowie się nie patyczkują ani nie opierdalają w tańcu, grzejąc, ile fabryka dała i rozpalając ognie piekielne. Lata osiemdziesiąte pełną gębą z małą domieszką lat dziewięćdziesiątych, która kojarzy black metal od tego kwartetu ze współczesnością. Słuchają „The Seventh Circle” wyraźnie zalatuje mi kapitanami i świeżym, niepasteryzowanym kujawiakiem, a w szafie kurczę, kurzy się dżinsówka tylko białych butów za kostkę brak. Polecam, ostra, szatańska jazda na pohybel „czarnym i czerwonym” hehe.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz