niedziela, 16 sierpnia 2026

Recenzja Solystalgia „Solystalgia”

 

Solystalgia

„Solystalgia”

Nameless Grave 2026

 


Solystalgia to nowy zespół zza Wielkiej Kałuży, ale od razu zaznaczam, że wcale nie jest to kolejny twór deathmetalowy. Tym razem trafia nam się trio, które preferuje smutki i tęsknoty. Nie będę kłamał, iż jest to jeden z moich ulubionych gatunków. Owszem, kiedyś też trochę skutkowałem, ale było to raczej w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, i dość szybko mi przeszło. Może dlatego, że gatunek który zrodził się w umysłach muzyków Paradise Lost, My Dying Bride czy Anathema dość szybko się wypalił i skręcił mocno w nieco luźniejszym kierunku. Tenże właśnie odłam kontynuują Amerykanie. Owszem, wspomniane pierwowzory są chwilami słyszalne w ich twórczości. Trochę w melodiach, częściej w solówkach, momentami w melancholijnym sposobie śpiewania. Powiem tak… Nie jest to album zły. Wręcz przeciwnie, pod względem wspomnianej estetyki stoi na naprawdę wysokim poziomie. Choćby dlatego, że muzycy potrafią budować przytłaczającą, łzawą atmosferę swoich kompozycji nie tylko za pomocą smutnych harmonii, ale i dość ciekawej budowie całości. Główne utwory, w których oczywiście króluje powolne i pogrzebowe granie z dużą dozą rozpaczy, bez przesadnych zepętleń, przeplatają instrumentalnymi przerywnikami, jeszcze bardziej pogłębiające w słuchaczu negatywne uczucia. Co warto zaznaczyć, nie są to upchnięte na siłę interludia, wrzucone na płytę tylko dlatego, by utrzymać wspomniany schemat, ale utwory mocno spinające całość, będące jakby drzwiami do kolejnej sali smutku w tworzonym przez zespół muzeum. Wokalnie na szczęście też jest nieźle. Nie ma przesadnego balansowania w kierunku czystego smęcenia, przeważają raczej growle, co akurat dla mnie stanowi wielki plus. Pod względem brzmienia też jest przyzwoicie, choć brakuje mi nieco więcej ciężaru na gitarach, brzmiących w tym przypadku bardziej Katatoniowato niż wspomniane na wstępie pierwowzory (zwłaszcza w początkowym okresie). Same kompozycje nie nudzą, a chwilami nawet pozytywnie zaskakują. Jak choćby ostatni, odstający nieco od całości (o dziwo!) lżejszym klimatem, akustyczny „Acceptance”. Jeśli ja nie wyrzuciłem tego materiału po trzech minutach do kosza, to już jest jakaś pozytywna rekomendacja. A jak powiem, że odsłuchałem go trzy razy bez ziewania, to jest to już rekomendacja spora. Fani Novembers Doom, October Tide czy innego Swallow the Sun powinni być “Solystalgią” zachwyceni. I w sumie nie będę się im dziwił.

- jesusatan




 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz