niedziela, 14 czerwca 2026

Recenzja Diabolic Oath „Unholy Barbaric Hymns”

 

Diabolic Oath

„Unholy Barbaric Hymns”

Sentient Ruin Laboratories 2026

Po dwóch latach przerwy wrócili bluźniercy z Diabolic Oath. Tym razem przynieśli epkę, a na niej cztery utwory gęstego i rytualnego black-death metalu. Na „Unholy Barbaric Hymns” jest naprawdę „Barbaric”, bo to prosta i ohydna łupanka w dość wolnych tempach, które niekiedy przyspieszają delikatnie, zamieniając pochód siermiężnych riffów w połamane i na oślep bijące akordy w towarzystwie chorobliwych i pociętych tremolo. Na „Unholy Barbaric Hymns” jest również iście „unholy”, ponieważ aranżacje Amerykanów są wyrazem uwielbienia wszelkiej nieświętości więc w tych czterech kawałkach nie może być mowy o jakichkolwiek cechach boskich czy moralnej czystości. To mroczne i wypełnione czarną magią dźwięki, które są zardzewiałym sztyletem w oko Boga. Te cztery utwory są w istocie „hymns”, gdyż to autentyczne modły w formie black-death metalowego misterium, które skonstruowane są w oparciu o nieskomplikowane kostkowanie, muśnięte obrazoburczymi melodiami i schizoidalnymi zagrywkami. Gitary zostały obdarzone brudnym i ciężkim brzmieniem, które podbite zostało zdrowo łupiącą sekcją rytmiczną i ordynarnymi wokalami, co wykreowało podziemną i duszną muzykę. Nie kłania się ona współczesnym gustom, przytłaczając swoim odstręczającym usposobieniem do granic możliwości, a i w nowomodne rozwiązania Diabolic Oath nie zwykli się bawić, racząc już ładnych parę lat swym ohydnym i na wskroś satanicznym graniem. Ich metal, to upiorna i złowroga muzyka, o gruzowatym i rytualnym charakterze. Bardzo dobra epka.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz