sobota, 20 czerwca 2026

Recenzja Vorax „Volcano Shock”

 

Vorax

„Volcano Shock”

Independent 2026

Vorax jest szwajcarską kapelą, która składa się z członków takich zespołów jak Messiah, Death Kommander i Omophagia. Cztery lata temu wydali epkę „Jurassic Dawn”, a teraz wracają z debiutanckim pełniakiem „Volcano Shock”. Panowie chyba lubią dinozaurowe klimaty, bo na okładkach obydwóch materiałów widnieją właśnie te gady, a muzycy do zdjęć pozują w koszulkach z logiem filmu „Jurassic Park”. Ciężar tych wymarłych stworzeń doskonale przekłada się na death metal, który gra Vorax. To tradycyjne ujęcie tego gatunku z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, odznaczające się gęstością i soczystością brzmienia. Osiem tutejszych kawałków, to zwarte struktury, które poruszają się głównie w średnim tempie, miażdżąc okrutnie, a gdy zdecydują się przyspieszyć, to tratują wszystko niczym stado bizonów. Całość tego albumu jest klasyczna w każdym aspekcie, począwszy od tęgiego brzmienia każdej sekcji, poprzez zwyczajowe, brutalne oraz masywne riffy i na prawie nieskażonej elektroniką produkcji kończąc. Kwintet ten miksował i masterował swoje kompozycje w dużej mierze na analogowym sprzęcie, który pamięta czasy ostatniego dwudziestolecia poprzedniego wieku więc to do bólu oldschoolowy krążek. Sękate akordy wygenerowane na brzęczących jak rój szerszeni gitarach, podbitych przez dudniącą perkusję i muskularny bas. Instrumentarium wygrywa mielące i dobrze bujające riffy, do których Vorax dokłada trochę apokaliptycznych melodii, klimatycznych zagrywek i posępnych solówek. Czuć ciężkość, bo utwory wbijają w fotel bez trudu, a sącząca się z nich atmosfera śmierci jest wręcz namacalna. Strach pomyśleć jakby brzmiał „Volcano Shock”, gdyby wokalista dysponowałby głębszym growlem. Death metal skomponowany i zagrany zgodnie z prawami sztuki. Gatunkowi puryści nie będą zawiedzeni.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz