piątek, 19 czerwca 2026

Recenzja Apogean „Waste Where Life Begins”

 

Apogean

„Waste Where Life Begins”

The Artisan Era 2026

To już drugi album w karierze tego kanadyjskiego kwintetu. Nie wiem, jak było na poprzednich produkcjach, ale internety twierdzą, że Apogean rzeźbi w technicznym metalu śmierci. Być może, lecz za bardzo nie słychać tego na „Waste Where Life Begins”. Prawdopodobnie jest tak dlatego, że na swoim najnowszym krążku, panowie stawiają na brutalniejsze poczynania, w których oczywiście odnaleźć można wiele wirtuozerskich solówek czy technicznych zagrywek. Są to jednak śladowe wygibasy, które zapewne uchroniły ten materiał od przeładowania karkołomną grą i chwała Kanadyjczykom za to. Dzięki temu za sprawą tutejszych, ośmiu kawałków dostajemy mnóstwo rytmicznego palm mutingu, rzęsistych, brutalnych ataków i dobrze wkręcających się tremolo. To mięsisty death metal, który odznacza się soczystym brzmieniem i zmienną agogiką. To także niezwykle klimatyczna muza, która potrafi przytłoczyć mrocznymi chwytliwościami, podsyconymi przez atmosferyczne syntezatory. Całość jest zaaranżowana w spójny i pomysłowy sposób. Wszystkie części składowe zazębiają się bez żadnych zgrzytów, tworząc intensywną i zwartą ścianę dźwięku, zagęszczoną przez potężne beczki, przysadziste wiosło basowe i głębokie growle. Instrumentarium wraz z gardłem wokalisty kreuje posępnego i niszczącego deta, który posiada dość wygładzone oblicze, ale Apogean sprytnie wykorzystując wszelkie stare i nowe metody na ten gatunek, bez problemu trafi do purystów jak i wielbicieli współczesnych ujęć. Energetyczna i klimatyczna płyta, która oprócz miażdżącego charakteru posiada delikatniejsze cechy w postaci technicznych wtrętów, powplatanych w główne tekstury tak, aby nie stanowiły dominującej siły, gdyż tą jest jadowitość i atmosferyczność „Waste Where Life Begins”. Dla mnie zbyt sterylny materiał, wolę bardziej szorstkie formy, ale wielu maniakom z pewnością przypadnie do gustu.

shub niggurath




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz