Vorax
„Volcano
Shock”
Independent 2026
Vorax
jest szwajcarską kapelą, która składa się z członków takich zespołów jak
Messiah, Death Kommander i Omophagia. Cztery lata temu wydali epkę „Jurassic
Dawn”, a teraz wracają z debiutanckim pełniakiem „Volcano Shock”. Panowie chyba
lubią dinozaurowe klimaty, bo na okładkach obydwóch materiałów widnieją właśnie
te gady, a muzycy do zdjęć pozują w koszulkach z logiem filmu „Jurassic Park”.
Ciężar tych wymarłych stworzeń doskonale przekłada się na death metal, który
gra Vorax. To tradycyjne ujęcie tego gatunku z przełomu lat osiemdziesiątych i
dziewięćdziesiątych, odznaczające się gęstością i soczystością brzmienia. Osiem
tutejszych kawałków, to zwarte struktury, które poruszają się głównie w średnim
tempie, miażdżąc okrutnie, a gdy zdecydują się przyspieszyć, to tratują
wszystko niczym stado bizonów. Całość tego albumu jest klasyczna w każdym
aspekcie, począwszy od tęgiego brzmienia każdej sekcji, poprzez zwyczajowe,
brutalne oraz masywne riffy i na prawie nieskażonej elektroniką produkcji
kończąc. Kwintet ten miksował i masterował swoje kompozycje w dużej mierze na
analogowym sprzęcie, który pamięta czasy ostatniego dwudziestolecia
poprzedniego wieku więc to do bólu oldschoolowy krążek. Sękate akordy
wygenerowane na brzęczących jak rój szerszeni gitarach, podbitych przez
dudniącą perkusję i muskularny bas. Instrumentarium wygrywa mielące i dobrze
bujające riffy, do których Vorax dokłada trochę apokaliptycznych melodii,
klimatycznych zagrywek i posępnych solówek. Czuć ciężkość, bo utwory wbijają w
fotel bez trudu, a sącząca się z nich atmosfera śmierci jest wręcz namacalna.
Strach pomyśleć jakby brzmiał „Volcano Shock”, gdyby wokalista dysponowałby
głębszym growlem. Death metal skomponowany i zagrany zgodnie z prawami sztuki.
Gatunkowi puryści nie będą zawiedzeni.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz