środa, 5 sierpnia 2026

Recenzja Black Witchcraft “Ex Ossibus Templum Ei Erigemus”

 

Black Witchcraft

“Ex Ossibus Templum Ei Erigemus”

Under the Sign of Garazel 2026

Toruński Black Witchcraft swoim zeszłorocznym debiutem doprowadził mnie momentalnie do pionu. Według mnie było to jedno z najlepszych wydawnictw Garazela w, bogatym przecież, katalogu. Kiedy dotarła do mnie nowa płyta zespołu, zastanawiałem się mocno, czy był to jedynie jednorazowy wybryk, czy chłopaki na poważnie zaznaczą swoją obecność w czołówce rodzimej sceny blackmetalowej. No to może od razu powiem krótko, młodzieżowym slangiem. Panowie dowieźli. I to, kurwa, jak! „Ex Ossibus Templum Ei Erigemus” jeśli nie jest płytą jeszcze lepszą niż „Stare into the Blackest Depths of Hell”, to przynajmniej jej dorównującą. Choć osobiście skłaniałbym się do opcji pierwszej. Naprawdę niewiele było do udoskonalania na debiucie, ale jeśli jakieś minimalne, niegodne uwagi, mankamenty tam się zauważało, tak teraz ciężko mi szukać dziury w całym. Black Witchcraft to jeden z najzdolniejszy uczniów norweskich profesorów. Słychać, że najczęściej uczęszczali na wykłady Pana Fenriza, Satyra czy Euronymousa. Zatem pisanie na temat tych nagrań jakichkolwiek rzeczy odkrywczych, tudzież rozkładanie ich na składniki pierwsze, mija się z celem, i nie sądzę, by Toruńczyki by się z tego powodu obrazili. Tym bardziej, że wytykanie im wspomnianych wzorców bynajmniej nie jest bynajmniej zarzutem. Powiem więcej. O ile taki Terrestrial Hospice potrafi czerpać z podobnych źródeł, a jednocześnie tworzyć dźwięki wprawiające każdego maniaka starej szkoły w ekstazę, to Black Witchcraft mogą stawać z nimi w szeregu. Podobne podejście do agresji, wręcz kipiącej z muzyki, podobne łączenie wścieklizny z melodią, niemal identyczne wzorce aranżacyjne, czyli wiele się dzieje, bo riff goni riff, ale z utrzymaniem pierwowzorów, oraz brzmienie… Surowe, zimne jak kostka lodu wrzucona do drinka, zarazem czytelne i pozwalające cieszyć się każdym detalem. Na dokładke wokale – niezwykle jadowite i pełne pasji, w niektórych momentach wchodzące też w rejony wikińskich zaśpiewów. No i nie zapominajmy o szybkości. Tak samo jak chłopaki z Gdańska, Black Witchcraft grzeją na potęgę, zwalniając jedynie w nielicznych momentach, będących idealnym uzupełnieniem owego galopu. Ich black metal to okuty but na ryj chrześcijaństwa, splunięcie w twarz zdychającemu na krzyżu, to wszelkie pierwotne ideały towarzyszące narodzinom drugiej fali. Bez dwóch zdań hord ten potrafią komponować numery, które naprawdę mogły by stać w silnej konkurencji dla sceny lat dziewięćdziesiątych. I to w zasadzie wszystko co mam do powiedzenia. Mnie „Ex Ossibus Templum Ei Erigemus” rozkłada na czynniki pierwsze, przywołuje wspomnienia, przyspiesza tętno do stanu przedzawałowego. Fenomenalny album. Dziękuję, do widzenia.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz