Hessian / Satanic Empire
“Lucifer's Rising in Eternal
Glory”
Murder Rec. / Southern Soundclash Rec. 2026
Ostatnio listonosz podrzucił mi do skrzynki czarną
kopertę, a w niej trzy nowe wydawnictwa amerykańskiego Hessian. Wszystkie z
nich to splity, z zespołami z różnych części świata. W pierwszej kolejności
wrzuciłem na ruszt materiał dzielony z brazylijskim Satanic Empire. Dlaczego?
Bo jest najstarszy, ukazał się cyfrowo już niemal rok temu. Ze strony
Amerykanów mamy na nim intro i dwa kawałki surowego black metalu. I o ile faktem
jest, że za wielką wodą w ten gatunek muzyczny nie za bardzo potrafią, tak
Hessian z tego utartego stereotypu chyba jednak nieco się wybija. Przede
wszystkim podoba mi się bezkompromisowość tych trzech popaprańców. Tutaj „raw”
jest faktycznie” raw”, i muzycznie, i brzmieniowo. Same numery są dość krótkie,
bo maksymalnie trzyminutowe, szybkie, zbudowane dosłownie na kilku chwytach.
Jednocześnie bardzo intensywne, nawet odrobinę chaotyczne, przez co mogące
kojarzyć się nieco z Blasphemy i tworami podobnymi. Rzygające napalmem wokale,
przekrzykujące się niczym stado demonów, piłujące bez litości gitary, i
dudniąca, jeszcze bardziej podkreślająca profil lo-fi zespołu perkusja z
gatunku automat. Zero finezji, czysty blackmetalowy płomień, dobitnie
podkreślany przy okazji przez warstwę liryczno graficzną. Potem pałeczkę
przejmują Brazylijczycy pod wodzą jegomościa o finezyjnym pseudonimie Lord
Ba’alzebuth Kaos. W tym przypadku też mamy intro plus dwa, tylko że schodzimy
jeszcze głębiej do piwnicy, przekraczając nieco przy okazji ową cienką granicę,
o której tak często w swoich tekstach wspominam. W zasadzie po intro, niewiele
tu słychać poza buczeniem, waleniem i rozstrojoną gitarą, która nawet jeśli
wygrywa jakieś „melodie”, to zlewają się one w ścianę dźwięku, lub zagłuszane
są łomoczącą perkusją. Te akordy, które się przez nią przebijają, brzmią
natomiast trochę jakby ktoś dopiero uczył się grać na gitarze. W tle
wybrzmiewają szczekane wokale, także dające dobitnie do zrozumienia kogo
panowie kochają, a komu plują w twarz. Aha, trzecia ścieżka to cover Black
Witchery, ale jeszcze prymitywniejsza od oryginału. Zusammen do kupy split ten
trwa koło kwadransa, i skierowany jest raczej do maniaków bardzo głębokiego
podziemia, którym może z głośników buczeć i bzyczeć, ważne żeby było dla
Szatana.
-
jesusatan

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz