środa, 24 czerwca 2026

Recenzja Arckanum „Motestandarin”

 

Arckanum

„Motestandarin”

Darkness Shall Rise 2026

Arckanum to jedna z najstarszych kapel na szwedzkiej, black metalowej scenie drugiej fali gatunku, bo istnieje od 1992 roku. Od tamtej pory ten jednoosobowy projekt uzbierał na swoim koncie dziewięć albumów i sporo epek. „Motestandarin” jest ósmą z kolei i zapowiada, nadchodzący, dziesiąty krążek w dyskografii tego bandu. Twórca ideologicznie porusza się w temacie Thursów, czyli pierwotnych olbrzymów z mitologii nordyckiej, ale termin ten odnosi się również do Thursatru, będącą uwspółcześnioną Ścieżką Lewej Ręki. Ma ona związek z praktykami okultystycznymi, zmiennokształtnością, wiarą w chaos i kultem sił ze staronordyjskiej mitologii, która stoi w opozycji do tradycyjnego panteonu Asów i Wanów. Materię zainteresowań, odpowiedzialnego za Arckanum Szweda, którym jest Johan S. Lahger, wyraźnie słychać w tutejszych dwóch utworach, ponieważ to bardzo poważnie potraktowana diabelszczyzna, z której zionie skandynawskim mistycyzmem. To zdecydowane riffy i tremolo, które wraz z sekcją rytmiczną oraz złowrogimi wokalami, generują posępny i nieco rytualny black metal. Pomimo chłodnych gitar z tej muzyki tchnie żarliwością, od której płomieni drży ziemia. To hipnotyczne aranżacje, które niekiedy przechodzą w atmosferyczne i okultystyczne rejony. W ten sposób, ukrywający się tutaj za pseudonimem Shamaatae, Johan, podkreśla znaczenie i majestatyczność tworzonych przez siebie dźwięków, co fantastycznie mu się udaje, gdyż słuchając „Motestandarin” nietrudno o ciarki na plecach. Te dwa kawałki, które pochłaniają bez reszty, powodują, że warto czekać na kolejną płytę, bo jeśli na niej poziom tej epki zostanie podtrzymany, będzie to bardzo dobry album.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz