poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Recenzja Hessian / Satanic Empire “Lucifer's Rising in Eternal Glory”

 

Hessian / Satanic Empire

“Lucifer's Rising in Eternal Glory”

Murder Rec. / Southern Soundclash Rec. 2026

Ostatnio listonosz podrzucił mi do skrzynki czarną kopertę, a w niej trzy nowe wydawnictwa amerykańskiego Hessian. Wszystkie z nich to splity, z zespołami z różnych części świata. W pierwszej kolejności wrzuciłem na ruszt materiał dzielony z brazylijskim Satanic Empire. Dlaczego? Bo jest najstarszy, ukazał się cyfrowo już niemal rok temu. Ze strony Amerykanów mamy na nim intro i dwa kawałki surowego black metalu. I o ile faktem jest, że za wielką wodą w ten gatunek muzyczny nie za bardzo potrafią, tak Hessian z tego utartego stereotypu chyba jednak nieco się wybija. Przede wszystkim podoba mi się bezkompromisowość tych trzech popaprańców. Tutaj „raw” jest faktycznie” raw”, i muzycznie, i brzmieniowo. Same numery są dość krótkie, bo maksymalnie trzyminutowe, szybkie, zbudowane dosłownie na kilku chwytach. Jednocześnie bardzo intensywne, nawet odrobinę chaotyczne, przez co mogące kojarzyć się nieco z Blasphemy i tworami podobnymi. Rzygające napalmem wokale, przekrzykujące się niczym stado demonów, piłujące bez litości gitary, i dudniąca, jeszcze bardziej podkreślająca profil lo-fi zespołu perkusja z gatunku automat. Zero finezji, czysty blackmetalowy płomień, dobitnie podkreślany przy okazji przez warstwę liryczno graficzną. Potem pałeczkę przejmują Brazylijczycy pod wodzą jegomościa o finezyjnym pseudonimie Lord Ba’alzebuth Kaos. W tym przypadku też mamy intro plus dwa, tylko że schodzimy jeszcze głębiej do piwnicy, przekraczając nieco przy okazji ową cienką granicę, o której tak często w swoich tekstach wspominam. W zasadzie po intro, niewiele tu słychać poza buczeniem, waleniem i rozstrojoną gitarą, która nawet jeśli wygrywa jakieś „melodie”, to zlewają się one w ścianę dźwięku, lub zagłuszane są łomoczącą perkusją. Te akordy, które się przez nią przebijają, brzmią natomiast trochę jakby ktoś dopiero uczył się grać na gitarze. W tle wybrzmiewają szczekane wokale, także dające dobitnie do zrozumienia kogo panowie kochają, a komu plują w twarz. Aha, trzecia ścieżka to cover Black Witchery, ale jeszcze prymitywniejsza od oryginału. Zusammen do kupy split ten trwa koło kwadransa, i skierowany jest raczej do maniaków bardzo głębokiego podziemia, którym może z głośników buczeć i bzyczeć, ważne żeby było dla Szatana.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz