Thanatomass
„The Rabid Dead”
Nomad Snakepit Prod. 2026
Jeśli chodzi o death metal od Ruskich, to są dwie
nazwy, które zaliczyłbym do przedstawicieli z najwyższej półki napierdalania. Oczywiście
chodzi o Pseudogod i Kadavereich. Mniej więcej w podobnych okresie co ci
drudzy, do życia powołany został Thanatomass. I też już srogo zaznaczył swoją
obecność na scenie, wydając bardzo dobrej jakości demo, dwie EP-ki, oraz
pełniaka „Hades”. W zasadzie ostatnia ze wspomnianych pozycji ugruntowała
dobitnie pozycję zespołu na światowym rynku, a „The Rabid Dead” jedynie ją
potwierdza. To trzy kawałki, trwające łącznie koło dwudziestu minut, wściekłego
metalu śmierci na najwyższym poziomie. Połączcie sobie w myślach wspomniany
Pseudogod z Hiszpańskim Teitanblood (bo kontrolowanego chaosu i wybuchów
wścieklizny tutaj pod dostatkiem), oraz klasycznym thrash metalem na sterydach,
a także potężnymi akordami Incantation (też, kurwa, na sterydach). W wyniku
tego dodawania wyjdzie wam jak nic Thanatomass. Kolesie z Moskwy doskonale
potrafią łączyć w swojej muzyce wzorce najlepsze, czerpiąc głównie ze starszej
szkoły, acz jednocześnie nie stroniąc od drobnych zapożyczeń z grania bardziej
współczesnego. Intensywność kompozycji na tej EP-ce luźno przekracza średni
światowy poziom. Chwilami nawet powoduje zapalenie się czerwonego światełka,
oznaczającego przekroczenie ogólnoprzyjętejj skali. Panowie napierdalają ile
fabryka dała, zagęszczając akordy, tasując nimi niczym Wielki Szu kartami,
mieszając riffami w głowie do obłędu. Powiem wam tak… Słuchając tych strzałów w
ryj, maluje mi się obraz trzech kolesi stojących na scenie, napierdalających
włosami, ubranych w czarne skóry z ćwiekami i pasy z nabojami, molestujących
swoje instrumenty na potęgę, drących ryja i szalejących na podobieństwo
Omegavortex. Bo natężenie decybeli Thanatomass przyrównać można także do tych zwyrodnialców
zza naszej zachodniej granicy. Jeśli mówimy o death metalu współczesnym,
bazującym na starych przepisach, ale napisanym na nowo, będącym tak samo
brutalnym, antytrendowym, pokazującym środkowy palec wszelkiej modzie, to
Thanatomass spełnia wszelkie te wymogi, i to z nawiązką. I wbija się klinem do mojej
osobistej trójcy przenienajświętszej rzeczonego gatunku z kraju, gdzie podobno
piją więcej niż u nas. Bardzo dobra rzecz.
-
jesusatan
