wtorek, 2 czerwca 2026

Recenzja Acolythus “Unearthly Kingdoms Neath Lifeless Stars”

 

Acolythus

“Unearthly Kingdoms Neath Lifeless Stars”

Inverse Rec. 2026

Acolythus to bardzo świeży wykwit na scenie blackmetalowej, aczkolwiek muzycy ten projekt tworzący bynajmniej żadnymi młodzianami, czy nowicjuszami nie są. Relatywne to, czy raczej mniej, wspomnieć jednak można, że w składzie znajdziemy persony uprzednio udzielające się w takich markach jak Convulse czy Sargassus. Pod nową nazwą wzięło ich na bardzo tradycyjny, drugofalowy black metal. Choć z tym „tradycyjny” to też nie na sto procent, bowiem kilka odstępstw od reguły się tutaj trafia. Choćby pod postacią pojawiających się miejscowo dysonansów, których przecież w latach dziewięćdziesiątych raczej się nie spotykało. Kręgosłup tego krążka stanowi jednak klasyczny czarci metal z północy. Gitarowe tremolo, podszyte płynącą swobodnie, jednocześnie bardzo jadowitą, melodią, stanowią tutaj składnik główny. Od razu zaznaczę, że nie są to śpiewne tony rodem z krainy tysiąca jezior, bo bliżej tym harmoniom do norweskich fiordów (pod tytułem wczesny Satyricon czy Enslaved), a chwilami także do naszej rodzimej Mgły. Nie znaczy to, iż fiński rodowód tych nagrań w ogóle nie ma na tych nagraniach racji bytu, bo są momenty, w których przebrzmiewa choćby Behexen czy Horna. Generalnie panowie trzymają niezłe tempo i zwalniają relatywnie rzadko, dzięki czemu płyta ta jawi się bardzo zadziorną. We fragmentach wolniejszych bardziej chwytliwą, jednak nie mniej chłodną i, powtórzę to po raz kolejny, tradycyjną. Równie klasyczne co sama muzyka są na tych nagraniach wokale. To standardowy, szorstki wrzask, bez zbędnych eksperymentów czy perwersyjnych udziwnień. Można powiedzieć, że „Unearthly Kingdoms Neath Lifeless Stars” niczego nowego do kanonu gatunku nie wnosi, i nie będzie to żaden zarzut. Bo nie wnosi. Jest za to bardzo solidną cegiełką w ogóle sceny blackmetalowej o melodyjnym zabarwieniu. Jeśli szukacie eksperymentów, czy produkcji awangardowych, nie macie tu czego szukać. Mając jednak w sercu black metal „taki jak dawniej”, warto dać Finom szansę. Może nie jest to płyta wyjątkowa, ale na kilka odsłuchów bez ziewania jak znalazł.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz