Morgal
„The
Seventh Circle”
Werewolf Records 2026
Morgal
już sobie muzykuje parę lat na tym świecie, bo od 2014 roku. Na koncie
uzbierali trzy demosy, pojawili się na jednym splicie i mają też epkę.
Posiadają również pełnometrażowy debiut, a pod koniec czerwca będzie dostępna
ich druga płyta w postaci „The Seventh Circle” właśnie. Finowie grają black
metal, ale tak naprawdę to go oni napierdalają. Zasuwają ostro przed siebie,
serwując piekielne biczowanie, za pomocą thrashujących riffów, akordów i
solówek pachnących heavy metalem no i tremolando, która to forma jako jedyna
wiąże muzę Morgal z drugą falą tego gatunku. W większości to mocno nawiązujący
do lat osiemdziesiątych bleczur, który kostkowaniem i agogiką przypomina,
śmierdzący siarką speed metal, który klasyczną wirtuozerią i harmoniami
częstuje obficie. Za zapierdalającymi jak pershing riffami mknie, łomocząca
perkusja, zdyszany bas i wokalista, który zdziera gardło do krwi. Szybka i
piekielna jazda trwa przez całe trzydzieści trzy minuty i tylko momentami
zwalnia, ale są to krótkie chwile. Pełno tu bolesnego smagania, świdrujących,
wysokotonowych zagrywek, wariackich chwytliwości i ekspresowego poruszania się
po gryfie, który niejeden zjazd zalicza. To diabelska młócka i szaleńcze
solówki, które żniwo zbierają okrutne. Finowie się nie patyczkują ani nie
opierdalają w tańcu, grzejąc, ile fabryka dała i rozpalając ognie piekielne.
Lata osiemdziesiąte pełną gębą z małą domieszką lat dziewięćdziesiątych, która kojarzy
black metal od tego kwartetu ze współczesnością. Słuchają „The Seventh Circle”
wyraźnie zalatuje mi kapitanami i świeżym, niepasteryzowanym kujawiakiem, a w
szafie kurczę, kurzy się dżinsówka tylko białych butów za kostkę brak. Polecam,
ostra, szatańska jazda na pohybel „czarnym i czerwonym” hehe.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz