Seven Chains
„Swollen, In Flux”
I, Voidhanger Rec. 2026
“Oh, Mr. Belpit,
your legs are so swollen!” Znacie Monty Pythona? Kojarzycie tą
scenę? Jakoś mi się tak po trzech piwach automatycznie przypomniała, kiedy
spojrzałem na tytuł nowego, trzeciego już w dorobku, albumy Seven Chains. Czy
ma to coś wspólnego z samą muzyką tego amerykańskiego duetu? Kompletnie nic.
Ale chciałem na wstępie coś zagadać, żeby zwrócić waszą uwagę. No to teraz już
na poważnie. Wcześniejszych dokonań zespołu nie znam. Skupię się zatem tylko i
wyłącznie na owych „opuchniętych nogach”. Początek płyty to religijne intro. A
w dalszej części otrzymujemy coś, co można bez przesady nazwać wariacją na
temat Portal. I to bardzo zbliżoną do oryginału, zwłaszcza pod względem
struktury kompozycji, sposobu riffowania, czy nawet wokalnych ekspresji. Jeśli
łatwiej wam przyjąć to pod pojęciem „Portal wanna be”, to bardzo proszę, bo o
wiele się nie pomylicie. Przede wszystkim rządzą tutaj charakterystyczne dla
Australijczyków tremolo, pokręcone, wijące się niczym węże w gnieździe,
hipnotyzujące i wgryzające się w głowę. Harmonie grane na zapętleniu, schodzące
jedynie swoją tonacją w dół, lub podążające w górę, to coś, co na „Swollen, In
Flux” jest wszechobecne. Niektóre cytaty na tym krążku są niemal dosłowne, co
faktycznie może sprawiać wrażenie, iż Seven Chains wręcz bezczelnie naśladują
pierwowzór. Na szczęście, panowie dodają do całości także coś od siebie. Są to
elementy wkraczające w rejony bardziej oldskulowe, mogące kojarzyć się chwilami
z Autopsy czy Immolation, tudzież nieszablonowe zagrywki, jak choćby fragment w
końcowej części „Whence Blood No Longer Flows”, zagrany tylko na perkusję i
majaczące w tle klawisze imitujące śpiew potępionych dusz. Jest też na płycie
numer ambientowo / noise’owy, niebywale mroczny, wciągający z siłą Czarnej
Dziury, będący, wraz z następującym po nim drugim „Intro”, idealnym interludium
w całym tym interwymiarowym zamieszaniu. Sporo się tu dzieje, sporo zmienia i
tasuje, czasem wręcz zderza, jak byśmy faktycznie doświadczali jakichś
międzyplanetarnych zjawisk. Idealnym podsumowaniem całości jest najdłuższa,
ponad jedenastominutowa kompozycja „The Earth’s Tentacular Cross”, zawierająca
całą paletę riffów i zmian tempa, ale też sporo klawiszowych „improwizacji”.
Jednocześnie udowadniającą, że mimo iż Amerykanie z wiadomych wzorców czerpią
na potęgę, a zarazem potrafią rozwijać oczywistą formułę na swój własny sposób.
Nie, no nie będę nikomu wciskał, że Seven Chains są jednymi z lepszych
naśladowców Portal. Są jednak na tyle ciekawym tworem, że faktycznie warto ich
sprawdzić, bez dwóch zdań. Bo w ogólnym rozrachunku „Swollen, In Flux” to dobra
płyta.
-
jesusatan
https://i-voidhangerrecords.bandcamp.com/album/swollen-in-flux

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz