czwartek, 20 sierpnia 2026

Recenzja Penetrator Hammer “War is from Shadows”

 

Penetrator Hammer

“War is from Shadows”

Iron, Blood and Death Corporation 2025

Cofamy się dziś nieco w czasie. Konkretnie do końcówki ubiegłego roku, kiedy to premierę miał debiutancki album zespołu, którego już sama nazwa zachęca do sprawdzenia. Że o okładce zdobiącej „War is from Shadows” nie wspomnę. A jak dodam, że chłopaki pochodzą z Kolumbii, to już chyba każdy powinien stać na baczność. Wspomniałem, że to debiut, choć tak naprawdę bardziej uznałbym go za mini, bo zawiera niecałe dwadzieścia pięć minut muzyki, sześć kawałków plus outro. Ale mniejsza o detale. Czym to śmierdzi? Ano śmierdzi, i to na potęgę, klasyką napierdalania z Ameryki Południowej. Chwilami w klimacie kultowego Masacre, aczkolwiek ów odnośnik adekwatny jest jedynie w niektórych wątkach, kiedy to panowie z Kolumbii mocno przyspieszają i wypływają na deathmetalowe wody. Równie sporo tu nawiązań do starego thrashu, a i chwilami do black metalu, głównie tego z okresu drugiej fali, choć niekoniecznie skandynawskiego. Kogoś to dziwi? Bo dla mnie jest to stary, oklepany, wielokrotnie wypróbowany, i do dziś uskuteczniany przepis zespołów z tamtego rejonu świata. Penetrator Hammer łączą w swoich numerach klasykę prawdziwego, staroszkolnego metalu. Tutaj nie ma melodyjek do potańczenia, śpiewanych wokali, anielskich chórków z kobitkami w roli głównej, czy instrumentarium wykraczającego poza podstawowe. Są za to drapieżne riffy, dość prymitywne perkusyjne rytmy, darcie mordy w neandertalski sposób, i wszechobecny oldskul. Najczęściej jest grane na szybkich obrotach, choć zdarza się Kolumbom zwolnić, przy okazji „Evil Prevails”, utworu z fantastyczną niemal heavymetalową solówką, ale też nie tracąc przy tym odoru Diabła w muzyce. Nie będę chyba rzucał dodatkowymi nazwami, z którymi kojarzą mi się te nagrania, to się mija z celem, ale napomknę jeszcze, że Penetrator Hammer brzmią tak samo staroszkolnie jak grają, a może nawet jeszcze bardziej. Klasyka piwnicy z lat dziewięćdziesiątych, z produkcją bardziej demówkową niż profesjonalną. I to się pięknie z samą muzyką zazębia. Nie ma tutaj zatem co bić piany i rozpisywać się nad detalami. „War is from Shadows” to klasyczny (ile razy użyłem tego słowa?), południowoamerykański metal na wysokim poziomie. Od dawna jestem szalikowcem tego stylu, więc nic dziwnego, że i to wydawnictwo łykam bez przegryzania.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz