czwartek, 11 czerwca 2026

Recenzja Nightly Gale „Nocturnal Origins: 30th Anniversary”

 

Nightly Gale

„Nocturnal Origins: 30th Anniversary”

Black Flame Rebellion 2026

Wznowienia, wznowienia… Prace archeologiczne w pełni. Chwilę temu Black Flame Rebellion wydali debiutancki album Ysigim w formacie winylowym, a dziś częstują nas kolejnym wspominkowym wydawnictwem. Jest nim aż trzypłytowa kompilacja wczesnych nagrań Nightly Gale, w postaci demówek „Dream of Dark Hour”, „The Bleeding Art” oraz „Erotica”. Dodatkowo znajdziemy tu także sześć kompozycji nagranych ponownie przez zespół w oryginalnym składzie. Razem tworzy to ponad trzy godziny muzyki. W zasadzie są to jedyne materiały Nightly Gale, z którymi w dawnych czasach było mi po drodze, bo debiutancki krążek stanowił dla mnie pewne rozczarowanie, i w późniejszym okresie jakoś z dokonaniami zespołu się mijałem. Co znajdziemy na tych nagraniach? Otóż granie głównie dla smutasów, ale i poniekąd dla samobójców. Stary, klasyczny, odrobinę eksperymentalny (choć głównie z perspektywy okresu w którym demówki te były rejestrowane) death / doom metal. Materiał bardzo klimatyczny, choć nie pozbawiony ciężaru. W latach dziewięćdziesiątych, kiedy to zespoły pokroju My Dying Bride czy Anathema odkrywały nowe ścieżki melancholijnego gniecenia, także w naszym kraju naśladowców nie brakowało. Ciężko co prawda nazwać Nightly Gale imitatorami, bowiem w ich twórczości, poza wspomnianą falą brytyjską, pojawiają się też chwilami nieco cięższe, fińskie odcienie, i tu można rzucić takimi nazwami jak Dolorian, czy nawet Unholy. Słuchając tych dokonań po latach mam jednak mieszane uczucia. Może zacznę od pozytywów. Zabrzanie na pewno mieli swoją wizję. Potrafili w dość oryginalny sposób łączyć elementy ciężaru z klimatem jesiennym. Nie brak u nich zatem ciężkich riffów, jak i fragmentów akustycznych, instrumentalnych, budujących aurę przygnębienia. Sporo tu klawiszy, jednak nie jakoś nadmiernie nachalnych, raczej, jak na gatunek muzyczny, dobrze wyważonych, budujących odpowiednią atmosferę. Sposób aranżowania poszczególnych kompozycji na pewno nie odbywał się od szablonu, bo naprawdę wiele się w tych piosenkach zmienia, uzupełnia, przeplata. Z drugiej strony, trzydzieści lat „po fakcie”, granie to nieco jednak trąci myszką, i w dzisiejszych czasach niczym szczególnym nie zaskakuje. Drugą sprawą są wokale. O ile jeszcze za młodu byłem w stanie znieść to smutne „jęczenie”, tak teraz dość mocno mnie ono męczy. Do tego stopnia, że takiego „The Angel and the Dark River”, kiedyś przeze mnie uwielbianego, jakiś czas temu nie dosłuchałem do końca. W Nightly Gale czysty śpiew pojawia się dość często, chyba w największym stopniu na „The Bleeding Art”, i biorąc pod uwagę, iż nie zawsze jest on do końca czysty, znacznie wpływa na odbiór owej „podróży w przeszłość”. Zdecydowanie lepiej wypadają tu wokale „mówione” czy te bardziej agresywne, growlowane. Jeżeli ktoś jest fanem tego odłamu staroszkolnego death / doom, a Nightly Gale nie zna, to sprawdzić „Nocturnal Origins…” powinien, bo zapewne będzie zdecydowanie ukontentowany. Sprawę utworów dodatkowych zostawiłem sobie na koniec, i streszczę je krótko. Nigdy nie widziałem, i nadal nie widzę sensu w tego typu zabiegach. Nie mam pojęcia co mają na celu, i komu do szczęścia są potrzebne. Podsumowując. Na pewno ta kompilacja to pewnego rodzaju wartościowa lekcja historii, a dla wielu zapewne jedyna szansa posiadania tych nagrań na fizycznym nośniku. Nie będę zatem ani zachęcał ani odwodził od zakupu. Każdy doskonale będzie wiedział co z tym fantem zrobić.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz