Godslut
„The Art of Deconstruction”
Selfmadegod Rec. 2026
Kiedy tak sobie skanowałem na szybko Internety w poszukiwaniu czegoś na temat Godslut, natknąłem się na informację, iż zespół ten, po wydaniu debiutu, trzy lata temu, u tego samego wydawcy, okrzyknięty został przez niektórych „nową nadzieją polskiego death metalu”. Uuu, grubo! Trzeba było sprawdzić, bo przecież, co jak co, ale death metal to ja kocham od dziecka, trochę znam, i coś tam się orientuję. Hmm… nie wiem jak to wyglądało na debiucie, i czy aby nazwisko widniejącego wówczas w składzie bandu muzyka nie przyczyniło się kapkę do sukcesu marketingowego, ale to, co słyszę na „The Art of Deconstruction” to… taki Decapitated 2.0. I to porównanie wali mnie po uszach w zasadzie od pierwszej nutki do przedostatniego taktu (o ostatnim później). Owszem jest to death metal. Bardzo przykładnie (dla mnie ZBYT przykładnie) wyprodukowany, wyczyszczony tak, by każde pryknięcie stopy, czy plumkniecie basu było doskonale słyszalne, i żeby przypadkiem żaden paproszek się gdzieś na strunie nie osadził. Owszem, z zachowaniem odpowiedniego ciężaru i masy, żeby nie było niedomówień, acz bardziej typowego dla djentu. Samo granie Godslut to taki polski death metal z okresu późniejszego niż złota era. Czyli czasów, kiedy to poprzez narastający w kompozycjach poziom groove’u, pewnego rodzaju przebojowość i chwytliwość, wprowadzanie elementów z bardziej komercyjnych gatunków pobocznych trochę ten pierwotny metal śmierci poprowadziły z głębokiego undergroundu ku szerszej publiczności. Kojarzycie pewnie Fear Factory i ich „kultowy” „Demanufactured”. Na nowym krążku Godslut są momenty wzorowane chyba na owym wydawnictwie. Zresztą potwierdza się to liniach wokalnych, nierzadko wychodzące poza sferę klasycznego growla. Są też akordy o rodowodzie hard core’owym, jest też (o ja pierdolę, i to już jest gwóźdź do trumny) akustyczna balladka, i to z partiami wokali żeńskich! Na szczęście jest to już ostatni numer na płycie (kurwa, tytułowy haha!), ale powiem szczerze, jak dewotka na spowiedzi. Przez tą piosenkę nie chciało mi się włączać „The Art of Deconstruction” po raz drugi. Pomijając ten straszny babol, reszta materiału to solidny death metal dla fanów bardziej przystępnego oblicza gatunku, w którym osobiście niezbyt gustuję. Fanom wspomnianego Decapitated powinno się jednak spodobać. „Nadzieja polskiego death metalu”? Błagam… Nawet Mystic na początku działalności by chyba tego nie wymyślił.
- jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz