wtorek, 25 sierpnia 2026

Recenzja Hadopelagyal „Zelmathic Necroichorion”

 

Hadopelagyal

„Zelmathic Necroichorion”

Amor Fati 2026

Dopiero co zdążyłem zakupić sobie ostatni album Hadopelagyal (dość nietypowe swoją drogą jak na winyl wydanie), odsłuchać go dosłownie z dwa razy, a tu Hekla i Augur wypluwają z siebie kolejne dwadzieścia minut gruzu, szlamu i wszelakich nieczystości.  Cztery nowe numery, mili państwo, dokładnie tyle składa się na „Zelmathic Necroichorion”. Cztery numery będące bezpośrednia kontynuacją stylu zapoczątkowanego przez duet na „XXXVI XXXI N XXV XXVIII O”, i potem sukcesywnie… nie, no nie powiem „rozwijanym”, bo przecież byłoby w tym sporo przesady. „Kultywowanym” zabrzmi tu zdecydowanie lepiej. Niemcy grają muzykę gęstą, niemelodyjną, pozbawioną standardowych struktur, mocno nieprzyjazną przeciętnemu słuchaczowi, odrażającą i śmierdzącą katakumbami. Tak to chyba można najprościej opisać. Zresztą ci, którzy zespół znają, doskonale wiedzą, czego się po nowej EP-ce spodziewać. Ich do odsłuchu, tudzież nabycia tego materiału, zachęcać nie trzeba. Laikom można muzykę Hadopelagyal przedstawić nieco bardziej obrazowo. Wyobraźcie sobie intensywnie pracującą, najczęściej w tempie zdecydowanie szybkim, przymuloną brzmieniowo perkusję, towarzyszące jej, bardziej na zasadzie ściany dźwięku, bo nie każdy dosłyszy w tym melodię, gitary, pracujące równie mocno co sekcja rytmiczna, i wydobywające się zza kotary, z komina, tudzież ze studni,  głosy topielców, potępionych dusz, czy innych nieświętych. Bez podziału na refreny i zwrotki, jednolita masa, co najwyżej z jakimś przejściem gdzieś po drodze, jakimś drobnym ambientowym dodatkiem, i wyciszeniem na końcu. Szalejące tornado, burza z gradobiciem, totalna ciemność, ekstremalne temperatury, zero warunków dla jakichkolwiek form życia. Mnie intryguje jedno. Hadopelagyal poruszają się w naprawdę wąskich ramach gatunkowych, ich kompozycje na kolejnych nagraniach brzmią podobnie, są podobnie zaaranżowane, i gdyby ktoś się uparł, to nie wiem, czy byłbym w stanie wybronić tą muzykę przed zarzutem, że to jest w kółko to samo. A jednak nadal, za każdym razem kiedy dostaje od nich „nowe”, czuję się porozrzucany niczym obornik po polu. Bo, w odróżnieniu choćby od Necropolissebeth (innego projektu Hekli), nie jest to tylko i wyłącznie hałas dla samego hałasu. Są tu riffy, są melodie (oczywiście te z gatunku silnie gruzowych), jest ten przerażający klimat śmierci. Pod takim graniem podpisuję się obiema rękoma. Dla maniaków zespołu - kolejna pozycja obowiązkowa. Zwolennicy bardziej tradycyjnych piosenek mogą sobie bez bólu serca odpuścić.

- jesusatan




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz