Barkasth
„Silent
Torment”
Mara Production 2026
Barkasth
jest kwartetem z Ukrainy, który powstał w Charkowie, a było to w 2015 roku.
„Silent Torment” to ich trzecia płyta, która ukaże się na początku września
więc zainteresowani nią, mają jeszcze sporo czasu na odłożenie kilku złociszy,
aby ją nabyć. „Silent Torment” nie jest wcale taki „silent”, bo to osiem
kawałków całkiem mocarnego black metalu. Mocarnego i zamaszystego o chwilami
epickiej atmosferze, której dostarczają melodyjne w ten deseń akordy i tremolo.
Poza tym, to diabelszczyzna znana z lat po roku dwutysięcznym, zatem jest tu
bardziej mięsiście niż lodowato, choć zimnem ze wschodu od czasu do czasu z
tego krążka zawieje. Panowie sypią szybko, ale potrafią także zwolnić i pobujać
złowrogo w mozolnych i średnich tempach. Zapominają wtedy o furiackich
tremolando i przechodzą w nieco bardziej kwadratowe formy na wzór późnego
Craft, czego wyrazem są utwory „Embers Gone Cold”, „No Place to Hide” czy
kończący ten materiał „Stay Away”. Te kompozycje, pomimo że nie częstują,
urywającymi głowę kanonadami, to posiadają dużą siłę rażenia, bo to naprawdę
apodyktyczne riffy, które zsyłają sporo rytualnego i złowrogiego klimatu. Siłą
napędową dla Barkasth jest niechęć do prawosławnego chrześcijaństwa, co słychać
w stanowczości tego materiału. Jednakże nie odnajduję na „Silent Torment” cech
charakterystycznych dla ukraińskiego black metalu, czyli pogańskich czy też
folkowych elementów, które często występują w aranżacjach innych zespołów z
tamtej części Eurazji. Muzykę od Barkasth odbieram jako pełne nawiązanie do
europejskiego sposobu na rogaciznę, która może okresowo popada w nadmierną
melodyjność, lecz w gruncie rzeczy odznacza się dużą dozą agresji i mroku. Dość
gęste gitary, zdrowo łupiąca sekcja rytmiczna i nieprzyjazne wokalizy, kreują
intensywną i bojową diabelszczyznę, która posiada jawnie antyreligijne
nastawienie. Solidnie skomponowany album.
shub
niggurath

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz